06.11.2022, 23:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.11.2022, 23:37 przez William Lestrange.)
W normalnych warunkach oddałby się swoim przyzwyczajeniom i po prostu zignorował całą tą szopkę. Pozwoliłby Eden wyprawiać tyrady, które wpuszczał jednym uchem, a drugim wypuszczał i poszedłby na bal nie martwiąc się przygotowaniem ani innymi związanymi z nimi kwestiami. Tym razem było inaczej. Przez ich, dość intensywną i owocująca w (zaskakująco!) pogodzenie się kłótnię postanowił trochę się za siebie zabrać, aby wypracować nowy, lepszy schemat działania ich relacji. Przynajmniej taki miał zamiar, jak wyjdzie w praktyce to sam Merlin nie wie.
Wybrał się do siostry, aby ta pomogła mu kupić sensowniejsze odzienie na cale to wydarzenie, ale swoim zwyczajem zostawił nowo kupione ubranie na szafce i nawet go nie otworzył czekając do ostatniej chwili, aby zorientować się, że nie jest wcale aż tak wprawiony w zakładaniu odświętnych garniturów jakby chciał. Przy trzeciej próbie dopasowania kamizelki pod marynarkę, spoglądając na zegar, którego wskazówki nieubłaganie pędziły do przodu, poddał się i poszedł do żony, aby oddać jej dowód swej kapitulacji w słowach 'pomocy'.
Liczył się gest, prawda?
Ostatecznie skończył w ciemnych barwach dopasowanych do kreacji partnerki i mimo że nie wyglądał niechlujnie to też nienagannością nie mógł się popisać. Rozpiął górny guzik koszuli, aby mieć czym oddychać i wyciągnął chustkę z butonierki chowają ją w kieszeni, ale to już po drodze. Okulary miał schowane wewnątrz marynarki, przynajmniej tak mu się wydawało, ale zorientował się, że mógł je zostawić na szafce w sypialni kiedy już wyszli z domu.
- Nie przejmuj się, zajmę się sobą. - odparł tylko i postarał się nawet przy tym uśmiechnąć, ale wyszło mu koślawo, jak zawsze zresztą. Już na samym wejściu czuł się niesamowicie skrępowany, w pomieszczeniu było za dużo osób, głosów, kolorów. Wyłapał w tym wszystkim młodego chłopaka w kitlu i przekrzywił głowę, nawet uśmiechnął się do siebie chcąc wspomnieć o tym żonie, ale ta wydawała się spoglądać w innym kierunku. Co jeżeli Eden faktycznie odejdzie rozmawiać z kimś innym? Co ja wtedy ze sobą zrobię? Może zajmę się po prostu jedzeniem, w sumie nie jadłem niczego jeszcze dzisiaj, to fakt, całkowicie zapomniałem... , zaczął odpływać w świat swoich myśli, ale żona spojrzała na niego wyczekująco, tak samo zresztą jak dwójka gospodarzy.
William rozszerzył na chwilę oczy tylko po to, aby zamrugać.
- Ah, no tak, cześć, miło poznać. - było pierwszym, co opuściło jego usta, ale mógł wręcz poczuć, że dłoń blondynki zaciska się na jego ramieniu więc odchrząknął - Bardzo ładny dom. I w ogóle. Ozdoby. No. Dziękujemy za zaproszenie. - prawie się zapowietrzył jak skończył mówić, więc podziękował Eden w myślach, że odciągnęła go szybko na bok.
Zrobiło mu się gorąco ze stresu, więc, gdy jego towarzyszka, jak na razie, nie skomentowała prób przywitania się z Longbottomami.
- Widziałaś, że można jednak przyjść w kitlu? - zagadnął do niej, gdy zmierzali w kierunku, który wyznaczyła. William rozglądał się po urządzonej odświętnie rezydencji, ale nie miał zamiaru naciskać na podchodzenie do kogokolwiek, bo... prawdopodobnie mało osób tu znał poza swoją rodziną. Samo pytanie miało chyba być żartem, ale w wypadku Lestrange'a trudno było stwierdzić.
Wybrał się do siostry, aby ta pomogła mu kupić sensowniejsze odzienie na cale to wydarzenie, ale swoim zwyczajem zostawił nowo kupione ubranie na szafce i nawet go nie otworzył czekając do ostatniej chwili, aby zorientować się, że nie jest wcale aż tak wprawiony w zakładaniu odświętnych garniturów jakby chciał. Przy trzeciej próbie dopasowania kamizelki pod marynarkę, spoglądając na zegar, którego wskazówki nieubłaganie pędziły do przodu, poddał się i poszedł do żony, aby oddać jej dowód swej kapitulacji w słowach 'pomocy'.
Liczył się gest, prawda?
Ostatecznie skończył w ciemnych barwach dopasowanych do kreacji partnerki i mimo że nie wyglądał niechlujnie to też nienagannością nie mógł się popisać. Rozpiął górny guzik koszuli, aby mieć czym oddychać i wyciągnął chustkę z butonierki chowają ją w kieszeni, ale to już po drodze. Okulary miał schowane wewnątrz marynarki, przynajmniej tak mu się wydawało, ale zorientował się, że mógł je zostawić na szafce w sypialni kiedy już wyszli z domu.
- Nie przejmuj się, zajmę się sobą. - odparł tylko i postarał się nawet przy tym uśmiechnąć, ale wyszło mu koślawo, jak zawsze zresztą. Już na samym wejściu czuł się niesamowicie skrępowany, w pomieszczeniu było za dużo osób, głosów, kolorów. Wyłapał w tym wszystkim młodego chłopaka w kitlu i przekrzywił głowę, nawet uśmiechnął się do siebie chcąc wspomnieć o tym żonie, ale ta wydawała się spoglądać w innym kierunku. Co jeżeli Eden faktycznie odejdzie rozmawiać z kimś innym? Co ja wtedy ze sobą zrobię? Może zajmę się po prostu jedzeniem, w sumie nie jadłem niczego jeszcze dzisiaj, to fakt, całkowicie zapomniałem... , zaczął odpływać w świat swoich myśli, ale żona spojrzała na niego wyczekująco, tak samo zresztą jak dwójka gospodarzy.
William rozszerzył na chwilę oczy tylko po to, aby zamrugać.
- Ah, no tak, cześć, miło poznać. - było pierwszym, co opuściło jego usta, ale mógł wręcz poczuć, że dłoń blondynki zaciska się na jego ramieniu więc odchrząknął - Bardzo ładny dom. I w ogóle. Ozdoby. No. Dziękujemy za zaproszenie. - prawie się zapowietrzył jak skończył mówić, więc podziękował Eden w myślach, że odciągnęła go szybko na bok.
Zrobiło mu się gorąco ze stresu, więc, gdy jego towarzyszka, jak na razie, nie skomentowała prób przywitania się z Longbottomami.
- Widziałaś, że można jednak przyjść w kitlu? - zagadnął do niej, gdy zmierzali w kierunku, który wyznaczyła. William rozglądał się po urządzonej odświętnie rezydencji, ale nie miał zamiaru naciskać na podchodzenie do kogokolwiek, bo... prawdopodobnie mało osób tu znał poza swoją rodziną. Samo pytanie miało chyba być żartem, ale w wypadku Lestrange'a trudno było stwierdzić.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated