31.08.2023, 01:50 ✶
Patrick posłał Brennie smętne spojrzenie, wsunął ręce w kieszenie bluzy, w których spoczywał drewniany kołek, znak, że wziął radę Florence do serca. Przy jednym z nagrobków latał bąk. Steward ominął go ostrożnie, a potem obrócił się za siebie, by sprawdzić, czy owad nie poleciał za nimi, ale ten zajęty był własnymi sprawami. Było tu swojsko, tak swojsko, że wydawało się prawie niemożliwe, że mogła tu mieszkać wampirzyca. Ale może o to właśnie chodziło?
- A to akurat całkiem prawdopodobne – wymruczał. – Trzy siostry mogłyby narobić więcej szkód niż jedna. A jeśli są podobne, możemy się mylić i istnieje i Dionne, i Dolores i Diana, czy jakkolwiek inaczej byśmy ją nazwali – mimo, że głos miał raczej poważny, coś w jego oczach wskazywało na to, że na chwilę obecną byłby raczej rozbawiony wizją aż trzech krwiożerczych wampirzyc a nie jednej.
Podniósł wzrok na mauzoleum. Omszałe nimfy miały dość frywolne pozy jak na umieszczone w tak smutnym i mającym skłonić do rozmyślań miejscu. Jedna z nich rozlewała wodę w jakimś tańcu. Druga trzymała w rękach włócznię. Gdyby nie kuse sukienki i wianki we włosach, można by je było uznać za strażniczki.
- W takim razie to idealne miejsce na kryjówkę – poprawił się.
Widział już Brennę zamieniającą się w wilka. I to nie raz. A jednak, za każdym razem przemiana wywierała na nim spore wrażenie. Przystanął, po prostu obserwując jak wilczyca obwąchiwała teren wokół mauzoleum.
Tymczasem nos Brenny szybko wyczuł więcej niż zapach wody kolońskiej Stewarda (i to raczej użytej rano, machinalnie po goleniu, niż żeby ładnie pachnieć na spotkaniu z wampirzycą) lub rozkładającego się wróbla. W powietrzu unosił się dużo cięższy, bardziej egzotyczny zapach drzewa sandałowego pomieszanego z ciepłymi nutami wanilii, bursztynu i cierpkiej, kwaskowatej pomarańczy. Woń była mocna, ciągnęła Brennę w stronę głównego wejścia do mauzoleum.
Innego wejścia do środka nie było.
Patrick powoli ruszył za nią. On nie wyczuwał tego zapachu, ale zakładał – po zachowaniu wilczycy, że ta podjęła jakiś trop. Przystanął przed samymi drzwiami. Wyglądały na ciężkie, mosiężne, zdobione metalowymi intarsjami przedstawiającymi świece i wieńce, ale brakowało w nich kłódki.
Być może nie było w tym niczego dziwnego, bo mauzoleum, jak i cały cmentarz, było raczej stare. Ale jednocześnie Steward nie mógł się oprzeć nieprzyjemnej myśli, że to się tak wygodnie składało dla kogoś, kto chciałby się skryć w środku. Zapomniany cmentarz w zapomnianej wiosce a w nim zapomniane mauzoleum.
- Wiesz, Brenno… - zaczął cicho, nie odwracając się w stronę wilczycy. – Tak sobie myślę, że jeśli tylko uda nam się doprowadzić tę sprawę do końca, trzeba będzie odesłać Wolfganga do limbo. Jego zadanie zostanie ukończone, nie ma najmniejszego sensu, by dalej tu pozostawał – z jakiegoś powodu, Patrick uznał, że duch się z nimi zgodzi, że sprawa zamordowanej siostry była jedyną, która trzymała go tutaj.
Obejrzał się za siebie. Popatrzył w stronę wioski, ale nie dostrzegł tam żywego człowieka. Najbliżej ich pasły się dwie krowy, ale i one pozostawały oddalone o dobry kilometr. Chyba mogli wchodzić do środka.
- A to akurat całkiem prawdopodobne – wymruczał. – Trzy siostry mogłyby narobić więcej szkód niż jedna. A jeśli są podobne, możemy się mylić i istnieje i Dionne, i Dolores i Diana, czy jakkolwiek inaczej byśmy ją nazwali – mimo, że głos miał raczej poważny, coś w jego oczach wskazywało na to, że na chwilę obecną byłby raczej rozbawiony wizją aż trzech krwiożerczych wampirzyc a nie jednej.
Podniósł wzrok na mauzoleum. Omszałe nimfy miały dość frywolne pozy jak na umieszczone w tak smutnym i mającym skłonić do rozmyślań miejscu. Jedna z nich rozlewała wodę w jakimś tańcu. Druga trzymała w rękach włócznię. Gdyby nie kuse sukienki i wianki we włosach, można by je było uznać za strażniczki.
- W takim razie to idealne miejsce na kryjówkę – poprawił się.
Widział już Brennę zamieniającą się w wilka. I to nie raz. A jednak, za każdym razem przemiana wywierała na nim spore wrażenie. Przystanął, po prostu obserwując jak wilczyca obwąchiwała teren wokół mauzoleum.
Tymczasem nos Brenny szybko wyczuł więcej niż zapach wody kolońskiej Stewarda (i to raczej użytej rano, machinalnie po goleniu, niż żeby ładnie pachnieć na spotkaniu z wampirzycą) lub rozkładającego się wróbla. W powietrzu unosił się dużo cięższy, bardziej egzotyczny zapach drzewa sandałowego pomieszanego z ciepłymi nutami wanilii, bursztynu i cierpkiej, kwaskowatej pomarańczy. Woń była mocna, ciągnęła Brennę w stronę głównego wejścia do mauzoleum.
Innego wejścia do środka nie było.
Patrick powoli ruszył za nią. On nie wyczuwał tego zapachu, ale zakładał – po zachowaniu wilczycy, że ta podjęła jakiś trop. Przystanął przed samymi drzwiami. Wyglądały na ciężkie, mosiężne, zdobione metalowymi intarsjami przedstawiającymi świece i wieńce, ale brakowało w nich kłódki.
Być może nie było w tym niczego dziwnego, bo mauzoleum, jak i cały cmentarz, było raczej stare. Ale jednocześnie Steward nie mógł się oprzeć nieprzyjemnej myśli, że to się tak wygodnie składało dla kogoś, kto chciałby się skryć w środku. Zapomniany cmentarz w zapomnianej wiosce a w nim zapomniane mauzoleum.
- Wiesz, Brenno… - zaczął cicho, nie odwracając się w stronę wilczycy. – Tak sobie myślę, że jeśli tylko uda nam się doprowadzić tę sprawę do końca, trzeba będzie odesłać Wolfganga do limbo. Jego zadanie zostanie ukończone, nie ma najmniejszego sensu, by dalej tu pozostawał – z jakiegoś powodu, Patrick uznał, że duch się z nimi zgodzi, że sprawa zamordowanej siostry była jedyną, która trzymała go tutaj.
Obejrzał się za siebie. Popatrzył w stronę wioski, ale nie dostrzegł tam żywego człowieka. Najbliżej ich pasły się dwie krowy, ale i one pozostawały oddalone o dobry kilometr. Chyba mogli wchodzić do środka.