26.08.2023, 18:02 ✶
Słaba. Tak. Niewątpliwie słaba, bo nie potrafiła ochronić innych, bo świat wciąż odczuwał skutki tego cholernego Beltane, tego samego, na którym sama przecież była. A jednak, choć sporo ludzi przeżyło, choć udało się zniszczyć tamten cholerny kamień, to nie mogła się pozbyć wrażenia, że odniosła porażkę.
Nawet już nie pytały o treść rozmowy, tak naprawdę. Ani o samych Crawleyów – tylko czy jest szansa, że podobnych rzeczy jest więcej, że to może sięgać znacznie głębiej niż tylko to jedno wspomnienie. Głównym problemem było zapewnienie bezpieczeństwa osobom, które znajdowały się w towarzystwie Bones – a ta przecież, z racji chociażby pracy, łaziła po różnych miejscach, w różne sytuacje trafiała. Również i takie gdzie istniało zagrożenie życia.
Czego dowodem była teraz Brenna.
A jednak spotkały się z odmową. I Mavelle trafił szlag. Dziadek jak dziadek, szanowała go – miał szeroką wiedzę, znał dobrze ich brygadzistowski fach i wierzyła, że właśnie dlatego, iż zdawał sobie sprawę ze wszystkich związanych tym zagrożeń, uchyli rąbka tajemnicy, żeby ochronić wnuczki. A tymczasem...
- Ciekawość? – niemalże syknęła, wstając ze swego miejsca. Pochyliła się nad biurkiem, opierając o blat rękoma, górując nad nim. Spojrzała Godrykowi prosto w oczy – a jej własne zdawały się być coraz chłodniejsze, kipiące zimną furią – Czy siebie słyszysz, dziadku? A może zgubiłeś gdzieś moment, w którym ci tłumaczymy, że nie chcemy wiedzieć, bo tak, tylko to stanowi zagrożenie? Bo może istnieje rozwiązanie? Ale świetnie, uważaj sobie, że to ciekawość, mam nadzieję, że nie przypomnisz sobie tej rozmowy, stojąc na pogrzebie moim, Brenny, Erika bądź kogoś innego, bo znowu sobie coś przypomnę w najmniej odpowiedniej chwili, znowu trafię na blokadę i przez to nie będę mogła zareagować – warknęła.
I nie, nie chciała już rozmawiać z Godrykiem, nie teraz, nie w tej chwili. Bo dziadek właśnie najwyraźniej udowodnił, że Crawleyowie są ważniejsi niż bezpieczeństwo rodziny; a wydawałoby się, że wśród Longbottomów ta zajmowała naprawdę wysokie miejsce w hierarchii wartości wyznawanych przez ich członków. Dlatego już bez słowa odbiła się od blatu i skierowała do wyjścia.
Brennie zostawiła wolną rękę – mogła tu pozostać… bądź również uznać, iż rozmowa została zakończona.