Elaine, gdy się czymś zaczęła mocno cieszyć zapominała o świecie, zapominała o kulturze, o tym, aby za wiele nie mówić. Z jej ust wydostawał się potok słów, a oczy zmieniały się w lazurowe ogniki szczęścia. Teraz poznała ducha, którego nigdy nie widziała, a chciała zawsze poznać. Ciekawił ją świat zmarłych, ale nie potrafiła czytać, więc nie wiedziała jak zdobyć takie informacje, jak się nauczyć, aby zaspokoić wiedzę. Nauka pisania i czytania była kolejną rzeczą z jej listy marzeń, której chciała się nauczyć.
Gdy duch opowiadał zaczęła przestępować z nogi na nogę, aby mu przypadkiem nie przerwać. Jej uwaga była totalnie skupiona na istocie, którą spotkała pierwszy raz w życiu i nie chciała go urazić. Brzmiał jak prawdziwy człowiek, więc pewnie nie lubił jak mu przerywano. Nikt nie lubił, gdy ktoś przerywał innej osobie w mówieniu, więc rudowłosa dziewczyna dzielnie stała na swoich niespokojnych nogach i słuchała. Gdy poczuła chłód przebijając mu brzuch ręką poczuła dreszczyk czegoś nieprzyjemnego. Nie potrafiła objąć tego swoim umysłem.
– Nigdzie się nie uczyłam – wyszczerzyła ząbki uradowana – nigdy nie poszłam do szkoły, ale potrafię gotować i potrafię zrobić o tak – odwróciła się do nich tyłem, zrobiła szpagat na trawie, odchyliła się w tył dotykając jednej z nóg głową i popatrzyła na nich. Dopiero potem dostrzegła Laurenta, który czaił się za duchem. Rozszerzyła oczy w zaskoczeniu i podniosła się z gracją z ziemi. – To ty! – krzyknęła obserwując go uważnie, a potem minęła ducha i spojrzała mu w twarz. – Jesteś cały! – dotknęła jego ramienia, aby upewnić się, że nie jest duchem. W końcu cmentarz było nietypowym miejscem na spotkanie żywej osoby.
Gdy duch powiedział, że nigdzie nie idzie zwróciła swoją uwagę na niego – ponownie.
– W cyrku nie mamy duchów, a taki, który mówi po włosku to już byłby wielki hit! – spróbowała go przekonać.