Dokładnie tak, sedno sprawy: nikt nie lubił, kiedy mu przerywano. To było frustrujące, niepoważne. Ludzi należało słuchać, skoro mieli coś do powiedzenia, a jeśli temat cię nie interesował, wystarczyło przeprosić i powiedzieć, że [tutaj wstaw cokolwiek]. Nawet marna wymówka była lepsza od zwykłego wtrącania się co chwilę. Nawet marna wymówka była lepsza od bezczelnego, słynnego angielskiego wyjścia. Pewne rzeczy przecież obowiązywały i nie trzeba było się wychować na salonach, żeby wiedzieć, jak nieprzyjemnym było, kiedy okazywano wobec ciebie ignorancję. Laurent był jednak za bardzo zdumiony tym, co widział i za mocno wbity w ziemię, żeby jego szare komórki były w stanie poruszyć się i popracować trochę szybciej. Niedowierzanie. Obejmowało go niedowierzanie, które prowadziło jego mózg do czarnego pudełeczka zwanego pustką. I czemu ten duch ciągle na niego zerkał?
- Och, uhm, bardzo ładnie... A panienka może by pouczyć się chciała, to nie wypada, żeby bez edukacji spacerować po tym świecie... - Zaproponował właśnie były nauczyciel, zakładając ręce na plecy i unosząc podbródek.
Laurent był na tyle oszołomiony, że nawet nie zareagował na magiczne "to ty!", kiedy kobietka wyłapała, że jednak nie jest tutaj z duchem sama i że ktoś jeszcze jest tu obecny. Tak, był, cały czas - on! Rozmowy z duchem - jakie absurdalne, jakby kobieta była dzieckiem - potem szpagaty, namawianie ducha, żeby występował w cyrku... tak. Laurent był naprawdę lotny i potrafił szybko się dostosować do tego, co się dzieje, ale to było odrobinę za dużo jak na jego mózg. Poruszył się z jakimś takim odrętwieniem, kiedy Elaine do niego podeszła i fizycznie upewniła się, że nic mu nie jest. Już mu nic nie było. Nawet mimo tego, że dwa dni później miał kolejny wypadek.
- Oczywiście, że jestem. Przecież pomogłaś mi się dostać bezpiecznie do szpitala. - Zauważył z niepewnym teraz uśmiechem, bo musiał się przywoływać do porządku, przywracać swój własny umysł do jeszcze bardziej własnego ciała, co by się upewnić, że jego inteligencja nie została uwsteczniona do poziomu ameby przez to, czego był świadkiem. Miał takie odczucie, że została.
- A panienka wie, że całe życie uczyłem, nie w cyrku występowałem? - Upewnił się duch, przepływając obok obecnych, żeby znaleźć się za ich plecami, ale zaraz znowu znalazł się przed nimi, okrążając ich z drugiej strony. - A czy w cyrku panienki to chcą się uczyć? Mogliby słuchać moich historii i się uczyć. Włoskiego również. - Ewidentnie mężczyzna nabrał na pewności siebie i chyba jednak gotów był zmienić zdanie w zależności od zasłyszanych odpowiedzi.
- W cyrku pan również mógłby się uczyć. - Zauważył Laurent, włączając się do tej konwersacji. Tym razem duch mu nawet nie przerwał. Duch wyglądał na absolutnie zszokowanego w pierwszym momencie.- Taak. Taaak! Nauka, mógłbym uczyć i być uczonym. Ach, wspaniały pomysł..!