30.08.2023, 18:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2023, 19:51 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Augustus Rookwood - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Migotliwe światło pojedynczej świecy padało na twarz drobnej kobiety zasiadającej w fotelu; bladej, milczącej i poważnej niczym marmurowa rzeźba. Od czasu do czasu jednak jej dłoń unosiła się ku ustom, kiedy zaciągała się papierosem – wówczas półmrok rozjaśniał jeszcze jeden mały błyszczący punkt pomiędzy jej smukłymi palcami, zaś popielaty dym unoszący się spomiędzy karmazynowych warg nadawał jej nieco bardziej ludzkiego wyglądu.
Przeniosła spojrzenie na puste, idealnie zaścielone małżeńskie łoże. Nie przeszło jej nawet na przez myśl, aby kłaść się do niego samotnie, bez ciepłego ciała męża obok. Od czasu ich ślubu niewiele było nocy, które spędzili osobno. Nie była pewna, czy umiałaby zasnąć bez wsłuchiwania się w jego miarowy oddech.
Czekała.
Rankiem rzucił mimochodem, że nie wróci na kolację; przyjęła tę informację ze spokojem, nierzadko bowiem zajmował się sprawami, o które nawet nie powinna pytać. Przywykła do tego, przywykła do tajemnic, jakie szeptem wymieniała ze sobą rodzina męża, unikała schodów do piwnicy i przestrzegała chłopców przed ich otwieraniem. W ferworze codziennych zajęć (a tych tego dnia było wiele przy trójce wymagających jej uwagi dzieci, goniącymi ją terminami i spotkaniem w siedzibie redakcji „Czarownicy”) nie miała czasu na rozmyślanie nad tym, dokąd udał się Augustus. Kiedy jednak najmłodsze pokolenie Rookwoodów zasnęło wreszcie w swoich pokojach, a ona usiadła przed toaletką, by jak co wieczór rozczesać długie włosy i przed kąpielą zmyć makijaż, naszły ją wątpliwości. Nie miały żadnej konkretnej przyczyny; pojawiały się zawsze, gdy mąż był poza zasięgiem jej wzroku, gdy nie mogła obserwować każdego jego ruchu, gdy nie mogła go kontrolować.
Ze wściekłością odłożyła zdobioną szczotkę do włosów na blat i odeszła od toaletki. Zawiązała mocniej jedwabny pasek mlecznobiałego szlafroka, jakby ten miał wycisnąć z niej całą złość, po czym zasiadła na postawionym w kącie sypialni fotelu – tym, który przed laty przywiozła do posiadłości jako część swojego posagu. W ciszy wieczoru toczyła bój ze scenariuszami, jakie podsuwał jej umysł. Woda w wannie, którą przygotował dla niej skrzat, zdążyła już wystygnąć. Smutne różowe płatki kwiatów unosiły się na jej powierzchni.
Wreszcie usłyszała jakieś poruszenie na dole, a zaraz potem narastające skrzypienie starych schodów. Wiedziała, że to Augustus; rozpoznała go po samym sposobie, w jaki opierał ciężar ciała na czwartym i siódmym stopniu. Zgasiła papierosa, ale nie ruszyła się z miejsca. Była przecież jego żoną, damą, najważniejszą kobietą w jego życiu, a nie jakąś tam byle ladacznicą, żałosną kotką w rui, która płakałaby i ocierałaby się o niego, by zdobyć jego uwagę (a przynajmniej tak o sobie myślała). Chwyciła za najnowszy numer Czarownicy i niby od niechcenia przesunęła wzrokiem po swoim własnym tekście, podziwiając raz jeszcze swoje najnowsze dzieło oraz doskonale dopasowane do felietonu zdjęcia.
W takiej pozycji zastał ją mąż.
— Och, już wróciłeś? — uśmiechnęła się do Augustusa znad lektury, gdy tylko przekroczył próg ich sypialni. — Jak się bawiłeś?
Odłożyła magazyn na stolik, tuż obok popielniczki, z której unosiła się jeszcze pojedyncza smuga dymu, po czym wstała i wolnym krokiem podeszła do mężczyzny. Zarzuciła mu ręce na ramiona.
— Myślałam o tobie, wiesz? — spojrzała mu w oczy.