31.08.2023, 23:53 ✶
- Ty też, płaszcz idealnie ci pasuje – rzuciła Brenna. Szczerze, bo raczej unikała kompletów, których nie uważałaby za prawdziwe. I sama też zamierzała potraktować tę wyprawę raczej jak radość i spotkanie towarzyskie niż obowiązek. A że nie kupowały ubrań albo kosmetyków, a składniki do eliksirów? To już nie miało znaczenia. Mogły połączyć przyjemne z pożytecznym.
Uśmiechnęła się lekko, gdy Nora wręczyła jej ciastka. Nie protestowała, bo nie chciała jej urazić. Sama dziś nic nie przyniosła – przybiegła prosto z pracy, więc drobne prezenty musiały poczekać na inną okazję. Wyciągnęła jedno ciastko, by spróbować i przy okazji zrobić przyjaciółce przyjemność: nie chciała jeść ich więcej, kiedy szły ulicą i zaraz miały wpakować się do sklepu.
- Nie miałam pojęcia, ale ponieważ uwielbiam i maliny, i truskawki, nie będę narzekać na jej istnienie. Pyszne, ale ja nie jestem obiektywna. Mnie smakuje absolutnie wszystko, co przygotujesz – oświadczyła Brenna, kiedy wędrowały ulicą. Wzięła Norę pod rękę i po to, by łatwiej dostosować do niej prędkość poruszania. Sama miała skłonności do chodzenia zbyt szybko. – Zawsze może wpaść też do nas. Jeżeli nawet mnie i Erika nie będzie, to mama albo tata pewnie tak.
A jeżeli nie oni, to ktoś inni. W domu Longbottomów również zawsze ktoś się kręcił. Brenna miała wyrzuty sumienia, że w tym miesiącu spędza z Mabel mniej czasu niż zwykle i obiecała sobie, że w najbliższych dniach jeżeli nie zdoła wpaść do niej w weekend, to przynajmniej wyśle jakąś paczkę.
– Pewnie, złotko. Kupię wszystko, czego zapragniesz. Poza hipogryfem. Ktoś w tej rodzinie musi być rozsądny – oświadczyła, nawiązując rzecz jasna do pomysłu Erika, by sprezentować coś takiego Mabel. Posłusznie dała się pociągnąć Norze pod jeden ze sklepów i przesunęła spojrzeniem po ladzie. – Zawsze nie cierpiałam tej części eliksirów. Wiem, że to trochę hipokryzja, bo w końcu jem mięso, ale niektóre z tych składników strasznie mi się nie podobają – wyznała, po czym pchnęła drzwi. Odruchowo pociągnęła nosem za progiem. Miała węch może nie tak czuły jak swojej kuzynki, ale dość wyczulony z racji na wystawianie go od najmłodszych lat na perfumy od Potterów, a potem jeszcze przemiany w wilka.
Uśmiechnęła się lekko, gdy Nora wręczyła jej ciastka. Nie protestowała, bo nie chciała jej urazić. Sama dziś nic nie przyniosła – przybiegła prosto z pracy, więc drobne prezenty musiały poczekać na inną okazję. Wyciągnęła jedno ciastko, by spróbować i przy okazji zrobić przyjaciółce przyjemność: nie chciała jeść ich więcej, kiedy szły ulicą i zaraz miały wpakować się do sklepu.
- Nie miałam pojęcia, ale ponieważ uwielbiam i maliny, i truskawki, nie będę narzekać na jej istnienie. Pyszne, ale ja nie jestem obiektywna. Mnie smakuje absolutnie wszystko, co przygotujesz – oświadczyła Brenna, kiedy wędrowały ulicą. Wzięła Norę pod rękę i po to, by łatwiej dostosować do niej prędkość poruszania. Sama miała skłonności do chodzenia zbyt szybko. – Zawsze może wpaść też do nas. Jeżeli nawet mnie i Erika nie będzie, to mama albo tata pewnie tak.
A jeżeli nie oni, to ktoś inni. W domu Longbottomów również zawsze ktoś się kręcił. Brenna miała wyrzuty sumienia, że w tym miesiącu spędza z Mabel mniej czasu niż zwykle i obiecała sobie, że w najbliższych dniach jeżeli nie zdoła wpaść do niej w weekend, to przynajmniej wyśle jakąś paczkę.
– Pewnie, złotko. Kupię wszystko, czego zapragniesz. Poza hipogryfem. Ktoś w tej rodzinie musi być rozsądny – oświadczyła, nawiązując rzecz jasna do pomysłu Erika, by sprezentować coś takiego Mabel. Posłusznie dała się pociągnąć Norze pod jeden ze sklepów i przesunęła spojrzeniem po ladzie. – Zawsze nie cierpiałam tej części eliksirów. Wiem, że to trochę hipokryzja, bo w końcu jem mięso, ale niektóre z tych składników strasznie mi się nie podobają – wyznała, po czym pchnęła drzwi. Odruchowo pociągnęła nosem za progiem. Miała węch może nie tak czuły jak swojej kuzynki, ale dość wyczulony z racji na wystawianie go od najmłodszych lat na perfumy od Potterów, a potem jeszcze przemiany w wilka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.