31.08.2023, 15:46 ✶
- Och, znam takie zaklęcia. Z tych lin często korzystałam. Wykrywające… do tej pory nie wynaleziono złośliwie takiego, które mogłoby sprawdzić cały wielki las – zapowiedziała Brenna. – Nie, to tak nie działa. Idę i nagle jestem na pułapce. Jest tylko jeden sposób, żebyś był bezpieczny, trzymaj odległość minimum dwa metry ode mnie – poradziła, dość żartobliwie. Rozmowa może nie była stosowna do okoliczności, ale póki wokół nie leżały trupy, Brenna zachowywała pogodę ducha nawet w sytuacjach, które mogłoby się wydawać skłaniają do powagi. Trochę leżało to w jej charakterze, trochę wynikało z podejścia do życia i ludzi, a trochę – od jakichś dwóch lat – stanowiło swego rodzaju tarczę i maskę zarazem, tak mocno przylegającą, że stała się częścią samej Brenny.
- Nieee, musiałbyś umówić się z królikiem. Nawet ja nie zjadłabym sałaty tak łapczywie, jestem więc pewna, że ciężko znaleźć kogoś, kto zje ją prędzej – zapewniła jeszcze.
*
Nie znała się na artefaktach, nie miała pojęcia, czy mają w zwyczaju dudnić w ziemię ani czy mogą wywoływać halucynacje dźwiękowe. „Halucynacje” brzmiały jednak prawdopodobnie o tyle, że przecież właśnie dlatego ją tutaj przysłano. Ponieważ miał tu być jakiś przedziwny, magiczny przedmiot, wywołujący u pracowników halucynacje. Tyle że…
- Wtedy słyszelibyśmy oboje to samo? – spytała podejrzliwie. – Może lepiej poczekajmy na resztę twojej ekipy…? Albo na powrót Michaela? Może uda się coś ustalić w Ministerstwie – zasugerowała. Zazwyczaj była więcej niż chętna do pchania się na przód, ale tym razem obawiała się, że pchając się na przód, może skończyć się to tak, że ona i Kayden tutaj zginą. Było to może bardzo niegryfońskie podejście, ale gdzieś w jej głowie odezwał się głosik – może po babce, która Gryfonką nie była – powtarzający cicho „poczekaj, zostań, pomyśl”. Były to myśli dziwne jak na Gryfonkę, ale wciąż w umyśle Brenny czasem się pojawiające.
Dlatego, kiedy Delecour zaczął usuwać głazy, a potem zbliżył się do dziwacznej płyty, złapała go za rękaw.
– O nie, nie podchodzisz do niej bliżej. Jestem pewna, że jak tylko podejdziesz bliżej, okaże się, że jest przeklęta. Albo że pod spodem jest dół, i to jeszcze wypełniony piraniami, takimi magicznymi i dlatego wytrwały tyle lat pod kurhanem w Irlandii. Albo coś równie absurdalnego – oświadczyła stanowczo, gotowa przytrzymać go w miejscu choćby przemocą. – Chcę mieć tu klątwołamacza. I Hensingtona. Znajdę go, choćbym miała wygrzebać gościa spod zie…
W tym momencie ziemia w pobliżu ich stóp zaczęła się obsypywać…
- Nieee, musiałbyś umówić się z królikiem. Nawet ja nie zjadłabym sałaty tak łapczywie, jestem więc pewna, że ciężko znaleźć kogoś, kto zje ją prędzej – zapewniła jeszcze.
*
Nie znała się na artefaktach, nie miała pojęcia, czy mają w zwyczaju dudnić w ziemię ani czy mogą wywoływać halucynacje dźwiękowe. „Halucynacje” brzmiały jednak prawdopodobnie o tyle, że przecież właśnie dlatego ją tutaj przysłano. Ponieważ miał tu być jakiś przedziwny, magiczny przedmiot, wywołujący u pracowników halucynacje. Tyle że…
- Wtedy słyszelibyśmy oboje to samo? – spytała podejrzliwie. – Może lepiej poczekajmy na resztę twojej ekipy…? Albo na powrót Michaela? Może uda się coś ustalić w Ministerstwie – zasugerowała. Zazwyczaj była więcej niż chętna do pchania się na przód, ale tym razem obawiała się, że pchając się na przód, może skończyć się to tak, że ona i Kayden tutaj zginą. Było to może bardzo niegryfońskie podejście, ale gdzieś w jej głowie odezwał się głosik – może po babce, która Gryfonką nie była – powtarzający cicho „poczekaj, zostań, pomyśl”. Były to myśli dziwne jak na Gryfonkę, ale wciąż w umyśle Brenny czasem się pojawiające.
Dlatego, kiedy Delecour zaczął usuwać głazy, a potem zbliżył się do dziwacznej płyty, złapała go za rękaw.
– O nie, nie podchodzisz do niej bliżej. Jestem pewna, że jak tylko podejdziesz bliżej, okaże się, że jest przeklęta. Albo że pod spodem jest dół, i to jeszcze wypełniony piraniami, takimi magicznymi i dlatego wytrwały tyle lat pod kurhanem w Irlandii. Albo coś równie absurdalnego – oświadczyła stanowczo, gotowa przytrzymać go w miejscu choćby przemocą. – Chcę mieć tu klątwołamacza. I Hensingtona. Znajdę go, choćbym miała wygrzebać gościa spod zie…
W tym momencie ziemia w pobliżu ich stóp zaczęła się obsypywać…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.