Mąż z kamienia zawinięty w kawałek materiału spoczywał w jej dłoni. Nie był klejnotem, nie był czymś za czym będzie tęsknić. Był zwykłym ciężarem, który utonie w głębinach morza. Miała nadzieję, że nigdy go już nie znajdą, że nigdy nie będzie musiała myśleć o nim i martwić się, że powróci, że złapie jej szyję i dokończy dzieła.
– Zrobię to sama. Już i tak wiele dla mnie zrobiłeś, dziękuję Ulysses – szepnęła i skinęła mu głową w podzięce.
Ciche pyknięcie i zniknęła przenosząc się nad morze. Stała tam krótko, nie chciała, aby ktoś ją tam zobaczył, nie chciała, aby ktokolwiek skojarzył ją z tym miejscem. Rzuciła kamień pozbywając się ciężaru z życia i serca. Chustkę spaliła jak powiedział jej brat i wróciła do domu. Myślała o tym, co działo się do tej pory w jej życiu, że właśnie osobiście pozbyła się człowieka, że wciągnęła w to swojego brata. Starała się stłumić emocje, starała się zrzucić je w czeluści swojej duszy, aby nie przejmować się, aby stać się głazem, posągiem, który jest obojętny na krzywdę ludzką. Chciała zabić w sobie wszystko co ludzkie, aby było jej łatwiej żyć, łatwiej być Vesperą Zabójcą, aby nigdy nie być słabą, aby mieć władzę nad tym, co wrzucali w jej życie mężczyźni. Mieć siły na wypełnianie ich woli i nie zatracenie siebie.