Miała rację, kiedy powiedziała, że może powinna. Natomiast Laurent uważał troszkę co innego... Coś, co było w zasadzie straszne, co było nawet trudne do wypowiedzenia, ale niestety trzymały się tego, co należało na takim etapie rozważyć.
- Pisanie listów to bardzo czasochłonny proces, by ostrzec wszystkich. Do ilu osób tak naprawdę trafisz? Natomiast jest na to inna metoda... jeśli rzeczywiście biuro aurorów uzna, że macie do czynienia z seryjnym... z... mordercą. - Wahał się przed wypowiedzeniem tego, ale w końcu wycisnął to ze swojego obolałego ciągle gardła. Przynajmniej dzisiaj już mógł normalnie mówić, bo wczoraj było z tym dość ciężko. Laurent obchodził się z samym sobą jak z wydmuszką, kiedy bolało go cokolwiek. Jego komfort siedzenia tutaj również był nadwyrężony i pomagało tylko to, że była to Victoria, ze wszystkich osób. Wziął eliksir, który uśmierzał ból przed wyjściem, ale mimo to czuł, że do końca wszystko nie gra jak powinno. Nie mogło grać, miał wielką dziurę w plecach do jasnej cholery... gojącą się dziurę, ale nadal dziurę. Troszkę na sobie wymusił stanięcie na wysokości zadania (troszkę? BARDZO), żeby pozbierać swoje rozkołatane myśli, nie mazgaić się. Służyć pomocą, skoro przyszedł składać zeznania. Postępowania śledzcze bywały różne, nie wiedział, czy tutaj byli na etapie szukania mężczyzny. Skoro przysłane były rysopisy to najwyraźniej tak. - Powinno odpowiednie powiadomienie i stanowisko biura aurorów znaleźć się w gazecie. Panika paniką, ale czarodzieje powinni być uświadomieni, co się dzieje. Być może ktoś, kto będzie znów czuł się obserwowany zdoła to zgłosić i zapobiegniecie następnej tragedii. - Z tą prasą to zawsze była bardzo delikatna i krucha sprawa, natomiast nie dało się ukryć, że dla Ministerstwa była tak samo pomocnym narzędziem, jak i czasami przeszkadzała, wtykając nosa tam, gdzie nie powinni. - Mogę z tym pomóc. Umówić się z dziennikarzem. Jeśli to problem, by biuro aurorów wydało oficjalne zaświadczenie. - Victoria tutaj nawet nie była decyzyjna, ale informował ją, że w razie potrzeby mógł zrobić ten krok, jako że z Ministerstwem nie był związany i nie był też wobec tego do niczego zobligowany tak naprawdę. A ludzie powinni wiedzieć, Victoria miała rację. Naprostował się trochę, kiedy tak oficjalnie się do niego zwróciła, albo raczej - bardziej bezpośrednio. Coś się po prostu zmieniło w jej spojrzeniu, w jej tonie. Sam nie był pewien. - Zdaję sobie z tego sprawę, Victorio. - Odpowiedział nieco napiętym głosem, który trochę mu zadrżał na końcu. - Jeśli mogłabyś mi podesłać kilka eliksirów nasennych będę zobowiązany. - Bo w zasadzie wszystko inne, z tych podstawowych eliksirów, miał. Medyk mu w końcu przepisał, Alexander mu wykupił. Gdyby nastrój tutaj sprzyjał, gdyby czuł się lepiej, zapewne by zażartował delikatnie, że akurat eliksir nasenny jest czymś, czego nie powinien jej podbierać. Fakt, człowiek zawsze śnił. Ale pamiętać te sny... ano właśnie. W zasadzie tą kategorią pomyślał, że jeśli pyta o sny to o te, które się pamięta.
- Nie, Victorio. Nie kojarzę zupełnie tego człowieka. Czy to jakiś... kolaborator? - Wpatrywał się dłuższą chwilę w rysunek, ale twarz ta była mu zupełnie obca. Może gdzieś kiedyś widział takiego człowieka na skrzyżowaniu alei 8 i 9, ale to nie o to przecież chodziło, żeby teraz wykazał się pamięcią absolutną. Nie posiadał jej.