Przewrócił oczami na komentarz Brenny, jakby sama sugestia, że mógłby sięgnąć po techniki z zakresu czarnej magii, wywołała u niego ścisk w żołądku. Cóż to w ogóle były za sugestie! Przecież zgodnie z publiczną opinią był uosobieniem wszelkich cnót, jakie kiedykolwiek objawiły się na tym ziemskim padole łez. Jak można było w ogóle insynuować, że ten jakże perfekcyjny obraz mógłby zostać splamiony?
— Z tego co pamiętam, to w czerni jest mi całkiem do twarzy — odbił beznamiętnie piłeczkę, wykrzywiając usta w krzywym grymasie. Jakoś musiał ukryć chęć parsknięcia gromkim śmiechem.
Miał wrażenie, że gdyby ludzie mieli już o coś oskarżać członków ich rodziny, to prędzej wygrzebaliby jakiś niestworzony powód, dla którego tak często angażują się w różne akcje charytatywne. Przecież nikt nie robi czegoś takiego z błahego powodu! Na pewno piorą w ten sposób brudne pieniądze lub w jakiś sposób oszukują jakże szczodre rodziny czarodziejów, aby zbić majątek na ich hojności.
— Poza tym każdy, kto wniósłby takie oskarżenie, musiałby udowodnić, że to serce ze złota może zostać skażone jakąś negatywną energią. — Złapał się w okolice serca, klepiąc się parę razy po piersi. — A znalezienie twardych dowodów na coś takiego byłoby nad wyraz trudne. Chyba że wygrzebaliby coś z mojej przeszłości. Możliwe, że kiedyś zabrał któremuś z dzieciaków z sąsiedztwa grabki albo łopatkę. — Zmarszczył nieco brwi, jak gdyby próbował odkopać informacje na ten temat ze sterty niemalże kompletnie zapomnianych wspomnień. — Chyba się zgodzisz, że znalezienie aż tak poważnych brudów na mnie to zadanie przewyższające możliwości większości czarodziejów i czarownic jakich znamy.
Trącił lekko Brennę ramieniem. Jeden drobny komentarz i od razu wychodziło na jaw, że przejmował od niej pewne zachowania. Eh, przed tą dziewczyną chyba jednak mało co dało się ukryć.
— Cóż, lata wspólnego dorastania, wspólnej nauki, a także pracy w tym samym miejscu w końcu wychodzą na wierzch — powiedział, celowo sięgając po jeden z bardziej dramatycznych tonów głosu, jaki był w stanie wyprodukować. — Strach pomyśleć co będzie później. Może pójdę w twoje ślady i zacznę planować karierę naszym przyjaciołom? Chociaż nie, nie możemy być aż tak podobni. Zamiast tego pójdę w remonty i estetyczne upiększanie przestrzeni. Na pewno znalazłby się na to popyt.
Dosyć szybko wyszło na jaw, że opóźnienie kuzynki nie było jakieś duże. W sumie to jeszcze zanim zobaczyli ją na horyzoncie, o jej obecności w okolicy poinformował ich ryk mugolskiego silnika. Cóż, nie był to raczej powszechny dźwięk w Dolinie Godryka, toteż zwracał na siebie sporą uwagę. Młody Longbottom od razu zwrócił wzrok w owym kierunku, obserwując zbliżający się do posiadłości motocykl.
Erik przytulił mocno Mavelle, gdy ta w końcu ich dopadła. Nachylił się nawet nieco, aby uczynić to ich zbiorowe powitanie bardziej komfortowym. Co tu dużo mówić, jako taki olbrzym musiał czasami brać poprawkę na to, aby ułatwić innym ludziom kontakt ze sobą. Jakoś trzeba było burzyć bariery wywołane różnicą wzrostu.
— Dobrze cię widzieć! — Zaparł się nieco o podłożę, po czym podniósł kuzynkę do góry o parę centymetrów, uważając, aby nie potknąć się przez przypadek o Brennę. Po chwili odstawił pannę Bones na ziemię. — Uważaj z tymi podziękowaniami. Parę dni z nami i możesz zacząć żałować tej tęsknoty.
Mrugnął do niej porozumiewawczo.
— Oczywiście, możemy jeszcze bardziej zacieśnić więzy. Myślę, że podanie o trzyosobowe biurko, żebyśmy mogli pracować w tym samym miejscu, może się okazać rewolucyjnym rozwiązaniem — Uśmiechnął się słabo, po czym zerknął w stronę środka transportu kuzynki. — Mam zabrać jakieś walizki, czy zajmiemy się tym później?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞