01.09.2023, 00:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2023, 09:56 przez Brenna Longbottom.)
- Tak. To bardzo niepokojące – przyznała Brenna, oszczędzając sobie wyjątkowo dalszych komentarzy, bo przecież obie myślały na ten temat to samo, a nie wypadało o tym dyskutować nad ciałem ofiary. W dodatku kiedy tuż za plecami Brenny kręcili się inni przedstawiciele Departamentu, którym taka rozmowa niekoniecznie mogła się spodobać - w Ministerstwie łatwo wypierano takie sugestie, liczyła się w końcu lojalność, wiele osób w BUM za nic nie uwierzyłoby, że "to jeden z nas". Mieli zdrajcę. Może kreta, który dał się uwieść ideom Voldemorta i sam nosił maskę. Może głupca, który powiedział parę zdań za dużo po pijanemu. Może kogoś, kogo zastraszono albo zmuszono do podzielenia się informacjami.
Efekt był jednak jeden. Śmierć.
Rzeczywiście, Brennie ciężko było się z tym pogodzić. Wiedziała niby, że nic nie mogła zrobić w tym wypadku, ale jednak to „a może” krążyło jej po głowie. Nie zamierzała jednak pozwolić, aby wyrzuty sumienia czy strach przed tym, że doprowadzi do czyjejś śmierci, ją sparaliżowały. Żyli w czasach, w których po prostu musieli działać. I to wszystko. Brenna też nie zgodziłaby się, że zabrała całą empatię, jaką miała w sobie Cynthia. Jej samej zdawało się raczej, że Flintówna próbowała odciąć się od świata i emocji – by ułatwić sobie pracę, dorównanie oczekiwaniom ojca, i być może, nie przeżywać podobnie czegoś takiego, jak po stracie matki.
Nie do końca jednak to potrafiła, bo było widać, że bardzo wiele zrobiłaby i dla swojego brata, i dla Victorii.
– Tego się obawiałam – powiedziała cicho, kiedy Cynthia podsumowała obrażenia. Nie umarł lekką śmiercią… i być może na liście śmierciożerców pojawiła się właśnie kolejna ofiara. – Jedyne pocieszenie jest takie, że nie mieli dużo czasu.
Ale i tak wszystko skręcało się jej w środku, gdy myślała o tym, przez co przeszedł ten mężczyzna. I o tym, że jego rodzina nie może usłyszeć tego pocieszenia: nie cierpiał. I że w dodatku Brenna nie mogła nawet obiecać, że ich dorwą.
– Sekcja na pewno będzie konieczna. Śledztwo pewnie trafi do Biura Aurorów, bo wszystko co mówisz potwierdza, że byli zamieszani w to śmierciożercy – wymruczała, spoglądając na ciało. Co nie oznaczało, że Brenna po prostu odpuści. Nie zamierzała mataczyć w śledztwie, rzecz jasna, ale wszystko, czego się tu dowie – a zamierzała zaraz zasiąść w kręgu świec i przekonać się, o kogo pytali śmierciożercy – trafi także do Zakonu Feniksa. Na pewno dotrą do tej osoby pierwsi, Brenna zamierzała o to zadbać. – Z pewnością spróbuję – obiecała, posyłając Cynthii nieco zmęczony uśmiech. Nie dlatego, że była wyczerpana fizycznie, bo nie była. To było raczej zmęczenie psychiczne, wywołane tą sprawą, ale też nie pracowałaby tu, gdzie pracowała, gdyby nie czuła się na siłach, aby to znieść. – Dziękuję, bardzo nam pomogłaś. Muszą tu jeszcze pojawić się aurorzy, ale myślę, że powinien trafić do was jeszcze dzisiaj – stwierdziła Brenna, oglądając się na pomieszczenie, gdzie jeden z Brygadzistów dyskutował właśnie z kimś, kto pełnił funkcję zbliżoną do prokuratora. – Mam nadzieję, że uda się nam niedługo spotkać bez żadnych trupów w pobliżu – dodała.
Efekt był jednak jeden. Śmierć.
Rzeczywiście, Brennie ciężko było się z tym pogodzić. Wiedziała niby, że nic nie mogła zrobić w tym wypadku, ale jednak to „a może” krążyło jej po głowie. Nie zamierzała jednak pozwolić, aby wyrzuty sumienia czy strach przed tym, że doprowadzi do czyjejś śmierci, ją sparaliżowały. Żyli w czasach, w których po prostu musieli działać. I to wszystko. Brenna też nie zgodziłaby się, że zabrała całą empatię, jaką miała w sobie Cynthia. Jej samej zdawało się raczej, że Flintówna próbowała odciąć się od świata i emocji – by ułatwić sobie pracę, dorównanie oczekiwaniom ojca, i być może, nie przeżywać podobnie czegoś takiego, jak po stracie matki.
Nie do końca jednak to potrafiła, bo było widać, że bardzo wiele zrobiłaby i dla swojego brata, i dla Victorii.
– Tego się obawiałam – powiedziała cicho, kiedy Cynthia podsumowała obrażenia. Nie umarł lekką śmiercią… i być może na liście śmierciożerców pojawiła się właśnie kolejna ofiara. – Jedyne pocieszenie jest takie, że nie mieli dużo czasu.
Ale i tak wszystko skręcało się jej w środku, gdy myślała o tym, przez co przeszedł ten mężczyzna. I o tym, że jego rodzina nie może usłyszeć tego pocieszenia: nie cierpiał. I że w dodatku Brenna nie mogła nawet obiecać, że ich dorwą.
– Sekcja na pewno będzie konieczna. Śledztwo pewnie trafi do Biura Aurorów, bo wszystko co mówisz potwierdza, że byli zamieszani w to śmierciożercy – wymruczała, spoglądając na ciało. Co nie oznaczało, że Brenna po prostu odpuści. Nie zamierzała mataczyć w śledztwie, rzecz jasna, ale wszystko, czego się tu dowie – a zamierzała zaraz zasiąść w kręgu świec i przekonać się, o kogo pytali śmierciożercy – trafi także do Zakonu Feniksa. Na pewno dotrą do tej osoby pierwsi, Brenna zamierzała o to zadbać. – Z pewnością spróbuję – obiecała, posyłając Cynthii nieco zmęczony uśmiech. Nie dlatego, że była wyczerpana fizycznie, bo nie była. To było raczej zmęczenie psychiczne, wywołane tą sprawą, ale też nie pracowałaby tu, gdzie pracowała, gdyby nie czuła się na siłach, aby to znieść. – Dziękuję, bardzo nam pomogłaś. Muszą tu jeszcze pojawić się aurorzy, ale myślę, że powinien trafić do was jeszcze dzisiaj – stwierdziła Brenna, oglądając się na pomieszczenie, gdzie jeden z Brygadzistów dyskutował właśnie z kimś, kto pełnił funkcję zbliżoną do prokuratora. – Mam nadzieję, że uda się nam niedługo spotkać bez żadnych trupów w pobliżu – dodała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.