Uśmiechnęła się promiennie do Brenny. Różowy był jednym z ulubionych kolorów Norki. Zastanawiała się, czy powinna go nosić, po śmierci Salema, ale stwierdziła, że nie pozwoli na to, żeby Śmierciożercy stworzyli czarno-biały świat. Potrzebował on kolorów i Norka nie zamierzała zaprzestawać ich wprowadzać na te smutne, szare ulice. To była jej osobista misja. Nie wiedzieć czemu od najmłodszych lat uwielbiała pstrokate barwy, co dało się też zauważyć w jej wyrobach cukierniczych. Od razu było wiadomo spod czyjej ręki wyszły. Uważała, że to ważne, mogli połączyć jej nazwisko z najlepszymi słodyczami już na samym początku.
- Masz rację. Nie jesteś idealnym materiałem na degustatora. - Odparła trochę rozczarowana. To nie tak, że nie cieszyła się, że jej smakuje, ale... Brennie faktycznie smakowało wszystko. Nigdy chyba nie miała innej opinii. Norka powinna znaleźć kogoś, kto bardziej się nadawał do tej funkcji, jednak wśród jej znajomych było o to ciężko. Wszyscy zazwyczaj po prostu mówili, że im smakuje. Jak miała się rozwijać i wprowadzać zmiany, kiedy nie słyszała nawet słowa krytyki? To nie było wcale takie łatwe, można było szybko zasiąść na laurach. Panna Figg miała jednak głowę na karku i dążyła do tego, żeby tworzyć coraz bardziej skomplikowane receptury.
Musiały zabawnie wyglądać, kiedy szły razem pod rękę. Brenna była od Nory zdecydowanie wyższa. Od tyłu pewnie można je było wziąć za matkę z córką. - Dziękuję za propozycję, chociaż myślę, że wasza rodzina potrzebuje trochę spokoju. Wiesz, po tym wszystkim. - Była na tyle rozsądna, że nie zamierzała im dorzucać opieki nad Mabel, która bywała dosyć absorbująca. Musieli przecież poukładać sobie wszystko na spokojnie po śmierci ojca Danielle.
- Rozczarowałaś mnie. Hipogryf idealnie by pasował do mojej cukierni. Można by go wprowadzić na sam środek. - Zaśmiała się w głos, pamiętała o tym, że Erik chciał kupić Mabel to zwierzę. Wtedy trochę spanikowała, miała nadzieję, że z czasem Longbottom zrobi się trochę bardziej rozsądny, jednak nadal zdarzało mu się prześcigać z Brenną o to, kto ma lepszy prezent. Nie mogła sobie wymarzyć lepszych rodziców chrzestnych dla Mabel. Interesowali się dziewczynką i opiekowali, czego mogła chcieć więcej?
Weszły do środka sklepu. Był on pełen półek, na których znajdowały się najróżniejsze składniki do eliksirów. Niektóre w wielkich słojach. Mogły przerażać, bo były tam i oczy i skrzydła i uszy. Na Norce nie robiło to wrażenia. Zupełnie przywykła do tego, że musi z nich korzystać jeśli chciała stworzyć jakieś mikstury. - Niby rozumiem, a trochę nie. Ja nie myślę o tym, wiesz, co wrzucam, to po prostu jeden składnik z wielu, którego muszę użyć, żeby to zadziałało. - Już w czasach Hogwartu przestała myśleć o tym, w jaki sposób były one zdobywane. Tak już był skonstruowany ten świat.
Dzień dobry!!! - Rzuciła jeszcze na wejściu, aby przywitać się z właścicielem sklepu. Tobias Felix wyglądał na mężczyznę po sześćdziesiątce. Włosy trochę siwiały, na twarzy pojawiły się zmarszczki, oczy jednak błyszczały mu jak u młodzieńca. - Dzień dobry, jak wiem nie potrzebują panienki pomocy. - Powiedział, bo znał Norkę. Była tu częstym bywalcem i po prostu sama przemierzała wszystkie półki i wybierała z nich po kolei to, co było jej potrzebne. Figg nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo.
- Koszyczek nam potrzebny, bo trochę tego będzie. - Sięgnęła po niego i ruszyła w stronę alejek ze składnikami zwierzęcymi. - Skrzydła nietoperza, oczy kobry, śledziona szczura, ogony jaszczurek. To te bardziej pospolite, powinny być tutaj. - Rozglądała się przy tym uważnie. - O mam! Brenna sięgniesz tam na górę, ten słoiczek jest dla mnie zbyt wysoko - Próbowała się wspiąć na palcach, no ale jej nie wyszło. Na szczęście miała obok swoją przyjaciółkę. - Tam dalej... - Zaczęła mówić, właściwie to chyba nawet bardziej do siebie niż do Brenny. - Tam powinna być skórka boomslanga, łuski hipokamusa i części trytonów. - Na szczęście na niskiej wysokości, więc była w stanie sama sobie z tym poradzić. - Do wiggenowego będą nam potrzebne śluz gumochłona i sok z chrobotka, weźmy może wszystkie, jakie jest? - Odwróciła się, aby zobaczyć, co o tym sądzi Brenna, bo nie chciała też przesadzić, a wydawała nie swojego pieniądze.