Obrażenia, jakich doznał Elijah na dolnych pokładach, nie umknęły jego uwadze. Jak długo to oparzenie utrzyma się na jego drobnym ciele? Gdyby miał zgadywać, powiedziałby, że tydzień lub dwa, jednak byłaby to aż zanadto pozytywna wersja zdarzeń. Praca na statku była ciężka, nawet jeśli inni nie podkładali ci kłód pod nogi, a młody Sterling zdawał się co rusz potykać o kolejną ku uciesze Weissa. Bóg jeden wie, co sobie próbuje tym zrekompensować, pomyślał z odrazą, woląc sobie nawet nie wyobrażać, jak miałaby wyglądać przyszłość tego faceta, gdyby jakimś cudem doczekał się swoich własnych dzieci.
— Wszystko jest już w porządku. Nie masz żadnych kłopotów — zapewnił go.
Odprowadził chłopaka uważnym wzrokiem do drzwi. Potem jego spojrzenie przeniosło się na matkę chłopaka. Zanim jednak którekolwiek z nich zdołało zażądać odpowiedzi... Kobieta sama przemówiła. Skrzywił się na dźwięk jej tłumaczeń. Z niemałym trudem zdusił w sobie ciężkie westchnienie. Skinął głową na stwierdzenie Victorii. Co tu było do zwinięcia?
— A zbicie go było jedynym oczywistym rozwiązaniem, które miało wszystko naprawić? — sarknął, kręcąc z niedowierzaniem głową. — Może nie znikałby na pół dnia, gdyby nie musiał się martwić, czy znowu za coś nie oberwie. — Podszedł bliżej Geraldine. — Ten statek jest już i tak wystarczająco przeklęty. Roboty w bród, odpoczynku tyle, co nic, nie wiadomo, nawet kiedy znowu będziemy w porcie... Czy naprawdę warto sobie utrudniać dodatkowo życie w tych warunkach?
Nie zdążył dorzucić od siebie nic więcej, gdyż Geraldine przeszła do ataku i posunęła się nawet do... groźby. Zerknął na kobietę z zainteresowaniem. Zdecydowanie nie należała do grona tych kobietek z wyższych pokładów, które zapewne przymknęłyby na to wszystko oko, żeby tylko nie mierzyć się z kolejną falą zmartwień.
— Czy ma pani w ogóle jakiś dowó...
Wtem rozległy się krzyki od strony korytarza. Erik nie zdążył nawet mrugnąć, a panna Geraldine znowu znalazła się przed nim. Jakim cudem ona tak szybko biegała? Mężczyzna ruszył w ślad za pozostałymi kobietami, dopiero po chwili łącząc okrzyki z osobą swojego „kolegi” z pracy.
— Co tu się właściwie dzie... — wystękał, gdy dobiegli na miejsce..
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞