Dopiero w ostatnich miesiącach został przymuszony do emocjonalnego ekshibicjonizmu, bo przed tegorocznym Beltane potrafił sobie ze wszystkim poradzić. Na swój sposób, zamiatając to wszystko pod dywan czy chowając to do szafy, nierzadko pod przeznaczonych dla innych ludzi stertą kłamstw, jeśli tego wymagała sytuacja. Szczerości podczas naprawdę poważnych rozmów nie dało się w żaden sposób wyuczyć. Znacznie łatwiej przychodziło mu bycie bezpośrednim, wręcz grubiańskim, kiedy postanawiał kogoś zmieszać z błotem. To mu wychodziło nad wyraz dobrze. Gdyby w chwili, w której Loretta oddawała mu swój wianek, był w stanie przewidzieć to, jak to wszystko się potoczy to nie zamierzałby go przyjąć. Gdyby miał tę świadomość, jak bardzo to eskaluje to dużo wcześniej poszukałby pomocy u specjalisty zamiast próbować uporać się z tym na własną rękę.
Ogrom zmian, jakie zaszły w nim samym w tak krótkim czasie, zdawał się przytłaczać w pierwszej kolejności jego samego. Otwarcie się na nowe perspektywy nie sprawiało, że od razu stanie się lepszym człowiekiem, że wyzbędzie się wszystkich najgorszych przyzwyczajeń i stanie się pozbawionym wad ideałem. Wiedział dobrze, co zostało z nim i co odeszło bezpowrotnie. Podejmując tę rozmowę, chciał oczyścić atmosferę. Do powiedzenia zostało trochę ważnych rzeczy. Pierwsze podejście, którego się podjął, najwyraźniej spaliło na panewce.
— W mojej głowie brzmiało to lepiej. — Przyznał z zażenowaniem i ciężkim westchnięciem. Powinien był sobie to napisać na pergaminie, przeczytać kilka razy i w ten sposób dojść do wniosku, że nie powinien tego powiedzieć. Uśmiechnął się przelotnie; z dołeczkami w policzkach. Pozostawał świadom tego, jak długo trwała ich znajomość i jak bardzo się od siebie różnili. Powinien ucieszyć się z tego, że jest lubiany, jednak nie do końca tak było. Coś wisiało w powietrzu i chociaż morze wydawało się spokojne, to wszystko wskazywało na zbliżający się sztorm. Posiadane przez niego niedobre przeczucia zwiastowały nagłe serc ukłucia.
— Chcesz coś jeszcze dodać? — Skwitował po tym jak usłyszał słowa swojego towarzysza. To, z czego doskonale zdawał sobie sprawę, w tym przypadku z opanowanego do perfekcji bycia chamem (czego echo wybrzmiało w tym pytaniu), to jedno. Drugie to usłyszenie tego od kogoś. Tak został ukształtowany. W świecie showbiznesu sława i pieniądze nie chodzą pod rękę z przyjaźnią. Okazywanie słabości było niebezpieczne. Ten delikatny, ciepły uśmiech zniknął z jego twarzy, ustępując miejsca krótkiemu grymasowi niezadowolenia. Pomimo prawdziwości tych słów, w drodze wyjątku nie spłynęły one po nim jak woda po kaczce. Przyniosły ze sobą napięcie, widoczne w jego sylwetce. W tym momencie również oparł się przedramieniem o barierkę, odwracając na moment wzrok w stronę morza.
— To, że nie możemy tego dłużej ciągnąć. — Pierwsza próba podjęcia tego tematu nie poszła po jego myśli przez to, gdyż w swoim odczuciu nie został zrozumiany. Podczas drugiej próby starał się przekazać temu mężczyźnie swoją decyzję w zgoła odmienny sposób. Nie zamierzał się dwa razy powtarzać, bo nic by to nie zmieniło. To, co musiało zostać przemilczane to wrażenie, że zaczynało mu zależeć, że kogoś naprawdę polubił na przekór wszystkim swoim zasadom albo, co bardziej prawdopodobne, że po prostu zdał sobie z tego sprawę w trudnym dla siebie czasie. Oczywiście, popełniał błąd, poddając się temu.