Jego życie byłoby naprawdę ciężkie bez Pandory. Przebojowej, charakternej Pandory, która była zarówno obiektem jego inspiracji jak i często obiektem zazdrości. Zazdrość, odpowiednio ukierunkowana, potrafiła być jednak całkiem budująca. Ku zaskoczeniu tych, którzy energię z niej płynącą przeznaczali na pieklenie się i myślenie, jak tu odebrać jednej osobie. Bo skoro ja nie mam, to ona też mieć nie będzie. Syndrom bardziej zielonego trawnika po drugiej stronie płotu był klątwą człowieczeństwa. Na szczęście ten trawnik był tym samym, którym chodził Laurent, jemu po prostu przeznaczono boczne ścieżki. To ten sam ogród, tylko trasy inne. Ta sama posiadłość, tylko relacje się różniły. Przytulił delikatnie siostrę, choć z ich dwójki to zdecydowanie on był tym bardziej delikatnym - jak kwiat, którego jedyną obroną przed światem mogły być kolce. Gdybym nie wiedział, że tu będziesz, to może bym się nie pojawił. - Zatańczyło w jego myślach, ale tego nie wypowiedział. Laurent lubił towarzyskie spotkania, lubił prowadzić mniejsze i większe pogawędki. A teraz wręcz kurczowo się takich spotkań trzymał, żeby nie tkwić w New Forest. Tam, gdzie w zasadzie chciał do tej pory być najbardziej. Tym nie mniej nie wypadało nawet czegoś takiego powiedzieć, nie przy tym, jak ktoś mógłby usłyszeć i pomyśleć, że panicz Prewett znalazł się tutaj co najmniej z bożej łaski. A tak nie było. Natomiast obecność siostry była decydującym elementem co do tego, żeby rzeczywiście tutaj przyjść.
- Jak zawsze. - Odpowiedział z uśmiechem, tym trochę psotnym, kiedy powiedziała, że dobrze wygląda. - Ach, cóż... wiesz, że przepadam za spotkaniami towarzyskimi. Te, które odbywają się na morzu, są tym bardziej pociągające. - Bo co miał jej rzec? Że nic dziwnego, że rodzina nawet mu o tym nie wspomniała? Że to oczywiste, że tylko ona pełniła tutaj funkcję reprezentacyjną? Z nastrojem Laurenta nie było za dobrze przez ostatni miesiąc, robił jednak dobrą minę do złej gry. I nie dawał tego po sobie poznać, a przynajmniej nie dziś i nie teraz. - Za chwilę z przyjemnością. Chciałbym jeszcze przejść się po statku i przywitać ze znajomymi osobistościami. - Albo dać się zaciekawić tymi nieznajomymi. Jak to on. - W takim razie do zobaczenia na obiedzie. - Posłał im ostatni uśmiech, nim się oddalił. I to niekoniecznie po to, żeby rzeczywiście wikłać się w rozmowy, żarty i dysputy, jakie się toczyły wśród towarzystwa. Bo choć rzeczywiście się przywitał ze znajomymi, choć rzeczywiście z niektórymi nawet zamienił przez moment kilka zdań to ostatecznie skończył przy burcie, wypatrując promieni słońca odbijających się na lustrze wody i zastanawiając, kiedy rejs ruszy i zostawią za sobą upiorny ląd. Choć dla niektórych to właśnie nieprzebyte morze upiornym się wydawało.
Dopiero obwieszczenie obiadu ściągnęło go po dłuższej chwili do jadalni. Jego wzrok szukał głównie siostry, bo i nawet nie pomyślał, że mogliby go posadzić gdziekolwiek indziej. I kiedy ją namierzył skierował się w jej stronę. Jej i samego Philipa. Obawiał się tylko tego, że będą proponować tutaj tak popularne owoce morza, które patrzyły na ciebie z talerza, a czego Laurent nie potrafił zdzierżyć. Na szczęście nie była to jednak jedyna atrakcja, a obecność łososia była absolutnie zachwycająca i zadowalająca. Słowa jesteśmy przyjaciółmi brzmiały teraz mimo wszystko dość upiornie, które zostały wypowiedziane przez Notta i dźwięczały w tej sali tym samym zastanowieniem - kto tutaj naprawdę z kim był przyjacielem? Ale chyba to była wina samego Laurenta, skoro tak ułożył sobie swój świat. Pewnie wiele osób by tak powiedziało. Tylko i wyłącznie jego wina.
Jak zwykle i jak zawsze Laurent bardziej dziubał w swoim talerzu niż rzeczywiście jadł.
- Moje gratulacje, Pandoro, z okazji zajęcia pierwszego miejsca w Tygodniku Czarownicy. - Zagaił. Tak, miejsce zajęte przez Notta też widział. Ale znając Philipa to pewnie się burzył, że tylko DRUGIE. - Tobie też bym pogratulował, Philipie, ale zapewne jesteś bardziej zirytowany niż zadowolony. - Tego mężczyznę zadowalało tylko pierwsze miejsce. Wszystko to, co poniżej, było już tak samo złe, niedobre i niegodne jego osoby.