26.08.2023, 18:02 ✶
Machinalnie przytaknęła. No tak, nie każdy szczycił się czułym nosem, ale z drugiej strony… chyba można było mniej więcej prześledzić, gdzie się było na Nokturnie? Przed tym, zanim umysł spłatał figla i wszystko się rozmyło. Ale tę kwestię jednak odłożyła na później, skupiając się na czymś innym.
Bo widmowidzenie jednak nie było czymś, co dało się sprowadzić do pstryknięcia palcami. Czasem kosztowało… i dlatego wolała po prostu skupić się na Brennie, gdyby coś jednak poszło nie tak. Ale mimo najszczerszych chęci, na dłuższą metę, to nie miało prawa się udać.
Bo nie tylko Longbottom oglądała właśnie przeszłość.
Nie, tym razem nie mdlała, nie zaznawała szarpiącego wręcz bólu, pragnienia, żeby to się w końcu skończyło. Ale oczy się zaszkliły. Nie, nie dlatego, że działa się w jej sposób krzywda, którą odczuwała fizycznie, ale, ale…
… babcia. Zobaczyła babcię. Czekała na nią – niego tak naprawdę, choć ciężko było postawić granicę; widziała i odczuwała przecież wszystko tak, jakby naprawdę tam była – przez te wszystkie lata czekała, żeby przywitać po drugiej stronie…?
Dłoń zaciśnięta na dłoni. Nie potrzebowała podtrzymania, bynajmniej, ale zamiast zwiększyć dystans pomiędzy nimi – przylgnęła do Brenny, wtulając się w nią. Zapominając, że przecież była zimna, że niewątpliwie w ten sposób sprawi, że i kuzynce będzie w najlepszym przypadku chłodno (nawet jeśli od początku sprawiała wrażenie, że jej to nie przeszkadza – Mav i tak starała się pilnować pod tym względem). Ale teraz, teraz…
- Widziałam babcię – szepnęła cicho, pociągając zaraz nosem. Starała się mimo wszystko nie rozpłakać do końca, co było trudne; nie czas i nie miejsce na rozklejanie się, ale kłębiące się emocje były silne, zbyt silne, żeby dało się je opanować tak po prostu, od niechcenia wręcz.
Oczy wilgotniały coraz bardziej.
- Czekała tam. Przywiózł go pociąg do Hogwartu... – co średnio miało sens, w teorii, bo przecież tym pociągiem jeździło się do szkoły, prawda? Ale świat po śmierci rządził się swoimi prawami; być może kto inny leciałby na miotle, a jeszcze inny – na smoku czy czym sobie wymarzył. Podróż. To dusza musiała zrobić, przechodząc na drugą stronę – odbyć swego rodzaju podróż, ostatnią, zanim, zanim… - Mówiła o, o... – głos Mav się rwał, objęła mocniej Brennę – … że nie musi się martwić, bo Dani i Lucy na pewno dadzą sobie radę… odeszli. Odeszli. Oboje weszli w ogień... – jeśli cokolwiek jeszcze chciała dodać – to nie była już w stanie, bo głos uwiązł w gardle.
A łzy po prostu popłynęły.
Bo widmowidzenie jednak nie było czymś, co dało się sprowadzić do pstryknięcia palcami. Czasem kosztowało… i dlatego wolała po prostu skupić się na Brennie, gdyby coś jednak poszło nie tak. Ale mimo najszczerszych chęci, na dłuższą metę, to nie miało prawa się udać.
Bo nie tylko Longbottom oglądała właśnie przeszłość.
Nie, tym razem nie mdlała, nie zaznawała szarpiącego wręcz bólu, pragnienia, żeby to się w końcu skończyło. Ale oczy się zaszkliły. Nie, nie dlatego, że działa się w jej sposób krzywda, którą odczuwała fizycznie, ale, ale…
… babcia. Zobaczyła babcię. Czekała na nią – niego tak naprawdę, choć ciężko było postawić granicę; widziała i odczuwała przecież wszystko tak, jakby naprawdę tam była – przez te wszystkie lata czekała, żeby przywitać po drugiej stronie…?
Dłoń zaciśnięta na dłoni. Nie potrzebowała podtrzymania, bynajmniej, ale zamiast zwiększyć dystans pomiędzy nimi – przylgnęła do Brenny, wtulając się w nią. Zapominając, że przecież była zimna, że niewątpliwie w ten sposób sprawi, że i kuzynce będzie w najlepszym przypadku chłodno (nawet jeśli od początku sprawiała wrażenie, że jej to nie przeszkadza – Mav i tak starała się pilnować pod tym względem). Ale teraz, teraz…
- Widziałam babcię – szepnęła cicho, pociągając zaraz nosem. Starała się mimo wszystko nie rozpłakać do końca, co było trudne; nie czas i nie miejsce na rozklejanie się, ale kłębiące się emocje były silne, zbyt silne, żeby dało się je opanować tak po prostu, od niechcenia wręcz.
Oczy wilgotniały coraz bardziej.
- Czekała tam. Przywiózł go pociąg do Hogwartu... – co średnio miało sens, w teorii, bo przecież tym pociągiem jeździło się do szkoły, prawda? Ale świat po śmierci rządził się swoimi prawami; być może kto inny leciałby na miotle, a jeszcze inny – na smoku czy czym sobie wymarzył. Podróż. To dusza musiała zrobić, przechodząc na drugą stronę – odbyć swego rodzaju podróż, ostatnią, zanim, zanim… - Mówiła o, o... – głos Mav się rwał, objęła mocniej Brennę – … że nie musi się martwić, bo Dani i Lucy na pewno dadzą sobie radę… odeszli. Odeszli. Oboje weszli w ogień... – jeśli cokolwiek jeszcze chciała dodać – to nie była już w stanie, bo głos uwiązł w gardle.
A łzy po prostu popłynęły.