Vespera już swoje powiedziała i więcej nie zamierzała. Przysłuchiwała się rozmowie Augustusa i ojca z uwagą. Poczuła to jak jej brat stanął blisko niej. Poczuła niemałą ulgę. Jej wzrok również skierował się na Ulyssesa, który mówił, a potem już tylko stała i milczała czekając, aż Chester pozwoli im odejść. Nie chciała wychodzić jako pierwsza z własnej inicjatywy. Każde wypowiedziane słowo w tym miejscu było dla niej ważne, istotne i godne zapamiętania. Wiedziała, że jej bliźniak bardzo chciał piąć się po szczeblach kariery i go za to podziwiała. Splotła dłonie za plecami i czekała nie do końca wiedząc na to.
Fakt, Augustus jako sędzia byłby naprawdę przydatny, ale jego osądy i tak musiałyby być zgodne z prawem, nie mógłby wychylać się jako sędzia skorumpowany. Antropolog wydawał się najbardziej logiczny. Miał dostęp do ciał, zgonów, mógł fałszować niektóre niewygodne śmierci spowodowane przez ich instytucję szerzenia śmierci i zniszczenia. Osobiście nie widziałaby Augustusa jako Aurora. W jej oczach nie pasował do tamtego miejsca. Lepiej prezentował się wśród trupów, czarnej magii i nekromancji. Tam było jego miejsce.
Czuła się już coraz bardziej niekomfortowo i jedyna kotwica w tym miejscu to byli jej dwaj bracia. Miała ochotę już stąd wyjść, ale nie chciała o to prosić, aby przypadkiem nie zrobić jakiegoś błędu, więc stała jak posąg. Była w tym naprawdę dobra, w byciu nieruchomym, obojętnym i przede wszystkim pięknym posągiem.