06.11.2022, 23:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2022, 03:04 przez Brenna Longbottom.)
Ciąg dalszy witania gości przy wejściu
- Jestem pewna, że Thes dobrze się nią zajmie… i Erik, czuję twoje mordercze intencje. Oszczędzaj je na ten moment tego wieczoru, kiedy dam ci prawdziwe powody do tego, żebyś chciał mnie udusić – stwierdziła Brenna, dając bratu kuksańca. Nie, nie czytała mu w myślach, więc nie wyłapała tego morderczego spojrzenia, za to znała go na tyle dobrze, by przeczuwać, co kryło się pod tym przesłodkim uśmiechem.
Mógł sobie knuć dla niej sesję okładkową, ona doskonale wiedziała, że prasę to on zainteresuje bardziej… i knuła jeszcze gorsze rzeczy.
Ale to dla dobra magicznych sierotek i biednych dzieci, prawda? Poza tym jakoś później mu to wynagrodzi.
– Pierwszy, ale nie ostatni… – wymruczała tylko do Idy. Nie obserwowała jednak już dalszego przedstawienia, które zaserwowała Zeneida, zbyt zajęta innymi gośćmi.
Bladość Elliota, jego smutny uśmiech, sprawiały, że aż ściskało się jej serce. Na moment, wiedziona impulsem, pochwyciła jego dłoń, ściskając ją krótko, na co normalnie nie pozwoliłaby sobie wobec Malfoya. Nie umiała – nie chciała sobie wyobrazić – co takiego przeżywał.
I całe szczęście, dla nich obojga. Bo gdyby potrafiła, musiałaby go natychmiast zatrzymać do wyjaśnienia sprawy zamknięcia w Lecznicy Dusz doskonale zdrowej osoby i eksperymentów na jej umyśle…
Brenna do pewnego stopnia była zaprogramowana przez swoją rodzinę i wychowanie, a niektóre rzeczy leżały też w jej charakterze. Jednym z nich było staranie się, aby ludzie wokół czuli się dobrze - zwłaszcza, jeśli sama zaprosiła ich do swojego domu.
Nigdy nie pomyślałaby, że ktoś może jej tego zazdrościć. Ba, tak naprawdę nawet tutaj, stojąc otoczona wianuszkiem gości, ściskając kolejne ręce, wypowiadając imiona, uważała się chyba za postać tła, tą bohaterkę trzeciego planu z książki, której imienia nikt nie zapamięta: przygotowywała w końcu tylko scenę, wprowadzała na nią kolejnych aktorów, wypełniła salę postaciami stokroć barwniejszymi od niej, którzy dziś będą się bawić. I może wyjdą stąd znudzeni, może rozbawieni, a może zdarzą się jakieś dramaty.
Wyłapała uśmiech Astorii. Odpowiedziała uśmiechem, który tak często gościł na jej twarzy. Pewnie nawet ruszyłaby w jej stronę, ale ta już skierowała się w ślad za Alastorem, a do niej z kolei zbliżył się Atreus, kojarzony z Departamentu oraz Elaine.
- Cieszę się, że znaleźliście czas, żeby się pojawić – zapewniła Atreusa, a potem wyciągnęła dłoń ku Elaine, z namysłem przypatrując się jej twarzy. - Hm… Ravenclaw, prawda? – powiedziała w końcu, bo faktycznie, nie znały się szczególnie dobrze, ale Brenna była pewna, że widywała czasem pannę Delacour przy stole Krukonów za hogwarckich czasów. Była dwa czy trzy lata młodsza, więc nie miały ze sobą wielkiego kontaktu.
Puściła dłoń kobiety. Nie miała czasu chwilowo na bliższe zapoznawanie się – choć na pewno zamierzała potem kręcić się pośród gości, by upewnić się, że nikt nie czuje się samotny – bo już przyszło jej obrócić ku Seraphinie. Czy zaskakiwało ją, że kobieta przyleciała tu na abraksanie?
Niezbyt.
Takie zupełnie nieprzewidywalne zachowanie całkiem do Prewettówny pasowało. Brenna nawet uśmiechnęła się do siebie: może uda się jej potem wyjść na momencik na zewnątrz, żeby zerknąć na tego abraksana. Wrodzona ciekawość sprawiała, że po prostu nie mogła zmarnować takiej okazji.
- Nie wiem, czy cała beczka, ale spróbujemy zadbać o wiadro. Mam nadzieję, że znajdziesz na dzisiejszych licytacjach coś, co uznasz za warte uwagi.
W duchu miała pewne obawy, czy jeśli Prewettówna się nie znudzi, nie postanowi nieco… ubarwić imprezy. Nie dała jednak ich po sobie poznać.
Ashling obdarzyła szczególnie serdecznym uśmiechem. Mogła przeczuwać, że aurorka, podobnie jak Astoria, niekoniecznie będzie się czuć tutaj jak w ryba w wodzie. Odnotowała więc sobie w myślach, aby mieć na to baczenie i znaleźć ją później, by upewnić się, że kobieta nie stoi przypadkiem w kącie.
– Zrelaksuj się, zjedz coś dobrego i baw się dobrze. Wszystko jest pod kontrolą. Koniecznie spróbuj ciasteczek, są obłędne – zapewniła, nim Greyback znikła w tłumie.
Jeśli szło o Sacharissę, to ta była jedną z niewielu osób, które potrafiły Brennę przegadać. Longbottom otworzyła usta, by odpowiedzieć na ten monolog, nie dostała jednak szansy: oto Macmillan bowiem już biegła do Eden…
…ustępując miejsca Eden właśnie.
Brenna nie miała jednak okazji zastanawiać się nad tym, co to oznaczało, zbyt wielkie panowało zamieszanie.
Poza tym oto pierwszy raz tego wieczora miała pewien problem z powitaniem gości. Gdyby nie śmierć Simone, serdecznie uściskałaby Eden, tylko po to, aby zobaczyć, jak to zareaguje – jakie złośliwe słowa padną z jej ust? Zavaduje ją od razu? Spróbuje umknąć? Takie prowokacje jednak nie były czymś, co Brenna umiałaby zrobić komuś, w czyjej rodzinie wydarzyło się ostatnio tyle złego. To że Eden chciała ją obrażać od wejścia (choć trzeba przyznać, powstrzymała się w ostatniej chwili) nijak sytuacji nie odmieniało.
- O tak. Mamy tu nawet tlen pod ręką, gdyby trzeba było go podawać gościom – odparła bez mrugnięcia okiem, kiedy Lestrange skomplementowała jej brata. – Zastanawiałam się nad wystawieniem na licytację kolekcji jego zdjęć, ale to zostawimy na inną okazję, nie chciałabym wywołać zamieszek. Ciebie również bardzo miło poznać. Pięknie razem wyglądacie, więc Eden, chyba nie będę ci przynosić tego krzesła…
Na nagłe zamyślenie Lestrange zareagowała tylko skinieniem głowy. Nie wnikała w to, co je spowodowało.
- Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.
Nie zapomniała też oczywiście o Alice Selwyn, która pojawiła się u boku brata. Podziękowała im za to, że się pojawili i zapewniła, że są mile widziani.
Gdy strumyczek gości nieco zmalał, a część osób przejęła jej matka, Brenna zamierzała zakręcić się przy zejściu z piętra, by upewnić się, że Cedric wygląda jak należy i podziękować Dorze za szybką reakcję. A potem pochyliła się do ucha chłopaka, aby szepnąć:
- Pokazywałam fanty z licytacji Danny. Bardzo zachwyciła się pewnym wiktoriańskim pierścionkiem. Wydawała się oczarowana.
Niestety, nie mogła zostać długo – już bowiem przyszedł czas na oficjalne powitanie…
POWITANIE OFICJALNE - część dla wszystkich gości!!!
Po tym, jak Brenna przywitała jeśli nie każdego gościa, wchodzącego do posiadłości, to przynajmniej zdecydowaną większość z nich, a sala zaczęła powoli się zapełniać, panna Longbottom ruszyła na podwyższenie. Czy się denerwowała? Być może, chociaż na to nie wyglądało. Zwykle była osobą, która równie swobodnie czuła się w obskurnym pubie, jak na pałacowych salonach, a przynajmniej dobrze udawała, że tak właśnie jest.
Zatrudnieni kelnerzy roznosili tace, na których ustawiono kieliszki z szampanem. Na jednym ze stołów można było również znaleźć szampana oraz inne alkohole - przede wszystkim wino, chociaż dało się dostrzec również naczynie z ponczem, whisky oraz butelkę cydru, prawdopodobnie kupionego lub podarowanego przez Abottów.
- Panie i panowie! W imieniu rodziny Longbottomów serdecznie witamy i dziękujemy wam za przybycie oraz wsparcie dla naszej inicjatywy. Szczególne podziękowania należą się tym, którzy postanowili wesprzeć program magicznych stypendiów oraz schronisko poprzez podarowanie przedmiotów na licytację albo dotacje. Pełna lista ofiarodawców znajduje się przy wejściu do sali jadalnej - oświadczyła Brenna. Nie była nigdy najlepszym mówcą, ale nie miała teraz na szczęście nikogo do niczego przekonywać, a jedynie w ładnych słowach powiedzieć "dziękuję", "to nasi bohaterowie" i "bawcie się dobrze". Lista, o której mówiła, była odpowiednio wyeksponowaną tablicą z imionami i nazwiskami tych, którzy nie zażyczyli sobie, by ich darowizna pozostała anonimowa. Tak już działał ich świat: dla wielu osób głównym powodem wsparcia była chwała i splendor. A Brenna nie była dość naiwna, aby nie wiedzieć, że musi postarać się, aby ją uzyskali. - Mamy nadzieję, że będziecie dziś doskonale się bawić, a na licytacji znajdziecie coś, co okaże się wymarzonym prezentem dla was albo bliskich wam osób.
Umilkła. W dłoni trzymała kieliszek z szampanem, ale wzniesienie pierwszego toastu pozostawiła Erikowi, pozwalając, aby teraz to on przejął pałeczkę.
TLDR:
- Brenna i Erik nie stoją już przy wejściu, a wygłaszają oficjalne powitanie ze sceny. Zaraz będzie wznoszony pierwszy toast. Kelnerzy rozdają szampana, można go też znaleźć na stołach
Poza tym wcześniej:
- Erik: zapowiadam ci, że dziś zechcesz mnie udusić
- Elliot: ściskam twoją rękę
- Astoria - uśmiecham się
- Atreus i Elaine: witam was i pytam, czy dobrze pamiętam, że Elaine była ze mną w Hogwarcie i chodziła do Ravenclawu
- Seraphine: obiecuję spróbować skombinować whiskey dla wierzchowca i wyrażam nadzieję, że coś na licytacji cię zainteresuje
- Ashling: uśmiecham się serdecznie, życzę miłej zabawy, mam zamiar zerkać, czy nie trzeba cię potem znaleźć i wyciągnąć z kąta
- Sacharissa: nie daję rady nic powiedzieć, ale wysłuchuję twojego przywitania
- Eden i William: mówię, że pięknie wyglądacie i zgadzam się z Eden, że Erik to ładna dekoracja
- Alice: witam cię
- Cedric, Dora, Cecily: czatuję na was, żeby podziękować za ogarnięcie go, Cedricowi mówię, że Danny zachwycała się pierścionkiem.
Przypominam, że można zakładać prywatne wątki i mnie też o taki w razie czego prosić albo wołać o zaczepienie w jakiś sposób w tym temacie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.