Człowiek mógł wiele, niestety zazwyczaj te możliwości przychodziły do głowy, kiedy było po wszystkim. Laurent miał to szczęście w swoim życiu, że miał ludzi, którzy się o niego troszczyli i byli gotowi mu pomóc o każdym dniu, o każdej godzinie. Bez względu na to, czy są właśnie na wakacjach i popijają drinki na plaży, czy może w środku pracy. Ogromne wręcz szczęście. Nie chciał nadużywać tej dobroci, co nie znaczyło, że po nią nie sięgał. Natomiast, jak mówił, nie był sam. Florence miała go na oku przez wypadek, którego zgłaszać nie chciał i nie zamierzał, więc pojawiła się wręcz automatycznie w jego kominku, merdając tym cholernym listem, kiedy próbował ją zapewnić, że "nic się nie stało, to tylko mały wypadek". Mały wypadek, który trzeba zgłosić aurorom, ot co.
Laurent rzadko kiedy wypowiadał słowa nieprzemyślane. Teraz jednak jego głowa pracowała na jakichś minimalnych obrotach. Poziom żałosny wręcz, jak na jego możliwości. Ciężko było inaczej zrozumieć te słowa, bo układając się w pełne znaczenie tym w końcu były - przytykiem, czy też jakąś formą upomnienia, że Victoria nie panuje nad swoimi emocjami. Ale rzeczywiście Laurent nie pomyślał o tym całościowo. Wręcz płynnie prawie przekładał myśli na język, bodźce, jakie do niego docierały, przekuwał w słowa. Nie chciał, żeby się denerwowała, bo przecież złość piękności szkodzi. Nie chciał sprawiać jej problemów w pracy i narażać ją tym, że może się za bardzo zaangażować. Zależało mu na niej. I w końcu mimo właśnie tego, że była w pracy i że to tak personalnie odbierała cieszył się, że to właśnie ona, bo był w stanie z nią normalnie porozmawiać. Odetchnął z lekką ulgą. A jej bliskość pomogła mu odzyskać nad sobą samokontrolę. Nawet to, że miała tak zimną dłoń nie było problemem. Tylko w pierwszej chwili przeszły go dreszcze od różnicy temperatur ich ciało, ale to nie był też ten typ zimna, od którego odmarzała ci dłoń. Był tylko nieprzyjemny w pierwszym kontakcie. Potem przyjemność się nie zmieniała - chyba że było ci akurat gorąco i szukałeś ochłodzenia - ale się do niej przyzwyczajało ciało. Z wdzięcznością więc przyjął jej gest, splatając ich palce ze sobą. Nadal była chyba jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie spotkał w swoim życiu. Ze wszystkim, co sobą prezentowała. Och, zgoda, może numerem jeden była siostra, ale przecież na siostrę nie spoglądał tak, jak kiedyś spoglądał na Victorię. Teraz już tego nie było między nimi. Nie dlatego, że nie mogło powstać, że nie istniały iskry, one zostały ugaszone. Ich energia była wykorzystywana do tego, by być sobą przyjaciółmi, choć ponoć z tą przyjaźnią damsko-męską bywało ciężko. Pewnie tak. Jeśli którakolwiek ze stron się zakocha to nawet na pewno.
- Zostało mi polecone, żeby udać się do biura aurorów. - Nie chciał zajmować osobom, które naprawdę zajmowały się trudnymi sprawami, czasu pierdołami. To jednak zdecydowanie nie była pierdoła. Otworzył szerzej oczy ze zdziwienia i spojrzał na nią raz jeszcze, jakby widział ją po raz pierwszy od lat. A widział ją przecież niecały tydzień temu. Słowa "nic ci nie jest?" tańczyły na krańcu jego języka, ale zatrzymał je. Po czymś takim zawsze COŚ człowiekowi było. - Dawno temu? Czy już jest w porządku? - Mogła być aurorem, ale o zgrozo, była też kobietą! Przed byciem aurorem była przede wszystkim kobietą, której ciało nie było wykute z drewna czy ze stali, tylko było delikatne i wrażliwe na obrażenia. I przede wszystkim - przyjmowało blizny. Prawdziwy koszmar dla kobiety. Choć Victoria nie należała do tych kobiet, którym brakowało odwagi to doskonale wiedział, że brakowało jej kobiecej pewności siebie. Obecność blizn by tego nie poprawiła.