Drogi Philipie,
utrzymam to w słodkiej tajemnicy, gdzie się skryłem tamtego dnia. Z całą sympatią do Twojej osoby, ale wolę, kiedy jesteś ubrany w koszulę i pachnący wodą kolońską, ewentualnie mokry po wyjściu z wanny, a nie w przepoconym podkoszulku. Zostawię takie wyobrażenie w swojej głowie. Przyjęcie, o ile na pewno równie fenomenalne co Twoja gra (choć pewnie kapkę gorsze), zdecydowanie nie potrzebowało mojej obecności.
Na brodę Merlina, czy Ty... och, proszę Cię, nie opisuj mi takich rzeczy. Dobrze wiesz, że naprawdę za tym nie przepadam. Do tej pory żyłem w słodkiej nieświadomości, że taki straszny sport istniał. Obawiam się, że teraz będzie mi ciężko o jego istnieniu zapomnieć.
Zarówno ja jak i New Forest znajdujemy się zawsze daleko od Beltane, więc nieszczęście mnie w pełni ominęło. Cieszę się w takim razie, że to tylko zerwany dach - ten da się w końcu naprawić. Najważniejsze, że Tobie i twoim kopytnym towarzyszom nic się nie stało. Reszta jest w końcu rzeczą nabytą - i wymienną.