30.08.2023, 10:01 ✶
W oczach Brenny Dora miała wiele talentów - w tym do dziedzin, w których Brenna absolutnie nie celowała, a jedną z nich na pewno była wiedza o magicznej faunie i florze, kolejną zaś teoria magii. I mimo pewnych oporów przed wciąganiem w takie sprawy kogokolwiek, przełamywała je, bo przecież Crawleyówna sama chciała być informowana, a Brenna choć bywała narwana i robiła durne rzeczy, nie była aż tak głupia, aby zakładać, że ze wszystkim poradzi sobie sama.
- Tego samego wieczora ten człowiek bawił się na polanie ognisk - odparła cicho. Nie, nie brali nawet pod uwagę, że ciało mogłoby być stare, bo przecież wiedzieli, że Derwin Longbottom kilka godzin wcześniej żył i miał się dobrze, chociaż słowa Dory skierowały Brennę na moment na jeszcze inny trop. Może w jakiś sposób przyspieszono czas? Choć to było dość absurdalne, to przecież nie niemożliwe, skoro istniały zmieniacze czasu.
- Czyli ty też o niczym takim nie słyszałaś - mruknęła. Nie brzmiała na rozczarowaną, raczej zamyśloną. Brenna o takiej magii nigdy nie czytała, nie zetknęła się z nią, nie natknęła się na żaden przypadek jej użycia w archiwach Brygady - a stare akta przeglądała często, z zapałem godnym lepszej sprawy, jakby były to najbardziej fascynujące lektury. Jeżeli Dora również nigdy nie miała styczności z podobną magią, to faktycznie mogłoby sugerować autorskość zaklęcia.
Kiedy Dora zsunęła się z parapetu, Brenna posłusznie czekała. Zrezygnowała nawet z gadania, nie chcąc rozpraszać Crawleyówny, gdy ta przetrząsała zawartość półek. Nawet jakoś odruchowo zaczęła wciągać powietrze nieco słabiej, jakby obawiała się, że głębszy oddech mógłby wytrącić Dorę ze skupienia, sprawić, że zgubi myśl, której się chwyciła. Odezwała się dopiero, kiedy dziewczyna zadała pytanie.
– Nie – przyznała. – Biorę pod uwagę też jakieś magiczne stworzenie albo artefakt. Ale rozmawiałam ze specjalistami i na razie wszyscy mówią, że nigdy nie słyszeli o czymś takim. Obiecali, że poszukają. Poza tym napisałam do osoby zajmującej się sekcjami… bo pomyślałam, że może to jakaś klątwa albo eliksir? – powiedziała, rozkładając bezradnie ramiona. Autorskie, mroczne zaklęcie? Magia transmutacyjna? Mikstury? Magiczne istoty? Klątwy? Brenna nie była pewna niczego, zakładała więc wszystko – i chwytała każdą nitkę, która mogła zaprowadzić ją do odpowiedzi. Mimo tego, że wiedziała, że wiele z nich nie wyprowadzi jej z labiryntu, a gdzieś na manowce lub nawet do samego Minotaura.
– Masz jakiś pomysł? – spytała, mierząc Dorę badawczym spojrzeniem. Zdawało się, jakby ta coś skojarzyła, chociaż Brenna bardzo starała się powściągnąć entuzjazm. Nie mogła oczekiwać zbyt wiele.
- Tego samego wieczora ten człowiek bawił się na polanie ognisk - odparła cicho. Nie, nie brali nawet pod uwagę, że ciało mogłoby być stare, bo przecież wiedzieli, że Derwin Longbottom kilka godzin wcześniej żył i miał się dobrze, chociaż słowa Dory skierowały Brennę na moment na jeszcze inny trop. Może w jakiś sposób przyspieszono czas? Choć to było dość absurdalne, to przecież nie niemożliwe, skoro istniały zmieniacze czasu.
- Czyli ty też o niczym takim nie słyszałaś - mruknęła. Nie brzmiała na rozczarowaną, raczej zamyśloną. Brenna o takiej magii nigdy nie czytała, nie zetknęła się z nią, nie natknęła się na żaden przypadek jej użycia w archiwach Brygady - a stare akta przeglądała często, z zapałem godnym lepszej sprawy, jakby były to najbardziej fascynujące lektury. Jeżeli Dora również nigdy nie miała styczności z podobną magią, to faktycznie mogłoby sugerować autorskość zaklęcia.
Kiedy Dora zsunęła się z parapetu, Brenna posłusznie czekała. Zrezygnowała nawet z gadania, nie chcąc rozpraszać Crawleyówny, gdy ta przetrząsała zawartość półek. Nawet jakoś odruchowo zaczęła wciągać powietrze nieco słabiej, jakby obawiała się, że głębszy oddech mógłby wytrącić Dorę ze skupienia, sprawić, że zgubi myśl, której się chwyciła. Odezwała się dopiero, kiedy dziewczyna zadała pytanie.
– Nie – przyznała. – Biorę pod uwagę też jakieś magiczne stworzenie albo artefakt. Ale rozmawiałam ze specjalistami i na razie wszyscy mówią, że nigdy nie słyszeli o czymś takim. Obiecali, że poszukają. Poza tym napisałam do osoby zajmującej się sekcjami… bo pomyślałam, że może to jakaś klątwa albo eliksir? – powiedziała, rozkładając bezradnie ramiona. Autorskie, mroczne zaklęcie? Magia transmutacyjna? Mikstury? Magiczne istoty? Klątwy? Brenna nie była pewna niczego, zakładała więc wszystko – i chwytała każdą nitkę, która mogła zaprowadzić ją do odpowiedzi. Mimo tego, że wiedziała, że wiele z nich nie wyprowadzi jej z labiryntu, a gdzieś na manowce lub nawet do samego Minotaura.
– Masz jakiś pomysł? – spytała, mierząc Dorę badawczym spojrzeniem. Zdawało się, jakby ta coś skojarzyła, chociaż Brenna bardzo starała się powściągnąć entuzjazm. Nie mogła oczekiwać zbyt wiele.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.