28.08.2023, 10:54 ✶
Prawdziwy śmierciożerca, gdyby zamienić mu maskę w głowę clowna, zapewne by się wściekł. Bogin tymczasem stanął w miejscu i opuścił różdżkę, jakby… był trochę zakłopotany. Wielki, czerwony nos zapiszczał, a Brenna roześmiała się: trochę, bo ten widok naprawdę był zabawny, trochę, bo tym, co najbardziej wykańczało bogini, zawsze był… śmiech. I istota na ten dźwięk zaczęła się cofać, coraz bliżej brzegu…
- Depulso! – zawołała Brenna, celując w śmierciożercę – clowna. Być może mogłyby go zniszczyć, gdyby kontynuowały tę zabawę, stanęły obok siebie, pozwoliły, by miotał się, próbując zmieniać formy i wściekał na ich śmiech. Ale mówiąc szczerze, Longbottom nie miała teraz na to nerwów. Wilgoć, chłód i złe myśli, jakie niósł ze sobą dementor, widok Heather, w którą celuje śmierciożerca – to było wystarczająco wiele, jak na jeden dzień.
Bogin trafiony zaklęciem wpadł z pluskiem do rzeki.
Była pewna, że wróci. Zawsze wracał. Dlatego w końcu to miejsce nazywano Boginowym mostem. Podejrzewała, że gdzieś w skałach pod mostkiem musiała znajdować się jakaś wyjątkowo ciemna dziura, idealna dla boginów – a fakt, że niekiedy przechodzili tędy czarodzieje, pozwalał im co jakiś czas nażreć się strachem.
– Podejrzewam, że by się zamotał, ale ten sposób też jest skuteczny – powiedziała, opuszczając różdżkę. Jej serce powoli odzyskiwało właściwy rytm. Odruchowo strzepnęła ze spodni źdźbła trawy, które przylgnęły do nich, kiedy tarzała się po ziemi, najpierw jako wilk, potem w ludzkiej postaci. Bogin. To był tylko bogin. „Tylko”, bo przecież na swój sposób był niebezpieczny, skoro umiał zajrzeć w twoją duszę i zobaczyć, czego się boisz.
Bywał w tym skuteczniejszy niż sam człowiek, przed którym stawał.
– Przepraszam, Heath, powinnam była zorientować się wcześniej. Ale to nigdy nie był dementor. Nie rozumiem, dlaczego to jest dementor – przyznała, chociaż ostatnie zdanie właściwie wymknęło się jej samo, nie zamierzała wcale go mówić. Kiedy w szkole na szóstym roku jeden z nauczycieli znalazł bogina w lochach i uczył ich, jak sobie z nim radzić, Brenna widziała księżyc w pełni, wyłaniający się zza chmur. A potem, gdy raz natknęła się na takiego na służbie, leżało przed nią martwe ciało. Najpierw Erika, potem Mabel – na szczęście za drugim razem Riddikulus zadziałało, jak trzeba i nie musiała sprawdzać, kogo jeszcze by zobaczyła.
Nie pojmowała, jak to się stało, że jej bogin zmienił się właśnie w dementora. Bo przecież to nie tak, że była nieustraszona i że dementorzy w ogóle nie wzbudzali w niej lęku… ale dlaczego miałaby bać się najbardziej właśnie ich?
- Depulso! – zawołała Brenna, celując w śmierciożercę – clowna. Być może mogłyby go zniszczyć, gdyby kontynuowały tę zabawę, stanęły obok siebie, pozwoliły, by miotał się, próbując zmieniać formy i wściekał na ich śmiech. Ale mówiąc szczerze, Longbottom nie miała teraz na to nerwów. Wilgoć, chłód i złe myśli, jakie niósł ze sobą dementor, widok Heather, w którą celuje śmierciożerca – to było wystarczająco wiele, jak na jeden dzień.
Bogin trafiony zaklęciem wpadł z pluskiem do rzeki.
Była pewna, że wróci. Zawsze wracał. Dlatego w końcu to miejsce nazywano Boginowym mostem. Podejrzewała, że gdzieś w skałach pod mostkiem musiała znajdować się jakaś wyjątkowo ciemna dziura, idealna dla boginów – a fakt, że niekiedy przechodzili tędy czarodzieje, pozwalał im co jakiś czas nażreć się strachem.
– Podejrzewam, że by się zamotał, ale ten sposób też jest skuteczny – powiedziała, opuszczając różdżkę. Jej serce powoli odzyskiwało właściwy rytm. Odruchowo strzepnęła ze spodni źdźbła trawy, które przylgnęły do nich, kiedy tarzała się po ziemi, najpierw jako wilk, potem w ludzkiej postaci. Bogin. To był tylko bogin. „Tylko”, bo przecież na swój sposób był niebezpieczny, skoro umiał zajrzeć w twoją duszę i zobaczyć, czego się boisz.
Bywał w tym skuteczniejszy niż sam człowiek, przed którym stawał.
– Przepraszam, Heath, powinnam była zorientować się wcześniej. Ale to nigdy nie był dementor. Nie rozumiem, dlaczego to jest dementor – przyznała, chociaż ostatnie zdanie właściwie wymknęło się jej samo, nie zamierzała wcale go mówić. Kiedy w szkole na szóstym roku jeden z nauczycieli znalazł bogina w lochach i uczył ich, jak sobie z nim radzić, Brenna widziała księżyc w pełni, wyłaniający się zza chmur. A potem, gdy raz natknęła się na takiego na służbie, leżało przed nią martwe ciało. Najpierw Erika, potem Mabel – na szczęście za drugim razem Riddikulus zadziałało, jak trzeba i nie musiała sprawdzać, kogo jeszcze by zobaczyła.
Nie pojmowała, jak to się stało, że jej bogin zmienił się właśnie w dementora. Bo przecież to nie tak, że była nieustraszona i że dementorzy w ogóle nie wzbudzali w niej lęku… ale dlaczego miałaby bać się najbardziej właśnie ich?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.