Również miał nadzieję, że konieczność wędrowania do Potterów będzie jedną z ostatnich, jakie Victoria podejmie. Oby to się po prostu dobrze zagoiło, żeby była mała blizna i... i nie wiedział nawet, co jej tak naprawdę było. Nie pytał o to nie dlatego, że się nie martwił, ale dlatego, że nie było mu to potrzebne, by wiedzieć, że ten mężczyzna nie obszedł się z nią lekko. Brenna mówiła, że było właściwie tak samo, jak wtedy. Nie, sny nie były identyczne, ale tak samo próbował kilka razy podejść do próby zabicia. Zabicia. Kiedy próbujesz kogoś zabić to nie zostawiasz mu śladów kocich pazurków na plecach jak w chwili, kiedy czasami niektórych za bardzo pochłania namiętność. Nie czujesz tego w trakcie, dopiero uświadamiasz sobie już po, że kogoś mogło ponieść. Nie chciał malować przed sobą obrazu Victorii we krwi i tego, co naprawdę jej było ani uzmysławiać sobie, że naprawdę była bardzo bliska śmierci. Była, wiedział, rozumiał. Nie potrzebował tego wizualizacji, wyobrażeń, żeby pierdolnęło to w niego z całą swoją mocą. Wystarczyło mu już w ostatnim tygodniu emocji na następny rok. A to był dopiero początek czerwca.
Zupełnie nie pomyślał, że mógłby się na nią gniewać, a może powinien. Tak samo, jak ona pogniewała się na niego, że nie dał znać, że coś takiego się działo. Nie był jednak zły, nie pomyślał o tym i teraz, kiedy sama z siebie wspomniała, że właściwie to głupio zrobiła - wcale tak nie uważał. "Powinność" ludzka była bardzo śliską sprawą i nie chodziło o zaufanie względem siebie, sympatie czy inne tego typu rzeczy. Możecie się uwielbiać i świetnie rozumieć, a jednak i tak nie dopełnić powinności, o której jedna ze stron myślała. Bo ta powinność bywała bardzo zmienna, gładka. Ślizgawka, na której dupskiem przejeżdżały dzieciaki. Chyba nie potrafiłby powiedzieć, czego oczekuje od Victorii, oprócz tego, żeby była zdrowa, szczęśliwa i bezpieczna. Oczekiwał, że ułoży swoje życie i że uwierzy w siebie samą. Że będzie wypinała dumnie pierś do przodu i zdobędzie się w sobie, żeby naprawdę kusić swoim wyglądem. Oczekiwał też, że gdyby tego potrzebował to naprawdę mu pomoże. I że jeśli sama będzie potrzebowała jego pomocy to da znać. Nie oczekiwał jednak, że będzie mu mówić o wszystkim, co się w jej życiu działo i dziać będzie.
- Nie masz za co przepraszać. Przecież nie będziesz teraz rozsyłać listów do wszystkich swoich znajomych, prawda? - A może to właśnie robiła i źle zupełnie odebrał to, co teraz działo się w jej głowie? Nie była osobą, której pamięć była dziurawa. Jednak po czymś takim, nawet jeśli Victoria była aurorem, myśli potrafiły nie funkcjonować tak, jak powinny. Sam tego doświadczył najlepiej. - Zresztą... znasz mnie. Zacząłbym pewnie panikować. - Laurent starał się to ukrywać i trzymać fason przed ludźmi, ale nie przed osobami bliskimi takimi jak Victoria. Pewnie nie rzuciłby wszystkiego i nie wyjechał z kraju, ale na pewno nie żyłby spokojnie w swoim zaciszu. - Zresztą upewniłem się, że wszystko jest odpowiednio zabezpieczone tego dnia. Nie wiem, czy cokolwiek więcej byłoby w stanie go zatrzymać. - Laurent obawiał się kogoś innego tego dnia, nie tajemniczego psychopaty, który wkradnie się do jego snu. Przed magią, której się nie rozumiało, która była nieznana, bardzo ciężko było się bronić i stawiać jakiekolwiek zabezpieczenia. Niestety.
- Dziękuję, jestem zaopatrzony. Chyba że posiadasz coś, co wyjątkowo polecasz... ufam twojej wiedzy. - I umiejętnościom kreowania eliksirów. Victoria potrafiła zadziwić tym, co trzymała w domowej apteczce i co też tworzyła na własne potrzeby. Ufał nie tylko jej wiedzy. Temu, że nie zrobi mu krzywdy, tej najgorszej, bo sercowej, czy psychicznej, również. - Powoli się goi. Nie jestem w stanie poszczycić się końskim zdrowiem jak co poniektórzy. - Bywały znacznie gorsze przypadłości, ale Laurent zawsze miał słabe ciało. I tyle. - Czy po eliksirze nasennym może się coś śnić? - Odpowiedział w sumie pytaniem na pytanie, ale nie był pewien do końca. Chyba mogło, ale szanse były raczej niewielkie, tak jego zdaniem. Ekspertem w dziedzinie eliksirów jednak nie był. -
Jeśli tak, to mi nie śniło się nic. Zawsze po eliksirach nasennych spałem bardzo twardo i głęboko. - Sposób w jaki o to dopytywała zapewne zwróciłby jego uwagę, gdyby nie to, że jego uwaga była ogólnie mocno rozproszona.
Tak, zgadza się, ból serca był gorszy od bólu ciała. Laurent dobrze o tym wiedział. Jakoś jednak tak się złożyło, że choć tak wnikliwie obserwował ludzi, to sam nie zobaczył jeszcze najbardziej prawdopodobnej wersji, dlaczego sam tak ciągle uciekał i uciekał przed prawdziwym uczuciem. Zabawne - bo przecież goił serca ludzi, którzy mieli je połamane i tłumaczył im, dlaczego sami mogą się czuć tak a nie inaczej. Tak to się jakoś ułożyło, że większą uwagę poświęcał innym niż sobie. Głownie dlatego, że czuł się przez to potrzebny.