Usłyszła słowa Victorii Mam nadzieję, że to nie ten chłopiec. Uderzyły w nią, kiedy sama już biegła za młodzieńcem do ładowni. Geraldine również miała nadzieję; jak do cholery mógłby zrobić coś takiego? Nie miał tyle siły, to było niemożliwe. Nie wierzyła w to, że to mogła być sprawka Elijah. Fanny mówiła coś o magii, magia przecież nie istniała, co też opowiadało to babsko, a niby było takie bogobojne, a tutaj wierzyło w jakieś kocopoły...
Biegła dalej. Price uleciały z głowy myśli o jej domku na wsi, na końcu świata. Jej marzenia w tej chwili nie liczyły się zupełnie przesłoniła to myśl o tym, aby uratować tego biednego chłopca. Musiała go uratować. Obiecała, że będzie przy nim, jeśli coś mu się stanie i zamierzała dotrzymać tej obietnicy.
Bieganie po pokładzie tego wielkiego transatlantyku nie było wcale takie proste. Korytarze był wąskie, a do tego ta przeklęta spódnica, która plątała się jej między nogami. Skutecznie sabotowała Price. Co chwila musiała łapać materiał, który wymykał jej się z rąk. Nie było to jednak coś, co mogło ją zatrzymać. Spowolnić - jak najbardziej. Elijah umykał jej coraz bardziej. Nie miał problemów natury ubraniowej, do tego był mniejszy, zwinniejszy więc łatwiej lawirował między korytarzami, tyle, że on nie będzie uciekał wieczność. Statek był obiektem zamkniętym - prędzej, czy później go znajdą.
Udało jej się dostrzec, do której ładowni wchodzi. Price wbrew pozorom była również całkiem sprawna fizycznie więc nie zwiał jej tak, żeby nie mogła gonić go dalej. Weszła tam za nim do środka. Wybrał sobie idealne miejsce do zabawy w chowanego. Nie miała tak naprawdę pojęcia od czego zacząć. - Elijaha, ja ci pomogę. Nie będę jak twoja matka. Nie musisz się bać. - Zaczęła mówić spokojnym głosem. Sama nie miała pojęcia dlaczego tak uparła się, aby pomóc dzieciakowi, wynikało to chyba po prostu z jej doświadczeń życiowych. Kiedy widziała kogoś wobec kogo stosowano przemoc nie umiała przejść obojętnie, dlatego, że ona też była w tym miejscu. Nikt nie wyciągnął do niej ręki. Nie zamierzała być taka. Była po prostu dobrym człowiekiem, który chciał pomóc temu chłopcu.
Geraldine ruszyła powoli przed siebie, uważnie przyglądała się skrzyniom, które znajdowały się wokół. Tyle, że ten chłopiec faktycznie mógł być wszędzie, nie tak łatwo będzie go tutaj znaleźć. - Nie musisz się martwić o to, że ona znowu cię skrzywdzi, czy ktoś inny. Obronię cię przed całym światem jeśli przyjdzie taka potrzeba. - Dodała jeszcze.