Spiął się na dźwięk słów Brenny. Co też ona szykowała, że ot tak rzucała tak poważnymi groźbami? Spojrzał na nią spode łba, starając się wyczytać cokolwiek z jej miny. Fotoreporterzy już kręcili się w okolicy, więc raczej nie chodziło o to. Może chciała przeprowadzić jakąś niezapowiedzianą galę i zamierzała go zmusić do improwizacji na środku sceny? Albo śpiewać. Na Merlina, ona na pewno każe mi się śpiewać, przeraził się młody Longbottom, zamykając się nieco w sobie. Zamiast wymyślać coraz to bardziej kreatywne sposoby na zabawienie gości podczas krótkiej wymiany zmian, ograniczył się do prostych wymian uprzejmości, stosując się do podstawowych zasad etykiety. Kto wie, jeśli będzie się dobrze zachowywał, to może siostra zrezygnuje ze swoich przerażających planów.
Reszta oficjalnych powitań przeminęła bez większych problemów, toteż rodzeństwo mogło przejść do kolejnego segmentu tego wiekopomnego wydarzenia, które mieli okazję organizować. Plan był stosunkowo prosty, Brenna jako jedna z głównych organizatorek aukcji charytatywnej miała za zadanie wygłosić krótką mowę powitaną, a następnie Erik miał płynnie przejść do toastu, który z kolei miał wprowadzić wszystkich w odpowiedni nastrój. Wprawdzie sam zainteresowany miał pewne wątpliwości co do tego, jak jego słowa przy kieliszku szampana mogły jeszcze bardziej zachęcić gości do partycypowania w licytacji, jednak nie chciał się już spierać. I tak było za późno na zmianę szczegółów.
Po dotarciu na scenę stanął w stosowanej odległości od młodszej siostry, chcąc pozwolić jej w spokoju się wypowiedzieć, bez górującego nad nią erikowego cienia. Do twarzy miał przyklejony stateczny, wyważony uśmiech. Niezbyt szeroki, co by nie wzbudzić podejrzeń, że objawia się u niego wymuszona ekscytacja, ale i nie za mały, aby nie można go było posądzić o znudzenie. Wodził wzrokiem po kolejnych gościach, w tym i tych spóźnialskich, którzy postanowili się modnie spóźnić. Ach, ta elita. Spojrzenie detektywa spoczęła na dłuższą chwilę na Cedricu, gdy zauważył u niego dosyć znajomą szatę. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, skąd też ją kojarzy. Chwileczkę... Czy to nie był jego własny garni...
Właśnie w tej chwili zdał sobie sprawę, że na sali zapadła niezręczna cisza. Erik natychmiast wrócił do rzeczywistości i przeszedł na przód sceny, trzymając w jednej z dłoni kieliszek szampana. A trzymał go na tak mocno, jakby od tego zależało jego życie.
— Tak jak wspomniała moja urocza siostra, dziękujemy wam za przybycie. To zaszczyt gościć w naszych skromnych progach tak szacowne grono przyjaciół, znajomych, sojuszników, ludzie wielu talentów, jak również tych, którzy przyszli tu tylko na jedzenie i napitki. Nie martwcie się mamy coś również dla was — Uśmiechnął się cierpko, w duchu modląc się, że ten drobny żarcik dobrze się przyjmie. — Osobiście cieszę się, że pomimo ciężkim czasom, w których przyszło nam życiu, tak wielu z was odpowiedziało na nasze zaproszenie. Od razu mi lepiej na sercu, gdy widzę, że mimo mniejszych lub większych różnic między nami, wciąż potrafimy odłożyć je na bok i cieszyć się sobą. Tym razem, oczywiście, sprawiamy także, że świat, który zdaje się ostatnio pędzić na złamanie karku, może stać się nieco lepszym miejscem. Nie udałoby się doprowadzić do tego spotkania bez Waszej szczerej pomocy, dlatego uważam, że ten toast powinien być skierowany do Was wszystkich. Do Nas wszystkich. Do tych, którzy zdecydowali się wesprzeć potrzebujących w chwili słabości.
Zamilkł na moment, unosząc kieliszek w górę.
— Za nas!
Bez względu na intensywność reakcji ze strony gości, Erik wypił śladową ilość szampana i wycofał się pospiesznie na tył sceny, pozwalając, aby Brenna kontynuowała swoją przemowę i rozpoczęła licytację. Mężczyzna skrył się częściowo w cieniu, oddychając szybko. Serce waliło mu niczym młot.
Czy on w ogóle zdążył powiedzieć wcześniej siostrze, że w gruncie rzeczy nie miał, kiedy przygotować dokładnego skryptu swojej przemowy i w dużej mierze improwizował, nie licząc kilku kluczowych fraz, które zdołał zapamiętać ze swoich notatek? Na Merlina, słabo mi, pomyślał, wydychając ciężko powietrze z płuc. Oby dalej już było tylko lepiej.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞