Nie była nieprzytomna. Nie straciła przytomności. Widział jej uchylone oczy, choć przez moment nieobecne. Teraz też spoglądała na niego, na... na jego szyję. Trzymał ją przy sobie, bardzo blisko siebie, a ona spoglądała na jego szyję z czymś bardzo obcym i bardzo niebezpiecznym w oczach. Czymś, czego Laurent u niej nigdy w życiu nie widział, ale przecież nie spotykali się codziennie, nie wiedział, jak dokładnie wyglądała jej praca, albo raczej - jak ona w tej pracy wyglądała. Ale był pewien, że takiego wyrazu twarzy Victoria Lestrange nie miała prawdopodobnie nigdy w swoim życiu. Czy on nadal trzymał ją czy może już była to inna osoba? Czy to coś poszło nie tak w trakcie rytuału i coś ją opętało, czy może... odwiedziła ją babcia. Ta część babci, która nie była miłą i uprzejmą staruszką. To jednak nie wpadło jeszcze do jego mądrej głowy w przeciągu tych marnych sekund, w jakich potoczyła się cała ta sytuacja. Sekund - bo nawet nie minut.
Zamilknął. Patrząc z przestrachem na Victorię przestał się odzywać i tylko ostrożnie ją trzymał. Nie leciała z nóg, utrzymała się na nich. A on miał przemożoną chęć się odsunąć, powoli i ostrożnie, jak odsuwa się od dzikiego stworzenia, które poczuło się zagrożone i osadzone twoją obecnością. Nie poruszył się jednak. Przestał się ruszać prawie wcale i tylko jego serce przyśpieszyło rytmu w zupełnym niezrozumieniu tego, co widzi i czego doświadczał. Gest, jaki wykonała, jak przesunęła językiem po zębach...
- Victorio? - Powtórzył jej imię, teraz już o wiele ciszej. O wiele spokojniej. I może to zadziałało jak czar, a może był to tylko zbieg okoliczności, że jej oczy otrzeźwiały, że jej twarz zmieniła swoje barwy, choć niby fizycznie wcale nic się nie zmieniło. To dziwne napięcie i pożądanie zamieniło się w jej oczach w strach i obrzydzenie. - Ciii, spokojnie... - Przygarnął ją do siebie ostrożnie znów, trochę niepewny w zasadzie, czy to co, co działo się przed chwilą było chwilowe, czy może będzie tego jakiś nawrót? Czy to to, o czym mówiła? Atak wspomnień, nad którym nie miała żadnej kontroli? Przytulił ją, przesuwając dłoń z jej głowy na plecy. - Już jest dobrze, nic się nie dzieje... - Zapewniał ja dalej. - To było tylko chwilowe. - I to nie był jeszcze czas, żeby pytać, co właściwie się stało. I co jej przeszło przez głowę przez tych parę sekund, kiedy świat się zupełnie zatrzymał.