— To prawda — potwierdził, jakby to było potrzebne. Nie rozumiał swoich braków w pamięci. Nigdy nie miał z tym problemu, wręcz przeciwnie. Zawsze potrafił przypomnieć sobie co robił przez ostatni tydzień lub o czym była każda książka, jaką kiedykolwiek przeczytał. — Przyczyny poważnej utraty pamięci mogą być następujące: uraz głowy lub zaklęcie. Gdy się obudziłem, leżałem na meblu przypominającym stół. Możliwe więc, że ów staruszek był medykiem... Więc może chciał mi tylko pomóc? Tylko czemu nie przetransportował mnie do Munga i dlaczego... — urwał z lekkim zmieszaniem, gdyż nie chciał poruszać tematu swojej nagości przy dziewczynie. Momentalnie też przypomniał sobie, że owinięty jest tylko płaszczem. Chciał przez to puścić ramię dziewczyny, ale perspektywa znalezienia się znów na podłodze nie była radosna.
— Każdy? — Ururu przewinął w głowie wspomnienia wszystkich momentów, podczas których był wyśmiewany w szkole, gdy się potknął, gdy ktoś mu zrzucił książki z biurka, sprzątnął mu jedzenie sprzed nosa... — Nie, zdecydowanie nie każdy.
— Tak, na pewno 1910 rok. Moja numerologia to 22, więc nawet jak zapomnę jakąś liczbę, to mogę to szybko odtworzyć, poza tym jestem pewny, że mam 20 lat...
Jakiekolwiek emocje spłynęły z jego twarzy, gdy słuchał dalszych wyjaśnień dziewczyny. Nie miał zamiaru spytać, czy i ona jest pewna swoich słów. Wyglądała na rozumnego człowieka. Jeśli rok jest 1971, to oznacza to... Ururu spojrzał na swoją dłoń. Wygląda tak, jak ją pamiętał. Przejechał nią po twarzy. Poza kępkami zarostu nie wyczuł niczego nowego, żadnej zmarszczki czy innej zmiany skórnej. Koloru włosów nie musiał sprawdzać z kwestii oczywistych.
Trybiki powoli odżywające, na powrót zamarły. Szok był nie do przetrawienia przez żadne formy rozsądku. By ratować jaźń, umysł postanowił chwycić się jedynego słusznego (czyli pozytywnego dla jednostki) wytłumaczenia zaistniałej sytuacji.
— Czyli przeniosłem się do przyszłości. Udało mi się! — Twarz Ururu rozjaśnił obłąkany uśmiech. — Ubytki pamięci mogą być skutkiem ubocznym, możliwe też, że zemdlałem po przeniesieniu się i ów staruszek może nawet nie nie widział, po prostu pojawiłem się w jego mieszkaniu... Moje ciało wciąż dostosowuje się do warunków obecnej czasoprzestrzeni... Niesamowite! Musi mnie panienka koniecznie zabrać mnie do biblioteki! Mam tyle czasopism do nadrobienia... Do mugolskiej biblioteki, rzecz jasna. Chociaż nie, bliżej będzie do magicznej. A może... Oh, a może w końcu urwaliśmy się z tego śmiesznego podziału? Proszę, niech panienka powie, że kodeks tajności jest już artefaktem przeszłości.
Tak, był obłąkany. Czy rzeczywiście kiedykolwiek chciał podróżować w czasie? Tak, myślał o tym. Czy udało mu się zbudować jakikolwiek prototyp narzędzia do takich podróży? Absolutnie nie. Ale mózg starał się jakoś wybrnąć z tej sytuacji.