Tak naprawdę Norka nie pilnowała jakoś specjalnie umówionej godziny. Nie byłaby zła na Brennę, gdyby się spóźniła. Wiedziała, że ma aktualnie sporo na głowie, chociaż Longbottom raczej nigdy się nie spóźniała - zawsze była na czas. Minęło może pięć minut, szczęśliwi czasu nie liczą, więc Norka nie umiałaby powiedzieć ile faktycznie, kiedy Brenna znalazła się tuż obok niej.
Figg odsunęła się od ściany i ruszyła w stronę przyjaciółki. Przytuliła ją na przywitanie. Ostatnio nie do końca miały kiedy się spotykać, więc doceniała i ten wypad na zakupy. Uśmiechnęła się serdecznie, kiedy wypuściła ją ze swoich ramion. - Cześć, słońce. Dobrze wyglądasz. - Zagaiła jeszcze. Od razu sięgnęła po mały pakunek, który miała w kieszeni, wręczyła go swojej towarzyszce. - Spróbuj, nowa receptura. Z malinotruskawkowym dżemem. Wiedziałaś, że istnieje taka roślina? Malinotruskawka? W zeszłym roku się z nią spotkałam. - Wiedziała, że z Brenny jest spory łasuch, więc nie powinna odmówić jej degustacji. - Nie czekałam długo, nie masz się czym martwić. Mabel jest dzisiaj u Lizzy. Mam sporo pracy w cukierni, przez co często jest w Dolinie. Wiesz, tam ciągle ma ktoś na nią oko. Połowa z mojego rodzeństwa mieszka jeszcze w domu. - Jakoś tak było prościej, tyle, że Norka tęskniła. Te rozstania nie były dla niej aż takie przyjemne, może zyskiwała czas na to, żeby zadbać o cukiernie, miała jednak wrażenie, że traci coś ważniejszego. Nie łatwo było być samodzielną matką, a przy tym przedsiębiorczynią. Ciągle próbowała to jakoś połączyć i miała wrażenie, że radzi sobie raczej średnio.
- Czyli jesteś dzisiaj moim sponsorem. - Mrugnęła do Brenny porozumiewawczo. - Jeśli chodzi o rośliny, to dosyć sporo zbieram sama. Teraz jest sezon na kwiaty, które suszę, żeby móc z nich korzystać. Wiosną jest wszystko łatwiej dostępne. Największy problem mam z tymi komponentami zwierzęcymi, pazury, włosy i inne takie. - To wydawało się jej być większym problemem, chociaż na pewno znajdą się też inne składniki, które będą mogły się przydać. - Może zacznijmy od sklepu Tobiasa Felixa, z tego, co wiem, jest dosyć dobrze wyposażony. - Przynajmniej zawsze tak było. Skoro Brenn ujęła ją pod rękę to ruszyła dosyć szybkim krokiem w jedną z bocznych uliczek. Tam znajdował się sklep.