31.08.2023, 22:45 ✶
Brenna pojawiła się na miejscu dokładnie minutę przed czasem – teleportowała się w pobliżu, w punkcie aportacyjnym i pod sklep alchemiczny dotarła już pędem. Życie po Beltane ogólnie upływało jej w wiecznym biegu – ale Brenna dostosowała się do tego całkiem płynnie, bo ogółem była osobą, która zawsze próbowała być w kilku miejscach na raz.
Miała za sobą poranną wizytę w Kniei, kilkanaście godzin dyżuru, a teraz czekały ją zakupy. O dziwo jednak, nie była zmęczona. Może poruszała się aż tak szybko, że zmęczenie nie zdążyło jej dzisiaj dogonić. Nie wyglądała też na znużoną, może była to zasługa tych dwóch kaw, wypitych na zmianie, a może magicznego pudru, jaki ostatnio podkradała matce, ot żeby ludzie się nie czepiali.
Zdążyła przebrać się z munduru – nie lubiła chodzić w nim po mieście poza patrolami, bo zwracał nadmierną uwagę. Założyła zwykłą szatę, z gatunku tych absolutnie rzucających się w oczy, którą trzymała w szafce w Ministerstwie, i szary, nijaki płaszcz. Przy Norze, w jej kolorowych ubraniach, Brenna ginęła. I dobrze, bo chociaż kiedyś absolutnie nie przeszkadzało jej, jeżeli trafiała w blask świateł – zwykle jako siostra Erika, córka Elise i Jeremiaha, a czasem jako ta, która widowiskowo spadła ze schodów – tak po Beltane starała się zniknąć.
- Cześć, skarbie – przywitała się, dobiegając do czekającej już Nory. Zerknęła odruchowo na zegarek, chcąc sprawdzić, czy przypadkiem się nie spóźniła, ale na całe szczęście, wyrobiła się idealnie. – Mam nadzieję, że nie czekasz długo. Mabel nie idzie z nami? – spytała, ujmując Norę pod rękę. – Prowadź, bo ja nie mam pojęcia, od czego zacząć. I co będzie potrzebne, więc sprawa wygląda tak, że ty pokazujesz palcem, co chcesz, mówisz sprzedawcy te wszystkie dziwno brzmiące nazwy, a ja kiwam głową z mądrą miną i potem wyciągam sakiewkę. To potrafię – powiedziała lekko, bo cóż, jej wiedza o eliksirach i ziołach zatrzymała się na etapie Hogwartu. A w końcu nie zamierzały przygotowywać prostego eliksiru powodującego zaniki pamięci czy wywołującego czkawkę. Tutaj to Nora miała potrzebną wiedzę i umiejętności. Brenna miała pieniądze, zasób, który nie był jej zasługą, ale który wykorzystywała bez oporów dla Zakonu i w sytuacjach takich jak Beltane. Razem tworzyły więc na tych zakupach duet idealny.
Miała za sobą poranną wizytę w Kniei, kilkanaście godzin dyżuru, a teraz czekały ją zakupy. O dziwo jednak, nie była zmęczona. Może poruszała się aż tak szybko, że zmęczenie nie zdążyło jej dzisiaj dogonić. Nie wyglądała też na znużoną, może była to zasługa tych dwóch kaw, wypitych na zmianie, a może magicznego pudru, jaki ostatnio podkradała matce, ot żeby ludzie się nie czepiali.
Zdążyła przebrać się z munduru – nie lubiła chodzić w nim po mieście poza patrolami, bo zwracał nadmierną uwagę. Założyła zwykłą szatę, z gatunku tych absolutnie rzucających się w oczy, którą trzymała w szafce w Ministerstwie, i szary, nijaki płaszcz. Przy Norze, w jej kolorowych ubraniach, Brenna ginęła. I dobrze, bo chociaż kiedyś absolutnie nie przeszkadzało jej, jeżeli trafiała w blask świateł – zwykle jako siostra Erika, córka Elise i Jeremiaha, a czasem jako ta, która widowiskowo spadła ze schodów – tak po Beltane starała się zniknąć.
- Cześć, skarbie – przywitała się, dobiegając do czekającej już Nory. Zerknęła odruchowo na zegarek, chcąc sprawdzić, czy przypadkiem się nie spóźniła, ale na całe szczęście, wyrobiła się idealnie. – Mam nadzieję, że nie czekasz długo. Mabel nie idzie z nami? – spytała, ujmując Norę pod rękę. – Prowadź, bo ja nie mam pojęcia, od czego zacząć. I co będzie potrzebne, więc sprawa wygląda tak, że ty pokazujesz palcem, co chcesz, mówisz sprzedawcy te wszystkie dziwno brzmiące nazwy, a ja kiwam głową z mądrą miną i potem wyciągam sakiewkę. To potrafię – powiedziała lekko, bo cóż, jej wiedza o eliksirach i ziołach zatrzymała się na etapie Hogwartu. A w końcu nie zamierzały przygotowywać prostego eliksiru powodującego zaniki pamięci czy wywołującego czkawkę. Tutaj to Nora miała potrzebną wiedzę i umiejętności. Brenna miała pieniądze, zasób, który nie był jej zasługą, ale który wykorzystywała bez oporów dla Zakonu i w sytuacjach takich jak Beltane. Razem tworzyły więc na tych zakupach duet idealny.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.