Ostatnie dni z przełomu maja i czerwca wydawały się straszliwie monotonne, a jednocześnie dziwnie napięte. Ludzie w pracy chyba mieli głowy za wysoko w chmurach, myśląc tylko o urlopie, przez co większość rzeczy trzeba było zrobić po dwa razy. Sam Kayden nie potrafił się skupić na archiwizacji i to poniekąd dlatego wziął dość długi urlop wypoczynkowy, żeby nabrać nieco świeżej energii. Propozycja Laurenta była jak zesłana z nieba, szczególnie że jakoś ostatnio ciągnęło go do morza... wody... Uspokajał się przy tym słodkim szumie fal i gasił nawałnicę myśli, a tego miał ostatnio dość sporo. Zalewały go jak topione srebro i nie bardzo wiedział, gdzie przed tym uciekać.
Nie żałował. Niepokoiło go to delikatnie, ale nie czuł wcale pragnienia, żeby cofnąć czas i zmienić bieg wydarzeń. Tor, którym popłynęła ta dziwna znajomość. Dlatego też i na wszelakie spotkania zgadzał się z chęcią i nie mówię tu tylko o spotkaniach z Laurentem. Można powiedzieć, że po prostu na dłuższą chwilę udało mu się odżyć i jeszcze kolory się go trzymały... a właściwie to Kayden próbował je uparcie utrzymywać, starając się jakoś bardziej uczestniczyć we własnym życiu. To też go już zaczynało męczyć. Miał nadzieję, że wakacje mu to nieco ułatwią.
Pojawił się więc w umówionym miejscu i o umówionej godzinie ze swoim skrzatem, który zajął się jego bagażami i miał dopilnować, żeby trafiły tam, gdzie trafić miały. Wcale nie było ich dużo, wystarczająco na parę dni relaksu. Od razu przy pojawieniu się w Marsylii, odczuł to wspaniałe, świeże powietrze, które tak bardzo różniło się od tego, do którego przywykł na co dzień. Płuca stały się lekkie jak piórko, oddychanie było łatwiejsze, a morska bryza działała jak chłodny okład na gorączkę. Kayden odszedł kawałek od miejsca, w którym przeniósł go świstoklik i dał sobie kilka sekund wytchnienia. Chłodne powietrze targało jego jedwabną koszulą o barwie morskiej piany, a ciemne włosy żyły właśnie własnym życiem, pełnym morskich zapachów i wiejącego wiatru.
Wyjął ręce z czarnych spodni i zaczął podwijać mankiety ze srebrnymi guzikami, rozglądając się za jakąkolwiek znajomą sylwetką, głosem, czy ładną buźką. Jedna przyciągnęła jego uwagę, więc zaczął podążać właśnie w jej kierunku, skacząc oczami po statku i porcie z niemałą ciekawością. Nie pamiętał, czy kiedyś uczestniczył w jakimś rejsie na statku. Płynął żaglówką i to parę razy, ale chyba nie skorzystał nigdy z okazji płynięcia statkiem, choć pewnie nadarzyła się nie raz i nie dwa.
Trudno nazwać uśmiechem to, co pojawiło się na jego twarzy, bo kąciki ust wcale się nie uniosły. Za to od razu było widać ten łagodniejszy wyraz, który rozjaśnił mu oczy, wpatrzone w Laurenta. - Witam obieżyświata. - Przywitał się spokojnym tonem i choć ubiór Laurent miał jak zwykle czarujący, to Kaydena jakoś bardziej ciągnęło do jego twarzy, a mówiąc ściślej — oczu. Miały większą wartość od ozdób. - Jak zdrowie? - Dodał, bo pamiętał dobrze treści listów i skłamałby, mówiąc, że się nad nimi nie zastanawiał. Był ciekawy, a jakże! Nie byłby sobą, gdyby go nie dręczyła ta mała zaraza, ale jednak wygrał takt i szacunek, więc jedynie życzliwość wypłynęła z jego ust. Życzliwość, nie troska, bo ten pączek róży jeszcze nie wykwitł. - Widzę dużo twarzy, ale raczej niewiele znajomych... Płyniemy z kimś ważnym? - Dopytał, lekko unosząc brwi, zastanawiając się, czy Laurent zna dobrze śmietankę, która zawitała na porcie w Marsylii.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)