Dostrzegł intensywność w spojrzeniu Desmonda, ale nie pierwszy raz miał do czynienia z członkami tej rodziny, by się speszyć. Malfoyowie słynęli z gry spojrzeń, rozmów drobnymi gestami i uważnego doboru słów, a przynajmniej tak Martinowi powiedziała matka. Sam był poza niuansami towarzystkimi, by zwracać na to uwagę.
— Dziękuję — odpowiedział Laurentowi. — Brat od zawsze miał unikatowy gust.
Jack wykonał szałowe powitanie gości. Był wręcz stworzony do takich imprez i Martin czuł się bezpiecznie mając go u boku.
Dlatego grunt zawalił mu się pod nogami, gdy poznał nowiny o rodzicach. Jak to ma się zająć gośćmi? Nie miał pojęcia, jak to robić. Zazwyczaj nie zwracał nawet uwagi na osoby pełniące takie funkcje podczas różnych uroczystości. Siedział na uboczu, bądź podążał z tłumem, gdy zaistniała taka potrzeba.
Statek wydał się nagle niesamowicie zatłoczony i obszerny. Z morza twarzy żadna nie wydawała się przyjazna. Spojrzał na Oleandra. Nosili to samo nazwisko, a jednak tak mało o sobie wiedzieli. I z jakiegoś powodu, Martin dopiero zauważył, jak bardzo fryzura kuzyna przypomina mu Briana, zmarłego kilka lat temu brata.
Brian był idealny na każdą okazję. Był społecznym kameleonem, wzorowym aktorem. Wtapiał się w tłum, a jednocześnie błyszczał jak najjaśniejszy brylant. Nikt nie kłamał tak pięknie jak on. Gdyby tu był, Martin nie musiałby się niczym martwić.
Ale go nie było. Zaginął z obronie tych, którymi gardził. Zginął w famfarach ironii, którą tak kochał. Zginął, robiąc to, co lubił. A rodzina wymazała jego istnienie z kart historii.
Martin otrząsnął się, gdy jeden z kelnerów szepnął mu na ucho kilka słów o obiedzie.
Odkaszlnął.
— Panie i panowie, zapraszam do jadalni na obiad. — Głos porwany przez wiatr dotarł do uszu stojących najbliżej gości, zaś reszta dowiedziała się od pracowników obsługi.
Stoliki w jadalni nie miały tabliczek z imionami. Można było siadać w dowolnych konfiguracjach, a jedzenie pojawiało się na talerzu wraz z zajęciem miejsca.
Na początku przystawka. Małż z musem dyniowym, zdobiony pietruszką. Następnie kremowa zupa rybna w niedużej miseczce. Gdy wszyscy przy stoliku skończyli przystawkę i zupę, pojawiała się misa z pieczonymi łódeczkami ziemniaczanymi, wymyślne roladki mięsne, indycze udka w sosie wodorostowym oraz smażone kostki łososia z jagodami.
Do picia podano lemoniadę jabłkową i czerwone wino.
Do posiłku przygrywano na pianinie.