07.11.2022, 00:33 ✶
Spojrzała na chłopaka spod byka, słysząc, że niewiele więcej trzeba, by komukolwiek odebrało mowę. Czy zezłościł ją tak zuchwałym podsumowaniem jej osoby? Wyglądała, jakby naprawdę chciała, żeby pożałował swoich słów - zastygła w ruchu, patrząc jedynie na niego z boku, świdrując go wzrokiem, nie spuszczając swoich z oczu z niego. Czy nie spodobał się jej zarzut braku empatii? Może wizja osób naśladujących ją, tworząc tym samym marne, nic niewarte kopie?
A może właśnie chciała, by poczuł się wyobcowany? Zupełnie nie na miejscu?
Zaśmiała się w końcu serdecznie. Spuściła spojrzenie, jakby nieśmiało, po czym odgarnęła niesforne kosmyki włosów za prawe ucho.
- Całe szczęście tobie to nie grozi - wyznała wreszcie, uśmiechając się enigmatycznie. Czyżby tylko się naigrywała? Testowała jego cierpliwość, wytrzymałość psychiczną? A może faktycznie wpierw poczuła się urażona, ale jako dobrze wychowana dama z dobrego domu schowała kaprysy do kieszeni, dając wygrać dobrym manierom? Kto wie?
Skrzywiła się zawiedziona słysząc, że będzie musiała uwierzyć mu tylko na słowo. Eden nie była dobra w pokładaniu wiary w to, co mówią inni. Chyba wolałaby się przekonać na własną rękę o faktycznym smaku Longbottoma, ale zdecydowała się respektować jego granice w tym zakresie. Przecież sama również nie chciałaby, żeby ktoś przy pierwszym bliskim spotkaniu sprawdzał, czy jej jad faktycznie smakuje tak słodko, jak głoszą plotki.
Wolałaby, żeby ktoś na to najpierw zasłużył.
- Mądrego to aż miło posłuchać. - Pokiwała głową, gdy mówił o nieczerpaniu satysfakcji z nagród podanych na tacy. O ile Malfoy była zdecydowanie wygodnicka i nie lubiła owijania w bawełnę, dla poczucia się jak drapieżnik goniący zwierzynę była skłonna do zwolnienia tempa i uzbrojenia się w cierpliwość. Mogła odkrywać karty powoli, bo wiedziała, że nie zmieniłoby to w żadnym wypadku wyniku rozgrywki. Eden zawsze miała jakiegoś asa w rękawie, a więc zobaczyłaby całe rozdanie prędzej czy później.
- W takim wypadku nie jestem szczególnie cnotliwa - odparła na komentarz o cierpliwości, lecz zanim przeszła do odparowywania kolejnych słów, musiała się zatrzymać. Spojrzała na Erika, wyglądając na nieco zaskoczoną. Oczywiście w wykonaniu Eden zdziwienie wyglądało niczym kamienna maska, której ktoś doprawił rozproszone spojrzenie, niemniej mimika jasnowłosej błyskawicznie się zmieniła, jakby nie wiedziała, jak zareagować. Czyżby zbił ją z pantałyku wizją proszenia go o cokolwiek? - Hm... - mruknęła, spuszczając spojrzenie na swoje kolana i składając ze sobą dłonie. Wydawała się zakłopotana, gdy kurczowo zacisnęła palce ze sobą, jakby biła się z myślami.
Siedziała tak kilkanaście sekund w ciszy, kontemplując kwestię proszenia go o cokolwiek, po czym, ni stąd, ni zowąd, uśmiechnęła się szelmowsko jednym kącikiem ust i energicznie odwróciła twarz w kierunku Erika.
- Na kolanach? - zapytała bez większego kontekstu, unosząc sugestywnie brwi. W oczach miała coś dzikiego, jakby albo chciała zrealizować ten zuchwały pomysł, albo była przekonana, iż Longbottom zdecydowanie odmówi i znowu wprowadzi go w zakłopotanie. Tym razem oczekiwała, że chłopak co najmniej zaleje się purpurą, choć prawdę powiedziawszy, mogło się to skończyć jeszcze gorzej. Może nie spadnie z szafki, wyobrażając sobie Eden w takim położeniu?
- Nie lubię zmuszać - wyznała, przechylając głowę na bok w jawnym zastawnowieniu. - Wolę przekonywać. -
Nie mijała się z prawdą; naprawdę nie była fanką forsowania czegokolwiek. Zdecydowanie wolała, kiedy ktoś podążał za nią świadomie, decydując się na przedsięwzięcie wybranych przez nią kroków z własnej woli. Oczywiście sposoby, które stosowała, by uzyskać upragniony efekt, bywały zwykle nie do końca etyczne i dosyć kwestionowalne. Często zuchwałe, często zwyczajnie niesprawiedliwe. Eden miała ten paskudny dar do znajdowania cudzych słabości na pierwszy rzut oka. W bardziej skomplikowanych przypadkach: po jednej wypowiedzi.
- W sumie to mam pomysł - oświadczyła, rozkładając nogi. Nie potrwała jednak długo w takiej pozycji - zrobiła to tylko po to, żeby pochylić się do przodu i wyjąć z półki pod sobą kolejne losowe akta. Złożyła ze sobą kolana, otrzepała wierzch teczki z kurzu, a potem otworzyła okładkę. Przewróciła stronę, szukając zdjęcia delikwenta.
Kobieta, na oko wczesna trzydziestka. Włosy jasne, choć zdecydowanie ciemniejsze od tych Eden. Spojrzenie kogoś, kto stracił chęci do życia a razem z nimi zmysły.
- Co o niej sądzisz? - zapytała, pukając w zdjęcie palcem. Przysunęła się bliżej Erika, a następnie oparła głowę na jego ramieniu, położyła teczkę na ich kolanach złączonych kolanach, idealnie pośrodku, by mieli dobry widok z obydwu perspektyw. - Podoba ci się? Czy raczej nie? - zapytała, najwyraźniej decydując, że będą od tego momentu obczajać czarnoksiężników i potencjalne chęci obracania ich. - Oczywiście pomijając fakt, że to kryminalistka - zaznaczyła wreszcie, przypominając sobie, że przecież niektórym może to przeszkadzać.
A może właśnie chciała, by poczuł się wyobcowany? Zupełnie nie na miejscu?
Zaśmiała się w końcu serdecznie. Spuściła spojrzenie, jakby nieśmiało, po czym odgarnęła niesforne kosmyki włosów za prawe ucho.
- Całe szczęście tobie to nie grozi - wyznała wreszcie, uśmiechając się enigmatycznie. Czyżby tylko się naigrywała? Testowała jego cierpliwość, wytrzymałość psychiczną? A może faktycznie wpierw poczuła się urażona, ale jako dobrze wychowana dama z dobrego domu schowała kaprysy do kieszeni, dając wygrać dobrym manierom? Kto wie?
Skrzywiła się zawiedziona słysząc, że będzie musiała uwierzyć mu tylko na słowo. Eden nie była dobra w pokładaniu wiary w to, co mówią inni. Chyba wolałaby się przekonać na własną rękę o faktycznym smaku Longbottoma, ale zdecydowała się respektować jego granice w tym zakresie. Przecież sama również nie chciałaby, żeby ktoś przy pierwszym bliskim spotkaniu sprawdzał, czy jej jad faktycznie smakuje tak słodko, jak głoszą plotki.
Wolałaby, żeby ktoś na to najpierw zasłużył.
- Mądrego to aż miło posłuchać. - Pokiwała głową, gdy mówił o nieczerpaniu satysfakcji z nagród podanych na tacy. O ile Malfoy była zdecydowanie wygodnicka i nie lubiła owijania w bawełnę, dla poczucia się jak drapieżnik goniący zwierzynę była skłonna do zwolnienia tempa i uzbrojenia się w cierpliwość. Mogła odkrywać karty powoli, bo wiedziała, że nie zmieniłoby to w żadnym wypadku wyniku rozgrywki. Eden zawsze miała jakiegoś asa w rękawie, a więc zobaczyłaby całe rozdanie prędzej czy później.
- W takim wypadku nie jestem szczególnie cnotliwa - odparła na komentarz o cierpliwości, lecz zanim przeszła do odparowywania kolejnych słów, musiała się zatrzymać. Spojrzała na Erika, wyglądając na nieco zaskoczoną. Oczywiście w wykonaniu Eden zdziwienie wyglądało niczym kamienna maska, której ktoś doprawił rozproszone spojrzenie, niemniej mimika jasnowłosej błyskawicznie się zmieniła, jakby nie wiedziała, jak zareagować. Czyżby zbił ją z pantałyku wizją proszenia go o cokolwiek? - Hm... - mruknęła, spuszczając spojrzenie na swoje kolana i składając ze sobą dłonie. Wydawała się zakłopotana, gdy kurczowo zacisnęła palce ze sobą, jakby biła się z myślami.
Siedziała tak kilkanaście sekund w ciszy, kontemplując kwestię proszenia go o cokolwiek, po czym, ni stąd, ni zowąd, uśmiechnęła się szelmowsko jednym kącikiem ust i energicznie odwróciła twarz w kierunku Erika.
- Na kolanach? - zapytała bez większego kontekstu, unosząc sugestywnie brwi. W oczach miała coś dzikiego, jakby albo chciała zrealizować ten zuchwały pomysł, albo była przekonana, iż Longbottom zdecydowanie odmówi i znowu wprowadzi go w zakłopotanie. Tym razem oczekiwała, że chłopak co najmniej zaleje się purpurą, choć prawdę powiedziawszy, mogło się to skończyć jeszcze gorzej. Może nie spadnie z szafki, wyobrażając sobie Eden w takim położeniu?
- Nie lubię zmuszać - wyznała, przechylając głowę na bok w jawnym zastawnowieniu. - Wolę przekonywać. -
Nie mijała się z prawdą; naprawdę nie była fanką forsowania czegokolwiek. Zdecydowanie wolała, kiedy ktoś podążał za nią świadomie, decydując się na przedsięwzięcie wybranych przez nią kroków z własnej woli. Oczywiście sposoby, które stosowała, by uzyskać upragniony efekt, bywały zwykle nie do końca etyczne i dosyć kwestionowalne. Często zuchwałe, często zwyczajnie niesprawiedliwe. Eden miała ten paskudny dar do znajdowania cudzych słabości na pierwszy rzut oka. W bardziej skomplikowanych przypadkach: po jednej wypowiedzi.
- W sumie to mam pomysł - oświadczyła, rozkładając nogi. Nie potrwała jednak długo w takiej pozycji - zrobiła to tylko po to, żeby pochylić się do przodu i wyjąć z półki pod sobą kolejne losowe akta. Złożyła ze sobą kolana, otrzepała wierzch teczki z kurzu, a potem otworzyła okładkę. Przewróciła stronę, szukając zdjęcia delikwenta.
Kobieta, na oko wczesna trzydziestka. Włosy jasne, choć zdecydowanie ciemniejsze od tych Eden. Spojrzenie kogoś, kto stracił chęci do życia a razem z nimi zmysły.
- Co o niej sądzisz? - zapytała, pukając w zdjęcie palcem. Przysunęła się bliżej Erika, a następnie oparła głowę na jego ramieniu, położyła teczkę na ich kolanach złączonych kolanach, idealnie pośrodku, by mieli dobry widok z obydwu perspektyw. - Podoba ci się? Czy raczej nie? - zapytała, najwyraźniej decydując, że będą od tego momentu obczajać czarnoksiężników i potencjalne chęci obracania ich. - Oczywiście pomijając fakt, że to kryminalistka - zaznaczyła wreszcie, przypominając sobie, że przecież niektórym może to przeszkadzać.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~