W tym świecie płacz był domeną słabych, a przynajmniej tak ci za każdym razem wmawiano. Musiałeś nienagannie się prezentować, idealnie uczesać i ubrać odpowiednią kreację. I zawsze, zawsze się uśmiechać. Nigdy nie pozwalać sobie na to, żeby twoje oczy zeszły niżej i badały podłogę, miast sięgać gwiazd. Oto był świat czystej krwi. Rodzina rodzinie nierówna, a nazwisko tylko czasem miało z tym coś wspólnego. Rodzina, nazwisko - zgrupowania tworzyli w końcu ludzie. Nie te literki z drzewa genealogicznego, które według większości linię krwi kreowały. Smutny, okrutny los. Ludzie tak wczytywali się w gazetach, niektórzy tak zazdrościli, a tymczasem ten cały splendor był siarką pokryty. Podpisany cyrografami, których się nawet nie chciało nosić. Czy lepiej miał ten w czepku urodzony? Podziwiany całe życie? To, byś się nie schylał, uczone było uderzeniami linijki w plecy. To, żebyś nie stawiał kulfonów na kartce, wpajano uderzeniami w palce bacikiem. Tak uczyłeś dziecko, bo przecież od razu musiało się poddać. Złamać.
Tak lały się łzy tych, którzy płakać nie mogli.
Głaskał ją. Nie mówił, że wszystko jest w porządku i nie uciszał. Głaskał i trzymał przy sobie - była doskonałą bryłką lodu do tego, żeby się wystudzić w gorące lato, ale teraz gorąco nie było. Było na tyle chłodno od wiatru z morza, że Laurent wręcz palił w kominku mimo tego, że zmarzluchem nie był. Przewidywał, że ogrzanie się będzie bardzo przyjemne po całej sesji. Nawet jeśli Victorii to chyba nie robiło żadnej różnicy. W pomieszczeniu i tak nie mogło być ani za gorąco ani za zimno. Magia robiła do pewnego stopnia swoje. Na pewno za to zimne było jej ciało, ale gorące były jej łzy, które leciały po jej policzkach.
- Twoja rodzina ma wpływy, ale nie jest wszechmocna. Ty również masz przyjaciół, którzy wpływy mają i którzy ci pomogą. Możesz się do tego przygotować, zabezpieczyć. Możesz być wolna, Victorio. I przede wszystkim szczęśliwa. Jesteś odważna, mądra, wierzę, że biuro aurorów również nie znajduje się pod wpływami rodziny Lestrange, żeby twoja matka mogła w to ingerować. - Łatwo mówić, trudniej zrobić. Oczywiście, że tak. Ale to było możliwe, to było w zasięgu jej dłoni. Musiałaby tylko zawalczyć o to, żeby nauczyć się oddychać sama za siebie i przestać pozwalać, by oddychała za nią matka. W chwilach takich jak ta nawet cieszył się, że był takim... brzydkim kaczątkiem swojej rodziny, którego w sumie nikt specjalnie nie chciał, ale jego ojciec był zbyt miękki, żeby oddać go do sierocińca. Jemu nikt ślubów nie ustawiał, dopóki dbał o rodzinny interes i nazwisko nikt mu nawet nie przeszkadzał. Prewettom pasowało to, że się usunął w cień. - On to on. Cokolwiek się w jego życiu działo, w twoim nie będzie tak samo. - Nie znał historii tego człowieka, ale nie był Lestrange. Zresztą na tragediach innych, niestety, ale można się uczyć. Nie dlatego, by już czegoś nie robić - dlatego, by zrobić coś lepiej.