W takim więc razie można by rzec, że małymi kroczkami spełniasz właśnie marzenia... - Zamruczał i w końcu uśmiechnął się lekko. Nie mógł przecież wiedzieć, że takie podróże były u Laurenta tylko okazyjne, choć mógł się tego właściwie domyślić. Cóż, teraz już wiedział i ciekawy był, czy zwiedzanie świata faktycznie było jednym z jego pragnień, czy tylko tak to rzucił na wiatr. Zastanawiał się też, cóż taka lukrecjowa dusza mogła widzieć w podróżach, żeby nazwać je swoim niepoprawnym marzeniem. Relaks? Odcięcie się od obowiązków? Czy może przemawiała przez niego fascynacja światem i pięknymi widokami? Tym, co nieznane. Mówiąc prościej; czy kryło się tu coś głębszego, jak ocean, czy jednak marzenie było płytkie jak tafla strumienia... - Rozumiem, że prowadzenie New Forest skutecznie utrudnia spełnianie niepoprawnych marzeń? - To była właściwie jego pierwsza myśl. Zajmowanie się rezerwatem zapewne pochłaniało nie tylko czas, ale i energię. Nie dziwił się więc, że ciężko było organizować częste wypady w piękne rejony reszty świata. Mogło to sprawić, że Kayden zastanowiłby się jeszcze raz nad swoją ambicją przejęcia rodzinnego biznesu, ale wiedział też, że nawet na obecnym stanowisku niewiele podróżował dla własnej uciechy. W końcu praca w plenerze to nie to samo co odpoczynek poza domem. Niewiele by się więc tutaj zmieniło.
Kay obrzucił go krótkim, badawczym spojrzeniem, ale skoro jak na razie nie zauważył niczego, co przyciągnęłoby jego uwagę na dłużej, wyraz twarzy był wciąż dość neutralny, podsycany lekkim zainteresowaniem jego słowami. - Cóż... w takim razie cieszę się, że jednak żyjesz. - Skwitował ciepłym tonem i nie miał zamiaru naciskać. Wcale nie czuł, żeby Laurenty był mu coś winien, ale skoro czuł taką potrzebę, to brunet nie miał zamiaru mu jej odbierać. Meritum sprawy leżało bowiem w tym, że się w końcu spotkali i tyle Kaydenowi wystarczyło. - Nie jestem pewien, czy w nawigacji możesz mi ufać. Nie znam tego miasta zbyt dobrze, choć pewnie niektóre uliczki wydadzą się znajome... - Powiedział spokojnie, rzucając okiem na wskazane przez blondyna miasto. - Jestem jednak mistrzem w gubieniu się i odnajdowaniu drogi przypadkiem, więc chociaż tutaj mam przewagę. - Powiedział, na wpół żartem, na wpół serio. Ile to razy już błądził na terenach wykopalisk, żeby później wrócić do punktu startu całkiem inną ścieżką z wyrazem łagodnego zaskoczenia i swobodnej akceptacji. "Oh, so it leads to here..." Trochę to zajeżdżało lekkoduchem i nieco gryzło się z jego charakterem, ale nie wszystko w życiu musiało grać jak w zegarku. Szczególnie to, co dopiero poznawał. - Wydaje mi się, że na zwiedzanie okrętu będzie jeszcze czas... a miasteczko jest o wiele większe i chyba bardziej interesujące? - Uniósł brew z delikatnym uśmiechem. - No, chyba że jesteś pasjonatem żeglugi... - Wiedział, że Laurent chciał być jedynie uprzejmy, natomiast Kayden wpadł w nastrój do droczenia się. Jak czarny kocur z nagłym kaprysem. Nie wiedział dlaczego, ale w zasadzie to się nad tym nie zastanawiał, choć wina leżała zapewne w tej lekkiej i ekscytującej atmosferze, która płynęła wraz z morską bryzą.
Rozumiem, że pytasz o definicję czysto subiektywną? Hmm... tak, artyści zapewne znaleźliby się na liście, ale chyba źle sformowałem pytanie... - Kayden miał tendencję do pomijania rzeczy, które dla niego były czysto oczywiste. Jak na przykład przedstawianie się na dzień dobry. - Zapytam więc inaczej... Czy czekamy jeszcze na kogoś? - Zapytał wprost dość subtelnym, niewinnym głosem. Innymi słowy... Mam cię dziś tylko dla siebie?
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)