25.08.2023, 23:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2023, 00:32 przez Norvel Twonk.)
Zza drzwi nikt nie odpowiedział ani na coraz głośniejszą rozmowę na korytarzu ani na nawoływania Stanleya. Wyglądało na to, że albo w środku było pusto, albo panna Fawley nie chciała by w tym momencie ktokolwiek z nią rozmawiał, albo spała naprawdę głębokim snem.
Samuel odsunął się na bok, bardzo chętnie ustępując w działaniu Pembertonowi. W innej chwili obecność oficera byłaby mu wybitnie nie na rękę, teraz czuł się przyjemnie lekko powalając innemu mężczyźnie działać.
Światło znowu zamrugało. Tym razem mniej regularnie niż wcześniej. Pośpieszne, damskie kroki stały się głośniejsze aż wreszcie zza zakrętu korytarza wychynęła sylwetka Persefony Fawley, matki Marianne. W odróżnieniu od swojej delikatnej córki, Persefona wyglądała na kogoś, kto nie pozwoliłby sobie w kaszę dmuchać. Dziwne, że podczas oświadczyn sir Jamesa, nie ryknęła na całą salę by mu przeszkodzić.
- Och, Anthony! – zawołała posyłając Burkesowi wymuszony uśmiech. Posłała też krótkie spojrzenia Samuelowi, Laurentowi i Stanleyowi. – Jak rozumiem przyszliście porozmawiać z moją biedną córką? Dobrze, że jeszcze są na tym świecie mężczyźni, na których można cokolwiek polegać… - wymamrotała.
Przystanęła obok całej czwórki. Sięgnęła do malutkiej, skórzanej torebki by wyciągnąć swój klucz do pokoju, a Laurent poczuł jak zakręciło mu się w głowie. Nie trwało to długo, najwyżej sekundę lub dwie, ale w jego nos uderzył zapach nieświeżych ryb. W tamtej chwili, miał również nieodparte wrażenie, że słyszy wlewającą się na korytarz wodę. Tylko on to poczuł.
Persefona Fawley otworzyła drzwi.
- Wchodź Anthony. Myślę, że się ucieszy, przynajmniej na twój widok – zaprosiła go gestem.
Choć nie ulegało najmniejszym wątpliwościom, że największą estymą cieszył się akurat brat Saumela, kobieta nie zamknęła drzwi i pozostali również mogli wejść do środka. To była kajuta przeznaczona dla pasażerów drugiej klasy. W pokoju znajdowały się dwa zasłane łóżka z ozdobnymi wezgłowiami oraz szafa i niewielki stolik z dwoma krzesełkami. Marianne nie było w środku.
Pani Fawley zmarszczyła czoło. Machinalnie rzuciła torebkę na stolik a potem skierowała się w stronę drzwi do łazienki.
- Córeczko? – zapytała ciepłym głosem. – Skarbie?
Chwilę jeszcze czekała, by wreszcie nacisnąć na klamkę i zajrzeć do środka. Anthony poczuł jak na jego rękach pojawiła się gęsia skórka.
I wtedy Persefona Fawley zaczęła krzyczeć.
W niewielkiej wannie pełnej krwistoczerwonej wody leżała Marianne. Była blada. Nie zdjęła sukni, ani butów a jedynym trudem, który zadała sobie było rozcięcie nożykiem do papieru rękawów sukni i zrobienie na jasnej skórze długich, prostokątnych nacięć.
Samuel odsunął się na bok, bardzo chętnie ustępując w działaniu Pembertonowi. W innej chwili obecność oficera byłaby mu wybitnie nie na rękę, teraz czuł się przyjemnie lekko powalając innemu mężczyźnie działać.
Światło znowu zamrugało. Tym razem mniej regularnie niż wcześniej. Pośpieszne, damskie kroki stały się głośniejsze aż wreszcie zza zakrętu korytarza wychynęła sylwetka Persefony Fawley, matki Marianne. W odróżnieniu od swojej delikatnej córki, Persefona wyglądała na kogoś, kto nie pozwoliłby sobie w kaszę dmuchać. Dziwne, że podczas oświadczyn sir Jamesa, nie ryknęła na całą salę by mu przeszkodzić.
- Och, Anthony! – zawołała posyłając Burkesowi wymuszony uśmiech. Posłała też krótkie spojrzenia Samuelowi, Laurentowi i Stanleyowi. – Jak rozumiem przyszliście porozmawiać z moją biedną córką? Dobrze, że jeszcze są na tym świecie mężczyźni, na których można cokolwiek polegać… - wymamrotała.
Przystanęła obok całej czwórki. Sięgnęła do malutkiej, skórzanej torebki by wyciągnąć swój klucz do pokoju, a Laurent poczuł jak zakręciło mu się w głowie. Nie trwało to długo, najwyżej sekundę lub dwie, ale w jego nos uderzył zapach nieświeżych ryb. W tamtej chwili, miał również nieodparte wrażenie, że słyszy wlewającą się na korytarz wodę. Tylko on to poczuł.
Persefona Fawley otworzyła drzwi.
- Wchodź Anthony. Myślę, że się ucieszy, przynajmniej na twój widok – zaprosiła go gestem.
Choć nie ulegało najmniejszym wątpliwościom, że największą estymą cieszył się akurat brat Saumela, kobieta nie zamknęła drzwi i pozostali również mogli wejść do środka. To była kajuta przeznaczona dla pasażerów drugiej klasy. W pokoju znajdowały się dwa zasłane łóżka z ozdobnymi wezgłowiami oraz szafa i niewielki stolik z dwoma krzesełkami. Marianne nie było w środku.
Pani Fawley zmarszczyła czoło. Machinalnie rzuciła torebkę na stolik a potem skierowała się w stronę drzwi do łazienki.
- Córeczko? – zapytała ciepłym głosem. – Skarbie?
Chwilę jeszcze czekała, by wreszcie nacisnąć na klamkę i zajrzeć do środka. Anthony poczuł jak na jego rękach pojawiła się gęsia skórka.
I wtedy Persefona Fawley zaczęła krzyczeć.
W niewielkiej wannie pełnej krwistoczerwonej wody leżała Marianne. Była blada. Nie zdjęła sukni, ani butów a jedynym trudem, który zadała sobie było rozcięcie nożykiem do papieru rękawów sukni i zrobienie na jasnej skórze długich, prostokątnych nacięć.
Tura trwa do 29.08.2023 roku do godziny 21.00