Zamrugał zdziwiony, zdając sobie sprawę, że po przetrawieniu jego słów w postawie sekretarki zaszła nagła zmiana. Pomiędzy brwi Erika wkradła się pojedyncza zmarszczka, kiedy próbował domyślić się, co też mogło wywołać tę zmianę nastroju. Po chwili dotarło do niego, że jego pytanie nie zostało i już raczej nie będzie skwitowane lekceważącą uwagą tudzież agresywną prośbą o opuszczenie pokoju. Czemu? Cóż, uświadomił sobie, że wywołał u kobiety szczerą konsternację. Nie była to dla niego standardowa reakcja, zwłaszcza, że zdawała się nosić znamiona lekkiej paniki. Cóż, to dopiero nowość, pomyślał skonfundowany.
— Jeśli to problem, mogę wrócić... — Nie zdążył dokończyć myśli, gdyż drzwi prowadzące do gabinetu uchyliły się z cichym trzaskiem. Błyskawicznie oderwał spojrzenie od blednącej sekretarki, gdy do jego uszu dotarł jakże znajomy niski głos. Przekrzywiając głowę w bok, cofnął się o pół kroku, jak gdyby zależało mu na tym, aby obejrzeć to małe widowisko z jak najlepszej perspektywy.
Słuchając tego zwięzłego, acz bardzo dosadnego wywodu, nie musiał nawet widzieć twarzy Elliotta, aby domyślić się, jakie towarzyszyły mu emocje. Być może wynikało z tego, że znał go już jakiś czas, więc potrafił wychwycić subtelne półtony irytacji czy zniecierpliwienia, które tańczyły po kolejnych sylabach wypowiedzi mężczyzny. Był dość miłosierny. Dał rozmówcy szansę na naprawienie swoich błędów, zanim przekona się, jak to jest żyć z konsekwencjami pomyłek, których wyeliminowania się odmówiło. Erik odprowadził petenta beznamiętnym wzrokiem do wyjścia.
— El... To znaczy, Panie Malfoy. — Skłonił przed nim głowę na powitanie, przywołując na twarz wyważony uśmiech, który rozświetlił delikatnie jego oczy. — Cóż, ja...
Ściągnął brwi, gdyż po raz kolejny odebrano mu szansę wypowiedzenia się. Musiał przyznać, że blondyn dosyć zręcznie przemienił pytanie początkowo skierowane w jego stronę w taki sposób, aby koniec końców odniosło się do zachowania pracownicy biura. Otworzył usta, jakby chciał mimo wszystko się wtrącić, jednak zanim zebrał na to odpowiednio dużo siły woli, akcja zdążyła się już rozwinąć. I to w niezbyt ciekawym kierunku, wnioskując po sposobie, w jaki Elliott się uśmiechał. Pamiętał, co oznaczały pewne jego grymasy.
— To naprawdę nie jest aż tak — zaczął słabo, jednak teczka wylądowała już w rękach Kanclerza Skarbu.
Chwilę później sekretarka doświadczyła na własnej skórze, jak to jest pracować z młodym Malfoyem i nie dotrzymywać jego wyśrubowanych norm. Erik zamilkł, czując, że w ogóle nie powinno go tu być. Już wcześniej, gdy przemierzał korytarze tego departamentu, miał wrażenie, że jest intruzem. Teraz, będąc świadkiem tej sytuacji, poczucie to tylko się pogłębiło.
Gdy blondyn zwrócił się bezpośrednio do niego, spojrzał na niego, pozwalając, aby ich spojrzenia się przecięły. Korciło go, aby się wtrącić i spróbować wyratować sekretarkę z opresji, chociaż zawiniła. Wiedział jednak, że próba zgrywania bohatera dnia byłby daremne. W najlepszym razie odroczyłby wyrok, w najgorszym i na siebie ściągnąłby irytację Elliotta. A było to coś, czego nie chciał robić i to z bardzo wielu przyczyn.
— Nie ma sprawy. Właściwie to zostałem wybrany, żeby tu przyjść. Wprawdzie nie losowaliśmy słomek, ale najwyraźniej jestem najlepszym kandydatem do tego typu spraw — skomentował, być może wyrzucając z siebie zbyt wiele informacji w zbyt krótkim czasie. Ściskając dalej w dłoniach plik dokumentów Brygady Uderzeniowej, wkroczył do gabinetu.
Omiótł pojedynczym spojrzeniem po całym wnętrzu. Z początku jego uwagę przykuła przede wszystkim względnie bogata biblioteczka, jednak wzrok szybko wypatrzył dużo ciekawszy element wystroju, jakim było jedno z okien wychodząca na londyńskie ulice. Gdyby nie towarzyszący mu tego dnia dyskomfort, zapewne wyjrzałby na zewnątrz.
— Potrafisz sprowadzić ludzi do parteru, to Ci trzeba przyznać — stwierdził niespodziewanie suchym głosem, spoglądając na właściciela gabinetu. Uśmiechnął się słabo. — Jeszcze chwila, a sam bym stamtąd uciekł ze strachu przed tym, że zostanę tak bezpardonowo zdominowany. Potrafisz wzbudzać grozę i onieśmielać jednocześnie, kiedy tego chcesz. Niesamowity talent, panie Malfoy.
Jak przedziwnie by to nie brzmiało, dostrzegał coś nęcącego w tym, jak rozstawiał ludzi po kątach. Wprawdzie ciężko mu było pochwalać decyzję o natychmiastowym zwolnieniu sekretarki, tak nie znał wszystkich szczegółów sprawy. Może to nie była jej pierwsza wpadka tego typu? Bez względu na to, nie potrafił powstrzymać się przed myślą, że zazdrościł mu stanowczości, z jaką zmieniał swoje słowa w czyny. Trudno było nie zauważyć, że Malfoy posiadał konkretne oczekiwania wobec ludzi, którymi się otaczał.
Zawiedzenie go nie było być może najprzyjemniejszą perspektywa, ale alternatywa... Tak, to mogło być coś kompletnie innego. Skoro karał bylejakość, to musiał doceniać tych, którzy potrafili dotrzymać mu kroku. Przynajmniej Erik miał taką nadzieję. Koniec końców skierował się na wskazany mu fotel. Opadł ciężko na siedzenia, wciskając się głęboko w jego oparcie.
— Ostatnia pełnia się stała — odparł z cichym westchnieniem, nie spuszczając wzroku zielonych tęczówek ze swojego gospodarza. Uśmiechnął się półgębkiem, doceniając troskę o swój stan zdrowia. — Trochę się poturbowałem. Zdarza się.
Być może nie powinien zjawiać się tak szybko w pracy, jednak powrót do znanych mu obowiązków dalej działał na niego uspokajająco, gdy zapominał o koszmarach związanych z działaniem srebrnej tarczy księżyca na jego ciało. Może i zaakceptował swój los, jednak dalej, może nawet niezbyt świadomie, skłaniał się ku dawnym metodom radzenia sobie ze stresem. Zasypanie się robotą, dopóki dawne zmartwienia nie zostaną wyparte przez nowe, działało całkiem nieźle.
— Herbata z całą pewnością wystarczy. Wciąż jesteśmy w Wielkiej Brytanii, czyż nie? — potwierdził uprzejmie. — Chociaż muszę przyznać, że czuję się teraz nieco winny tej sytuacji. Gdyby nie moje najście, dalej miałbyś gotowego do pracy pracownika.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞