07.11.2022, 01:26 ✶
Znał swoje nawyki doskonale, dlatego, gdy zlecał projekt domu zaznaczył podkreślając trzy razy, że musi w nim istnieć system, który pozwoli mu słyszeć dobijających się do drzwi nieszczęśników, gdy będzie siedział w swoim gabinecie. Z głębokiego skupienia, które można by nawet nazwać dziwnym, naukowym transem, wybudziły go stuknięcia w drzwi wejściowe, z początku przeklął pod nosem, bo prawie wypuścił z dłoni fiolkę, ale gdy ostatecznie nie doszło do żadnej tragedii odstawił ją powoli na miejsce zatykając. Nie tracąc ani chwili wyłonił się ze swojej pieczary. Z początku przymrużył oczy dziwiąc się odrobinę, że jest już tak jasno. Spojrzał na zegar znajdujący się na ścianie... westchnął gardłowo, obiecał sobie po ostatniej kłótni z żoną, że będzie pilnował chociaż pory posiłków, wspaniale. Nawet tego nie potrafił zrobić.
Nie poprawiając zapiętej krzywo, wygniecionej koszuli w kolorze ciemnego granatu pozwolił materiałowi odsłaniać część klatki piersiowej, otworzył drzwi. Świeże powietrze zadziałało kojąco na tlące się w skroni zmęczenie. Lestrange zamrugał pare razy, bo wyschnięte od ślęczenia nad różnymi przyrządami oczy przypomniały sobie, że powinny się nawilżać. Włosy miał w nieładzie, oczy podkrążone. Wyglądał jak siedem nieszczęść i jakby łóżka nie widział conajmniej od tygodnia, podkreślał to parudniowy zarost.
- Oh Morgan! No tak, to dzisiaj? Swietnie, że tak szybko. W sumie, szybko? Nie jestem pewien, dopiero co rok się zaczął, a już jest wiosna. - machnął ręką i zaprosił go do środka w swoim chaotycznym przywitaniu.
Nie miał w zwyczaju przepraszać za swój stan, bo też nie przywiązywał do niego najmniejszej wagi. Ciało było dla niego tylko narzędziem, naczyniem dla mózgu i niespecjalnie się nim przejmował. Oczywiście, dbał o podstawową higienę, ale z jedzeniem i spaniem w regularnych porach było już gorzej, tak samo jak ubieraniem na siebie schludnie wyglądających ubrań.
Na lekkie drgniecie brwi zwrócił uwagę, ale tez go nie skomentował. William nie był najlepszy w odczytywaniu sygnałów ani gestów, zazwyczaj po prostu się nad tym nie zastanawiał uważając to za zbędne, w końcu nie przebywał w dużych grupach ludzi nazbyt często i dbał o to, aby tak pozostało.
- Chyba powinienem zaproponować ci coś do picia? Chciałbyś coś? Bo wtedy musimy iść do kuchni - wskazał palcem kierunek, w jakim prawdopodobnie było pomieszczenie, gdy zamykał za gościem drzwi.
Wnętrze domu przezabawnie kontrastowało z samym gospodarzem. Wszystko było ułożone wręcz w pedantycznym porządku, a kurzu szukałoby się na marne. Hol, przedsionek oraz schody prowadzące do góry były zachowane w harmonijnych, jasnych barwach kontrastujących z ciemniejszym drewnem.
- Jesteśmy sami, więc będę musiał ci zrobić tej herbaty, jeżeli chcesz. I po prawdziwe... - chciał coś dodać, ale głośno zaburczało mu w brzuchu, więc wygiął usta w skrępowanym uśmiechu - I po prawdzie to musiałbym coś zjeść, bo ostatnio wychodziłem z pracowni wczoraj. - zerknął na podłogę tylko po to, aby zorientować się jak bardzo niestosownie jest ubrany, nawet butów nie miał, a nagie stopy szybko robiły się chłodne od posadzki.
Zawsze musiał z siebie zrobić przedstawieniem, nawet jak nie było to jego celem, no trudno.
Przywykł.
Miał tylko nadzieję, że Morgan nie odwróci się na pięcie stwierdzając, że nie chce mieć z takim świrem nic do czynienia... a takie reakcje też William dostawał, nikogo nie powinno to dziwić.
Nie poprawiając zapiętej krzywo, wygniecionej koszuli w kolorze ciemnego granatu pozwolił materiałowi odsłaniać część klatki piersiowej, otworzył drzwi. Świeże powietrze zadziałało kojąco na tlące się w skroni zmęczenie. Lestrange zamrugał pare razy, bo wyschnięte od ślęczenia nad różnymi przyrządami oczy przypomniały sobie, że powinny się nawilżać. Włosy miał w nieładzie, oczy podkrążone. Wyglądał jak siedem nieszczęść i jakby łóżka nie widział conajmniej od tygodnia, podkreślał to parudniowy zarost.
- Oh Morgan! No tak, to dzisiaj? Swietnie, że tak szybko. W sumie, szybko? Nie jestem pewien, dopiero co rok się zaczął, a już jest wiosna. - machnął ręką i zaprosił go do środka w swoim chaotycznym przywitaniu.
Nie miał w zwyczaju przepraszać za swój stan, bo też nie przywiązywał do niego najmniejszej wagi. Ciało było dla niego tylko narzędziem, naczyniem dla mózgu i niespecjalnie się nim przejmował. Oczywiście, dbał o podstawową higienę, ale z jedzeniem i spaniem w regularnych porach było już gorzej, tak samo jak ubieraniem na siebie schludnie wyglądających ubrań.
Na lekkie drgniecie brwi zwrócił uwagę, ale tez go nie skomentował. William nie był najlepszy w odczytywaniu sygnałów ani gestów, zazwyczaj po prostu się nad tym nie zastanawiał uważając to za zbędne, w końcu nie przebywał w dużych grupach ludzi nazbyt często i dbał o to, aby tak pozostało.
- Chyba powinienem zaproponować ci coś do picia? Chciałbyś coś? Bo wtedy musimy iść do kuchni - wskazał palcem kierunek, w jakim prawdopodobnie było pomieszczenie, gdy zamykał za gościem drzwi.
Wnętrze domu przezabawnie kontrastowało z samym gospodarzem. Wszystko było ułożone wręcz w pedantycznym porządku, a kurzu szukałoby się na marne. Hol, przedsionek oraz schody prowadzące do góry były zachowane w harmonijnych, jasnych barwach kontrastujących z ciemniejszym drewnem.
- Jesteśmy sami, więc będę musiał ci zrobić tej herbaty, jeżeli chcesz. I po prawdziwe... - chciał coś dodać, ale głośno zaburczało mu w brzuchu, więc wygiął usta w skrępowanym uśmiechu - I po prawdzie to musiałbym coś zjeść, bo ostatnio wychodziłem z pracowni wczoraj. - zerknął na podłogę tylko po to, aby zorientować się jak bardzo niestosownie jest ubrany, nawet butów nie miał, a nagie stopy szybko robiły się chłodne od posadzki.
Zawsze musiał z siebie zrobić przedstawieniem, nawet jak nie było to jego celem, no trudno.
Przywykł.
Miał tylko nadzieję, że Morgan nie odwróci się na pięcie stwierdzając, że nie chce mieć z takim świrem nic do czynienia... a takie reakcje też William dostawał, nikogo nie powinno to dziwić.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated