To, jak postąpił, było dość niemądre. Wydawałoby się, że to oczywiste, że skoro zabierają się za sesję spirytystyczną to pytania będą gotowe. Tak, szczególnie, kiedy miało się do czynienia z Victorią, osobą zapobiegliwą, myślącą trzeźwo. Natomiast Victoria przechodziła teraz trudny okres. Bardzo trudny okres. Mróz przenikał ją do szpiku kości, a ona sama była jeszcze bardziej zmęczona niż sprzed miesiąca, sprzed Beltane. Czy doskwierały jej senne koszmary? Na pewno. Była też złączona rytuałem, który wypadł wyjątkowo źle, wyjątkowo paskudnie. Co gorsze nie tylko ci, którzy go dopełnili, musieli borykać się z niełatwą codziennością. Ci, którzy go nie ukończyli, mieli w zasadzie jeszcze gorzej. Powinien więc naprawdę zaproponować herbatę, powinno na spokojnie porozmawiać o ewentualnych pytaniach. Tak byłoby najbardziej rozsądnie. Presja wygrała. Wątpił i tak, że Victoria nie miała gotowej grupy pytań, na pewno te pytania zresztą kłębiły się w jej głowie od momentu, kiedy po raz pierwszy widziała jedno ze wspomnień. W momentach, kiedy te pytania trzeba wypowiedzieć, zadać je na głos, nagle potrafiły się zupełnie rozpierzchać. Tyle ich było, a ginęły zupełnie w głowie. Przemknęło mu to przez myśli, kiedy poprosił ją, żeby zadawała pytania szybko. Było to narzucenie dodatkowej presji przy całym tym wydarzeniu, którego Victoria teraz nie była obserwatorką, była jego częścią. Najbardziej optymalnie byłoby, gdyby mogła na spokojnie te pytania zadawać. Niestety w tej najbardziej optymalnej wersji nie musiał szarpać się z połączeniem, żeby je utrzymać. Nie, musiał ją poinformować, żeby szybko pracowała nad tym, co najbardziej ją ciekawiło, albo żeby spośród tego wybrała te najważniejsze pytania, jakie chciała zadać. Nie bardzo wiedział, ile czasu uda mu się to połączenie utrzymać.
- Z Nokturnu... Gdybym miała pamiętać je wszystkie... Victorio, jeżeli rodzina wpakowała się w coś, z czego nie może się wydostać, skierujcie się do Borginów, możecie zaufać im w sprawie unieszkodliwienia takich wynalazków. - Padła odpowiedź na zadane przez Victorię pytania. Czyli duch zdawał sobie sprawę z obecności drugiej osoby. Dobrze, to akurat ułatwiało pracę, nie musiał tych pytań powtarzać. Chociaż trochę. Słowa były nieco pourywane, haczyły się, Laurent nie byłby w stanie nawet powtórzyć tego słowo w słowo. Starał się jedynie jak najlepiej wyłapać sens i znaczenie.
- Nie pamięta ich... wszystkich. Możesz zaufać Borginom. Potrafią rozbroić niebezpieczne przedmioty. - Nie odpowiedziała bezpośrednio na pytanie Victorii, ale brzmiała tak, jakby wymuszanie tego na niej tylko mogło ją rozzłościć. Nie, była szczera, musiała być zresztą szczera. Chociaż może problem z połączeniem ułatwiał miganie się od odpowiedzi? Bez sensu. Przecież chciała tu być. - Słyszy cię. Brzmi nawet na zadowoloną. - Że ma okazję usłyszeć głos swojej wnuczki. Chociaż babcia Vcitorii była kobietą, która ewidentnie zaplątała się w jakieś ciemne porachunki. Laurent znowu zamknął swoje oczy, żeby nic go nie rozpraszało. Kolory, jakikolwiek ruch, obiekty, wszystko wydawało mu się teraz przeszkadzać.
- Kimś, kogo już dawno zagrzebał czas. Dlaczego więc o niego pytasz? - Od momentu tego pytania jej ton się zmienia, bo rozumie, że nie przywołałaś jej w sprawie rodzinnej, tylko zadajesz jej osobiste pytania. Bardzo osobiste. Laurent zadrżał od zimna, które go przeniknęło i zadrżały mu nieco kąciki warg. Nie pyskuj... Cholerne duchy i ich skłonności do unoszenia się. Normalnie byłby o wiele bardziej wyrozumiały wobec odczuć kobiety i zadawanych pytań, ale teraz nie było "normalnie". Zresztą nie wiedział, kim jest Edwin. Za to wyczuł, że kimś, do kogo duch żywił baardzo dużo urazy.
- Dawno został pogrzebany. Czemu o niego pytasz? Nie podoba jej się to, że o niego pytasz. - Dopowiedział, żeby Victoria miała też pełniejszy pogląd na prowadzoną konwersację. Żeby wiedziała, że warto rozważyć dopytywanie o tego Edwina, skoro duchowi się to ewidentnie nie podoba. Mogłoby to znacząco skrócić czas tej sesji. I przynieść jakieś ewentualne szkody.
- Nie istnieje granica, której nie da się przekroczyć, Victorio. Czy w swoim stanie nie powinnaś już tego rozumieć? - Kiedy Victoria zapytała ją o to jak dokładnie to zrobiła - waha się. Próbuje nie dać po sobie tego poznać, ale ma jakieś luki w pamięci. Wyczuwasz jednak jej pewność w tym, że wampir może na powrót stać się człowiekiem. To było to miejsce, w którym Laurent się zawahał, próbując dokładnie zrozumieć to, co się do niego mówiło. Najpierw przeszła go fala ciepła, potem znowu uderzył ten charakterystyczny chłód, który Victoria odczuwała na co dzień. Zacisnął pięści na swoich spodniach.
- Każdą granicę da się przekroczyć. Powinnaś to zrozumieć jako Zimna... - Na moment się zawahał z rozchylonymi ustami. - Ona ma luki w pamięci. Nie mówi tego wprost, ale wie, jest pewna, że wampir może stać się człowiekiem. - Podczas sesji Laurent nie miał czasu analizować tego, o czym rozmawia z duchem, czego od niego chce druga strona, co to za pytania i jakie znaczenia mają odpowiedzi. Będzie miał za to na to czas po sesji. Bo ta rewelacja... była czymś więcej. Po twarzy Laurenta, mimo tego, że miał zamknięte oczy, widać było, że jest to dla niego nieprzyjemne - ten proces, jaki był tutaj robiony. Nie krzywił się mimo to. Przybierał podobną mimikę, kiedy był na czymś bardzo skupiony. A teraz wręcz drżało co jakiś czas jego ciało od tego napięcia. Po ostatniej odpowiedzi ściągnął brwi z bólu, który przeszył jego głowę i uniósł podbródek nieco wyżej, wyginając trochę kręgosłup w przód od poczucia dyskomfortu. Jeszcze trochę... Zaraz jednak znowu usiadł normalnie i złapał głębszy oddech w płuca.