07.11.2022, 12:22 ✶
- Jestem pewna, że twój maniakalny śmiech też robiłby wrażenie – zapewniła Erika. – Ale musiałbyś ukrywać twarz, jak znieśliby to twoi liczni fani?
Jeśli szło o oskarżenia ich rodziny o defraudację, to Brenna była świadoma, że mogą paść w dowolnym momencie. Ba, to się już zdarzało. Dlatego obsesyjnie wręcz pilnowała papierów. O ile w pracy nienawidziła biurokracji, o tyle choćby przygotowując bal dbała o każdy, najmniejszy nawet świstek. Absolutnie do każdego przekazanego fantu czy darowizny powstawały trzy kopie dokumentów, jedna dla darczyńcy, jedna dla niej, a trzecia do rodzinnych archiwów. Wszystkie fanty starannie katalogowano, szacowano cenę wywoławczą, na koniec licytacji podsumowano, ile galeonów zebrano, a potem Brenna przekazywała wszystko co do knura – dbając o to, aby na konto trafiła też albo suma od ich rodziny, albo na licytację przekazane przedmioty.
I oczywiście, znów dbała o papiery oraz podpisy na tychże papierach. Kopie zaś były niemalże jej religią. Dodatkowo, umieszczała na oryginałach sporządzanych w dwóch egzemplarzach – dla fundacji i dla nich – pieczęć, tak na wszelki wypadek. Trzymała też pieczołowicie rachunki z tego, ile dokładnie kosztowała organizacja wydarzenia.
Nawet jeżeli ktoś by coś im zarzucił albo sfałszował, Brenna mogła tę osobę utopić pod powodzią papierów, wskazujących na to, że nie tylko na tym nie zarobili, ale jeszcze dopłacili.
- Gdy miałam sześć lat, zabrałeś mi kartę z czekoladowej żaby, bo był na niej zawodnik, którego lubiłeś, a ja nie wiedziałam, kto to jest – oświadczyła ze zmrużonymi oczyma, kiedy powiedział o tych twardych dowodach o tym, że zrobił coś złego. O tak, ona pamiętała wszystko! Miała dowody na to, że Erik wcale nie był tak krystalicznie dobrym czarodziejem, jak chcieliby wierzyć niektórzy! – Uważaj sobie, braciszku, bo ujawnię to światu i zniszczę twoją reputację… Poza tym wcale nie planuję karier naszym najbliższym przyjaciołom. Ja je tylko dzielnie wspieram. To dla ciebie ułożyłam plan piętnastoletni – dodała i nie mogła już powstrzymać uśmiechu, cisnącego się na usta.
Nie zdążyła już odpowiedzieć na jego słowa o remontach i estetycznej przestrzeni – że to się świetnie, ale to świetnie składa, bo ona powoli nosi się z zamiarem kupienia w Dolinie jakiejś chaty, na bezpieczną kryjówkę Zakonu. Oto bowiem pojawiła się Mavelle.
Brenna uściskała ją serdecznie, pozwalając się przyciągnąć, a potem odsunęła nieco, pozwalając Erikowi unieść kuzynkę. No musiał, oczywiście, że musiał! A ona nic nie mogła poradzić na to, że znów uśmiechnęła się mimowolnie.
– To też twój dom – oświadczyła Brenna tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Widzisz? Erik już nie może bez nasz żyć. Trzyosobowe biurko brzmi doskonale. Można też wymienić nam partnerów, żebyśmy chodzili na wszystkie akcje we trójkę. Szybko przyjmiemy cały Londyn, zobaczycie… Przygotowałam ci pokój, a w kuchni czeka makaron z serem.
Jeśli szło o oskarżenia ich rodziny o defraudację, to Brenna była świadoma, że mogą paść w dowolnym momencie. Ba, to się już zdarzało. Dlatego obsesyjnie wręcz pilnowała papierów. O ile w pracy nienawidziła biurokracji, o tyle choćby przygotowując bal dbała o każdy, najmniejszy nawet świstek. Absolutnie do każdego przekazanego fantu czy darowizny powstawały trzy kopie dokumentów, jedna dla darczyńcy, jedna dla niej, a trzecia do rodzinnych archiwów. Wszystkie fanty starannie katalogowano, szacowano cenę wywoławczą, na koniec licytacji podsumowano, ile galeonów zebrano, a potem Brenna przekazywała wszystko co do knura – dbając o to, aby na konto trafiła też albo suma od ich rodziny, albo na licytację przekazane przedmioty.
I oczywiście, znów dbała o papiery oraz podpisy na tychże papierach. Kopie zaś były niemalże jej religią. Dodatkowo, umieszczała na oryginałach sporządzanych w dwóch egzemplarzach – dla fundacji i dla nich – pieczęć, tak na wszelki wypadek. Trzymała też pieczołowicie rachunki z tego, ile dokładnie kosztowała organizacja wydarzenia.
Nawet jeżeli ktoś by coś im zarzucił albo sfałszował, Brenna mogła tę osobę utopić pod powodzią papierów, wskazujących na to, że nie tylko na tym nie zarobili, ale jeszcze dopłacili.
- Gdy miałam sześć lat, zabrałeś mi kartę z czekoladowej żaby, bo był na niej zawodnik, którego lubiłeś, a ja nie wiedziałam, kto to jest – oświadczyła ze zmrużonymi oczyma, kiedy powiedział o tych twardych dowodach o tym, że zrobił coś złego. O tak, ona pamiętała wszystko! Miała dowody na to, że Erik wcale nie był tak krystalicznie dobrym czarodziejem, jak chcieliby wierzyć niektórzy! – Uważaj sobie, braciszku, bo ujawnię to światu i zniszczę twoją reputację… Poza tym wcale nie planuję karier naszym najbliższym przyjaciołom. Ja je tylko dzielnie wspieram. To dla ciebie ułożyłam plan piętnastoletni – dodała i nie mogła już powstrzymać uśmiechu, cisnącego się na usta.
Nie zdążyła już odpowiedzieć na jego słowa o remontach i estetycznej przestrzeni – że to się świetnie, ale to świetnie składa, bo ona powoli nosi się z zamiarem kupienia w Dolinie jakiejś chaty, na bezpieczną kryjówkę Zakonu. Oto bowiem pojawiła się Mavelle.
Brenna uściskała ją serdecznie, pozwalając się przyciągnąć, a potem odsunęła nieco, pozwalając Erikowi unieść kuzynkę. No musiał, oczywiście, że musiał! A ona nic nie mogła poradzić na to, że znów uśmiechnęła się mimowolnie.
– To też twój dom – oświadczyła Brenna tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Widzisz? Erik już nie może bez nasz żyć. Trzyosobowe biurko brzmi doskonale. Można też wymienić nam partnerów, żebyśmy chodzili na wszystkie akcje we trójkę. Szybko przyjmiemy cały Londyn, zobaczycie… Przygotowałam ci pokój, a w kuchni czeka makaron z serem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.