30.08.2023, 01:14 ✶
Oczy Dory wyraźnie zabłyszczały na słowa Brenny. Lubiła być pomocna, nawet jeśli uważała, że do eksperta w jakiejkolwiek dziedzinie brakowało jej naprawdę wiele. Miło jednak było usłyszeć, że przyjaciółka chociaż w niektórych kwestiach uważała ją za na tyle doświadczoną, by się jej poradzić. Wyprostowała sie jakby nieco bardziej, przekręcając tułów w stronę Longbottom i udzielając jej swojej niepodzielnej uwagi, sporą dozą zaciekawienia.
Jeśli wcześniej można było się w jej twarzy dopatrzeć znamion wesołości, tak te szybko zniknęły, ustępując miejsca powadze. Temat Beltane był świeży i na wiele sposobów bolesny, a przez to w pewien sposób nakazywał Menodorze, by nieco opanowała entuzjazm.
- Może... może było po prostu bardzo stare...? - zaryzykowała, mimowolnie oddając się odpowiedzi najprostszej. Kiedy jednak wypowiedziała te słowa na głos, miała wrażenie, że było one nie do końca takie mądre, jak mogły się jej wydawać. Odpowiedź z natury oczywistych mogła oznaczać, że nie tylko ona o niej pomyślała i dlatego właśnie teraz Brenna siedziała obok niej, bo szukała tych nieoczywistych.
- Przepraszam... - rzuciła cicho, na jej twarzy nie było jednak żalu, a zwyczajne zamyślenie. Spojrzała przez okno... - Nie jestem pewna co do zaklęć. Nigdy o takim nie słyszałam, ale gdyby to było zaklęcie, to może jakieś... autorskie? - zapytała ni to Brennę, ni to samą siebie. Zmarszczyła też brwi, szukając za szybą... czegoś. Sama nie wiedziała czego, jakby oczekując że świat zewnętrzy oferuje o wiele więcej podpowiedzi, niż ten zamknięty w czterech ścianach. Wizja, którą przedstawiła jej Brenna, wydawała się zwyczajnie straszliwa. Zaklęcie, które potrafiło zmienić kogoś w ledwie wspomnienie, które ledwo trzymało się kształtu przypominające ciało...
- Poczekaj... - zsunęła się z parapetu, w moment znajdując się przy jednej z niechlujnych stert książek, ewidentnie przekładanych i przestawianych o wiele za wiele, zamiast ładnie ustawionych na przeznaczonej im półce. Przełożyła parę tomów, najwyraźniej szukając czegoś konkretnego, ale w pewnym momencie zatrzymała się, cofając dłoń z właśnie przełożoną książką. Tak jak wcześniej klęczała wyprostowana nad kopczykiem, tak teraz opadła, siadając na piętach, podpierając się jedną ręką o podłogę i spoglądając na Brennę.
- Brenn, a jesteś pewna, że to zaklęcie?
Jeśli wcześniej można było się w jej twarzy dopatrzeć znamion wesołości, tak te szybko zniknęły, ustępując miejsca powadze. Temat Beltane był świeży i na wiele sposobów bolesny, a przez to w pewien sposób nakazywał Menodorze, by nieco opanowała entuzjazm.
- Może... może było po prostu bardzo stare...? - zaryzykowała, mimowolnie oddając się odpowiedzi najprostszej. Kiedy jednak wypowiedziała te słowa na głos, miała wrażenie, że było one nie do końca takie mądre, jak mogły się jej wydawać. Odpowiedź z natury oczywistych mogła oznaczać, że nie tylko ona o niej pomyślała i dlatego właśnie teraz Brenna siedziała obok niej, bo szukała tych nieoczywistych.
- Przepraszam... - rzuciła cicho, na jej twarzy nie było jednak żalu, a zwyczajne zamyślenie. Spojrzała przez okno... - Nie jestem pewna co do zaklęć. Nigdy o takim nie słyszałam, ale gdyby to było zaklęcie, to może jakieś... autorskie? - zapytała ni to Brennę, ni to samą siebie. Zmarszczyła też brwi, szukając za szybą... czegoś. Sama nie wiedziała czego, jakby oczekując że świat zewnętrzy oferuje o wiele więcej podpowiedzi, niż ten zamknięty w czterech ścianach. Wizja, którą przedstawiła jej Brenna, wydawała się zwyczajnie straszliwa. Zaklęcie, które potrafiło zmienić kogoś w ledwie wspomnienie, które ledwo trzymało się kształtu przypominające ciało...
- Poczekaj... - zsunęła się z parapetu, w moment znajdując się przy jednej z niechlujnych stert książek, ewidentnie przekładanych i przestawianych o wiele za wiele, zamiast ładnie ustawionych na przeznaczonej im półce. Przełożyła parę tomów, najwyraźniej szukając czegoś konkretnego, ale w pewnym momencie zatrzymała się, cofając dłoń z właśnie przełożoną książką. Tak jak wcześniej klęczała wyprostowana nad kopczykiem, tak teraz opadła, siadając na piętach, podpierając się jedną ręką o podłogę i spoglądając na Brennę.
- Brenn, a jesteś pewna, że to zaklęcie?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.