Elaine nigdy nie potrzebowała szukać ludzi. Była niczym liść pchany przez podmuchy letniego wiatru. Jeśli ktoś jej potrzebował zawsze sama znajdowała się w centrum zdarzeń przyciągana przez niewidzialne siły. Można było to nazwać zrządzeniem losu lub po prostu pechem – w zależności od tego, co kto do niej czuł. Teraz liczyły się jabłka najlepsze w mieście, jedyne w swoim rodzaju, nie myślała o przeznaczeniu, o tym, że ktoś ją zgubił i ktoś ją poszukiwał i przede wszystkim, że ktoś zaraz pomyśli: o znalazłem ją!
W końcu jej nogi dotknęły ziemię, a przed jej nosem wyrósł przezroczysty, brzydki człowiek, którego można było określić mianem duch. Elaine słyszła o ich istnieniu, niektórzy, ci co ukończyli Hogwart mówili o tym, że one wypełniają szkołę po brzegi, ale Bellówna nigdy nie miała okazji uczęszczać i poznać duchy. Jej jasne oczy rozszerzyły się w niemym zaskoczeniu, że spotkała ducha. Rozdziawiła usta, a po chwili wydostał się z nich niekontrolowany pisk. To, co teraz zobaczyliście to była radość w czystej postaci.
– Na brodę Merlina! – zawołała, a jej krzyk mógł obudzić zmarłych. – Pan jest duchem? Jak długo jest pan duchem? Dlaczego stał się pan duchem? Czy mogę pana dostknąć? Był pan w zaświatach? Jak tam jest? Dlaczego tylko niektórzy wracają na ziemię? Jak pan umarł? Czy jeśli przynosi się na pana grób kwiat to czy czuje pan zapach kwiatów i polepsza się panu nastrój? Czy może pan czuć zapachy? Czy czuje pan zmianę nastrojów? Czy te pytania pana urażają? Jeśli tak to jak mogę pana przeprosić? Czy potrafi pan zjeść ludzkie jedzenie? Czy duchy potrzebują jeść? Gotuje pan sobie jedzenie? Czy w zaświatach mają kuchnie? Czy może pan przechodzić ze świata żywych do świata zmarłych? Jest jakiś świat zmarłych? – zadawała pytania obchodząc ducha z każdej możliwej strony, nawet spróbowała dotknąć go i jeśli jej pozwolił to z przyjemnością wsadziła mu rękę w brzuch. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że obok był też Laurent. Była zbyt podekscytowana tym, że znalazła zamiast jabłek ducha. Ciekawe czy mogła go sobie zabrać. – Czy można zabrać sobie ducha do domu? – zapytała nim pomyślała.