26.08.2023, 18:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2023, 18:28 przez Brenna Longbottom.)
Gdy Mavelle się w nią wtuliła, Brenna objęła ją odruchowo. A kiedy padły kolejne słowa widziałam babcię, przytuliła kuzynkę jeszcze mocniej, palce zaciskając na jej palcach, a drugim ramieniem przygarniając ją do siebie z całych sił. I chociaż dotąd nie płakała – nie płakała gdy dowiedziały się, że Derwin umarł, nie płakała na pogrzebie, bo Brenna nie chciała, by ktoś oglądał jej łzy – teraz zacisnęła mocno powieki, bo poczuła, że oczy zaczynają ją piec.
Brenna kochała babkę Longbottom. Kochała ją mocniej niż Derwina, mocniej niż babcię Potter, mocniej nawet niż dziadka Pottera, który zostawił jej majątek, a na pewno o stokroć mocniej niż Godryka Longbottoma. Śmierć tej kobiety coś w niej złamała, a teraz z jednej strony słowa Mavelle uderzały prosto w serce, z drugiej…
…z drugiej niosły ze sobą nadzieję.
Detektyw milczała. Długo. Trzymała po prostu Mavelle w ramionach, kołysząc ją lekko, bo nie była wcale pewna, czy nie zawiedzie jej głos. Myślała o pociągu do Hogwartu, o ogniach Beltane, o ostatnim uśmiechu wuja i pogrzebie babki. I tak, czuła chłód Mavelle, ale mimo to nie wypuściła jej z uścisku, bo żadne zimno nie mogło sprawić, że puściłaby teraz rękę swojej siostry: gdy ona potrzebowała pocieszenia i wsparcia.
Może obie go potrzebowały.
– Myślę, że powinnyśmy powiedzieć o tym Danielle i Lucy – powiedziała miękko. Wiedziała, że Mavelle nie chciała mówić wszem i wobec o wspomnieniach, ale przecież nie musiała nawet opowiadać całej historii. Mogła powiedzieć, że po tamtym spotkaniu w Limbo – a przecież zdradziła Danielle, że go tam zobaczyła – przyszło do niej to wspomnienie.
Być może Dani i Lucy znajdą pocieszenie w myśli o tym, że pewnego dnia, na końcu drogi, gdy i one wsiądą po raz ostatni do Hogwart Express, na końcu tej trasy nie zobaczą wprawdzie strzelistych wież szkoły, ale będzie tam czekał Derwin.
Z kobietą, którą kochał u boku.
Drzwi się otworzyły.
– Bones, Longbottom, bo… – Brygadzista zamarł na progu, patrząc na dwie kobiety, ściskające się na środku meliny. Na łzy na policzkach Mavelle. – Kurwa, naćpało was?
– Apollo?
– Aha…?
– Spłyń stąd, proszę – mruknęła Brenna, spoglądając na niego. - Daj nam dwie minuty.
Popatrzył na nią jak na wariatkę, ale wzruszył ramionami i zatrzasnął drzwi.
Brenna odetchnęła i cofnęła się nieco, chociaż dłoń dalej zaciskała na ręce Mavelle.
– Wrócisz teraz do domu – oświadczyła. To nie była prośba. Nie były w końcu pewne, czy nie pojawią się kolejne wspomnienia. Czy coś spoza tego ognia nie wpłynie jakoś na Bones. Ale… – Do kolejnego miejsca pójdziemy sami. Być może… może skoro wszedł do ognia, a do tej pory wszystko było… chronologiczne… to już koniec. Ale dzisiaj nie ryzykujemy, a myślę, że ty potrzebujesz chwili dla siebie – powiedziała, a potem ucałowała zimne czoło kuzynki. – Teleportuj się, Mavy, pod dom, jeśli zdołasz.
Brenna kochała babkę Longbottom. Kochała ją mocniej niż Derwina, mocniej niż babcię Potter, mocniej nawet niż dziadka Pottera, który zostawił jej majątek, a na pewno o stokroć mocniej niż Godryka Longbottoma. Śmierć tej kobiety coś w niej złamała, a teraz z jednej strony słowa Mavelle uderzały prosto w serce, z drugiej…
…z drugiej niosły ze sobą nadzieję.
Detektyw milczała. Długo. Trzymała po prostu Mavelle w ramionach, kołysząc ją lekko, bo nie była wcale pewna, czy nie zawiedzie jej głos. Myślała o pociągu do Hogwartu, o ogniach Beltane, o ostatnim uśmiechu wuja i pogrzebie babki. I tak, czuła chłód Mavelle, ale mimo to nie wypuściła jej z uścisku, bo żadne zimno nie mogło sprawić, że puściłaby teraz rękę swojej siostry: gdy ona potrzebowała pocieszenia i wsparcia.
Może obie go potrzebowały.
– Myślę, że powinnyśmy powiedzieć o tym Danielle i Lucy – powiedziała miękko. Wiedziała, że Mavelle nie chciała mówić wszem i wobec o wspomnieniach, ale przecież nie musiała nawet opowiadać całej historii. Mogła powiedzieć, że po tamtym spotkaniu w Limbo – a przecież zdradziła Danielle, że go tam zobaczyła – przyszło do niej to wspomnienie.
Być może Dani i Lucy znajdą pocieszenie w myśli o tym, że pewnego dnia, na końcu drogi, gdy i one wsiądą po raz ostatni do Hogwart Express, na końcu tej trasy nie zobaczą wprawdzie strzelistych wież szkoły, ale będzie tam czekał Derwin.
Z kobietą, którą kochał u boku.
Drzwi się otworzyły.
– Bones, Longbottom, bo… – Brygadzista zamarł na progu, patrząc na dwie kobiety, ściskające się na środku meliny. Na łzy na policzkach Mavelle. – Kurwa, naćpało was?
– Apollo?
– Aha…?
– Spłyń stąd, proszę – mruknęła Brenna, spoglądając na niego. - Daj nam dwie minuty.
Popatrzył na nią jak na wariatkę, ale wzruszył ramionami i zatrzasnął drzwi.
Brenna odetchnęła i cofnęła się nieco, chociaż dłoń dalej zaciskała na ręce Mavelle.
– Wrócisz teraz do domu – oświadczyła. To nie była prośba. Nie były w końcu pewne, czy nie pojawią się kolejne wspomnienia. Czy coś spoza tego ognia nie wpłynie jakoś na Bones. Ale… – Do kolejnego miejsca pójdziemy sami. Być może… może skoro wszedł do ognia, a do tej pory wszystko było… chronologiczne… to już koniec. Ale dzisiaj nie ryzykujemy, a myślę, że ty potrzebujesz chwili dla siebie – powiedziała, a potem ucałowała zimne czoło kuzynki. – Teleportuj się, Mavy, pod dom, jeśli zdołasz.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.