07.11.2022, 00:47 ✶
Patrick uśmiechał się trochę nieobecnie, słuchając wyjaśnień Mavelle. To nie tak, że miałby coś przeciwko towarzystwu Brenny dzisiejszego wieczoru, ale też wcale nie uważał go za jakąś szczególną, obligatoryjną konieczność. Może gdyby był powiązany więzami krwi z Longbottomami, czułby się w jakimś obowiązku by spędzić z nimi trochę czasu, ale nie był. Nie był nawet ich bliskim przyjacielem. Po prostu pracowali razem. A Longbottomowie mieli dzisiaj na swoich głowach licytację charytatywną, sprawę o wiele ważniejszą od wymiany kolejnych grzeczności, tym razem akurat z nim.
- No ba – podsumował mało elokwentnie.
Gdyby Steward był w tym momencie dryfującym samotnie okrętem, jego portem okazałby się stół, na którym ustawiono alkohole. I byłby to port szczęśliwy, przy którym mógłby zacumować na dłużej. Skrzywił się trochę na wzmiankę o Czarownicy. Jakkolwiek wiedział, że Mavelle próbowała być miła, zbyt wiele zależało od jego anonimowości by mógł ją ot tak utracić.
- Pozostawię tę niekłamaną przyjemność Erikowi. Jako prowadzący licytację i współorganizator całego przedsięwzięcia ma pierwszeństwo – zażartował.
Perspektywa wyjścia na taras z kieliszkiem w ręku wydała mu się nagle całkiem kuszącą. Ale też wiedział, że gdyby w tym momencie zaciągnął tam pannę Bones okazałoby się to bardzo nie na miejscu.
Z malującym się na twarzy zaciekawieniem obserwował zbliżającą się do nich Seraphine Prewett. W myślach przyznał, że wyglądała naprawdę efektownie. Wydawało mu się również, że skądś ją kojarzył. Może z Hogwartu? Gdy przemówiła, mimowolnie zapatrzył się na jej srebrny naszyjnik a potem odwrócił wzrok ku Mavelle wspominającej o licytacji.
- Cóż, jak bardzo będzie ciekawy to się jeszcze okaże – zauważył. – Napije się pani szampana? – zapytał Seraphine. – A Ty, Mav?
Zaraz po swoich słowach, zamierzał zgarnąć od krążącego w pobliżu kelnera wspomniany alkohol i obdzielić nim obie kobiety (jeśli chciały) i siebie samego.
- O, chyba się zaczyna – dodał jeszcze, gdy Brenna zaczęła przemawiać.
- No ba – podsumował mało elokwentnie.
Gdyby Steward był w tym momencie dryfującym samotnie okrętem, jego portem okazałby się stół, na którym ustawiono alkohole. I byłby to port szczęśliwy, przy którym mógłby zacumować na dłużej. Skrzywił się trochę na wzmiankę o Czarownicy. Jakkolwiek wiedział, że Mavelle próbowała być miła, zbyt wiele zależało od jego anonimowości by mógł ją ot tak utracić.
- Pozostawię tę niekłamaną przyjemność Erikowi. Jako prowadzący licytację i współorganizator całego przedsięwzięcia ma pierwszeństwo – zażartował.
Perspektywa wyjścia na taras z kieliszkiem w ręku wydała mu się nagle całkiem kuszącą. Ale też wiedział, że gdyby w tym momencie zaciągnął tam pannę Bones okazałoby się to bardzo nie na miejscu.
Z malującym się na twarzy zaciekawieniem obserwował zbliżającą się do nich Seraphine Prewett. W myślach przyznał, że wyglądała naprawdę efektownie. Wydawało mu się również, że skądś ją kojarzył. Może z Hogwartu? Gdy przemówiła, mimowolnie zapatrzył się na jej srebrny naszyjnik a potem odwrócił wzrok ku Mavelle wspominającej o licytacji.
- Cóż, jak bardzo będzie ciekawy to się jeszcze okaże – zauważył. – Napije się pani szampana? – zapytał Seraphine. – A Ty, Mav?
Zaraz po swoich słowach, zamierzał zgarnąć od krążącego w pobliżu kelnera wspomniany alkohol i obdzielić nim obie kobiety (jeśli chciały) i siebie samego.
- O, chyba się zaczyna – dodał jeszcze, gdy Brenna zaczęła przemawiać.