Nastawiano ją, że będzie jak wszyscy wśród jej bliskich, że trafi do Slytherinu. Domu, gdzie trafiali czarodzieje czystej krwi. Jedynej, najlepszej. Tak się jednak nie stało. Nie czuła się z tego powodu jakaś gorsza, w końcu nie tylko tam oni trafiali. Gryffindor cechowała odwaga, czuła, że to przez to trafiła właśnie do tego domu. Była nawet nieco dumna z tego powodu. Wyróżniła się na tle swojego rodzeństwa. Jak zawsze była trochę czarną owcą, nie przeszkadzało jej to jednak jakoś specjalnie. Jakby nie było większych problemów niż to, jakiego koloru szaty się nosi.
Ucieszyła się widząc brata. Zareagowała bardzo entuzjastycznie, gdy pojawił się obok. Dobrze było wiedzieć, że nie jest w tej wielkiej szkole sama i że zawsze może liczyć na jego wsparcie. Nie, żeby zamierzała z tego korzystać, ale sama świadomość dodawała pewności siebie.
Po miłym przywitaniu Nicholas ją puścił. Zadarła głowę wysoko do góry, żeby na niego spojrzeć. Urósł ostatnimi czasy dosyć mocno i trudno jej było na niego patrzeć. Nie było to nic dziwnego, przyzwyczajona była do tego, że jest otoczona wielkoludami. Sama nawet wyróżniała się wzrostem na tle rówieśników.
- Oczywiście, że daję sobie radę. - Co to w ogóle za pytanie. Nie powiedziałaby mu pewnie, gdyby było inaczej, bo nie chciała wyjść na mięczaka. Taki już miała charakter, że w razie, gdyby coś się działo, to po prostu zaciskała zęby i udawała, że wszystko jest w najlepszym porządku.
- Dla ciebie zawsze mam chwilę, Nick. - Dodała jeszcze, po czym ruszyła za nim, żeby usiąść gdzieś w spokoju. Nie miała pojęcia o czym chce z nią gadać, ale chyba jeszcze nie zdążyła zrobić nic, co mogłoby się prosić o ewentualną reprypendę. Nie zamierzała przynosić wstydu rodzinie, przynajmniej jak na razie. Chciała się nauczyć jak najwięcej, tyle czasu czekała na to, aż znajdzie się w tym miejscu. Liczyła na to, że wykorzysta lata nauki jak najlepiej. No i ludzie, tyle tu było ludzi! Nie spodziewała się, że wszyscy będą tacy fajni.
Nicholas dosyć szybko przeszedł do rzeczy. Gerry zastanawiała się chwilę, nie zrobiła nic, ta czapka tak po prostu powiedziała. - Ten śmieszny kapelusz sam zadecydował. Nie wiem dlaczego. - Wzruszyła ramionami. - Czy to jakiś problem? - Zapytała jeszcze, bo brat wyglądał na zaniepokojonego.