Brenna musiała użyć sporo siły, ale jeszcze jako wilk udało jej się dostać do środka. Strumień światła, który ze sobą wniosła, oświetlił schody w dół i pokrytą kurzem oraz piaskiem podłogę. Słyszała ruch więcej niż jednej istoty. Czuła smród ludzkich zwłok. Był on nie do zniesienia.
Wraz z wejściem Mavelle, drzwi otworzyły się nieco szerzej. Szerokość mauzoleum wskazywało na to, że pomieszczenie było obszerne i bez problemu mogło zmieścić tam kilka osób. Które ukazały się oczom czarownic, gdy tylko przyzwyczaiły się do panującego tam mroku.
Posiniałe ciała gromadziły się w jednym miejscu. Żywe trupy pokrywały postrzępione ubrania. W opłakanym stanie były też ich ciała. Mięśnie wystawały spod wyżartej przez mikroorganizmy skóry. Nie trzeba było się wysilać, by dostrzec połyskujące stawy, a także biel kości. Niektórym truposzom kawałki mięśni zwisały na pojedynczych ścięgnach. Wyłysione czaszki zaczęły zwracać swe martwe spojrzenia na przybyszy. Często brakowało im gałek ocznych, wszelkie otwory zamieszkane były przez robactwo. Zaschnięte i popękane usta niektórych zombiaków eksponowały świeżą krew.
Patric poczuł zapach wnętrza mauzoleum, gdy tylko wkroczył zachwaszczony teren. Drzwi były wystarczająco szerokie, by i on mógł zajrzeć do środka i przerazić się żywymi trupami ślamazarnie poruszającymi się w ich stronę.