01.09.2023, 14:50 ✶
- Mav, tu zaczyna szwankować magia, a ja nie chcę zawalić pod wami schodów, zwłaszcza wyżej niż byłam ja. Może powinniście poszukać innego zejścia, a ja rozejrzę się za innymi schodami? Nie chcę, żebyście tu utknęli – odpowiedziała Brenna, zadzierając głowę i oceniając sytuację. To byłoby prawdopodobnie najlepsze rozwiązanie: wyjść stąd, ale… Nie mogła po prostu zaryzykować, że kuzynka i Bulstrode zlecą w dół w niekontrolowany sposób. – Dajcie mi chwilę, rozmawiam z duchem – dodała, z zadziwiającym spokojem, jak na to, co właśnie zadeklarowała. I na to, że wcale nie była spokojna. Ani trochę. Strach głęboko zakorzenił się w jej duszy – o brata, o siostry, o przyjaciół, a dołączało do tego paskudne uczucie, do którego nie zdążyła nawyknąć tak, jak Atreus: że auror jest w niebezpieczeństwie i bardzo, bardzo nie chciała, aby znalazł się tutaj, niżej, gdzie zdaniem dziecka było ciemno i strasznie, i miało być jeszcze straszniej.
A potem przykucnęła, spoglądając na dziewczynkę – Maddie, choć sama nie znała jej imienia. Zastanawiała się, czy ta była czarodziejką – to mogłoby wyjaśnić, dlaczego ona nie upadła, gdy upadli to wszyscy inni… i dlaczego uwięziona była ona i ten „Sutherland”. Auror, którego widziała? Gerry…? Brenna mimowolnie drgnęła, bo pomyślała o Geraldine.
Wybuch na samym dole statku więc zatopił to miejsce, a ciemna energia sprawiła, że wszyscy zasnęli? Atreus wspominał coś o ciemnej energii, która oplotła jej brata… Poza tym wybuch? Ktoś działał w zmowie, żeby zniszczyć statek? Brenna nie była w stanie domyśleć się całej historii – miała o wiele za mało elementów układanki i o wiele za mało wiedziała o nekromancji.
– Chyba widziałam Sutherlanda. Wszedł na statek jak ja, prawda? – powiedziała łagodnie. Serce tłukło się jej szaleńczo w piersi, bo chyba dopiero teraz w pełni dopuściła do siebie tę oczywistą myśl: istniała bardzo duża szansa, że skończy tak jak to dziecko, że wszyscy tak skończą. Uwięzieni na dekady na przeklętym statku… To było gorsze niż śmierć: za którą, jak od niedawna podejrzewały, czekał ogień i wyciągnięta ręka ukochanych. Ale… przecież… – I tak spróbuję, skarbie. Zawsze trzeba próbować – zapewniła, zmuszając się do uśmiechu, w odruchu dorosłego, który chce pocieszyć dziecko: choć to było martwe dziecko, które przyszło na świat tyle lat przed nią. – Poprowadzisz mnie tam, gdzie pojawiła się ta ciemna energia? A jeżeli stąd nie możemy się tam dostać… to chodźmy tam, gdzie coś wybuchło – poprosiła, podnosząc się. Wyciągnęła ku dziecku rękę w kolejnym bezwarunkowym odruchu, na moment zapominając, że ten przecież nie może wziąć jej za dłoń, że najwyżej jedna z nich poczuje przez moment ciepło, a druga zimno, jakby zanurzyła palce w lodowatej wodzie.
– Był bal, ktoś użył na nim magii, wszyscy zasnęli, na balu i niżej też – oświadczyła, podnosząc głos, by Bulstrode i Mavelle na pewno ją usłyszeli. – Dziewczynka mówi o ciemnej energii, Bulstrode, ty też o niej wspominałeś. Czy jeśli się rozejrzysz, wszędzie jest jednolita? Potem był wybuch, na samym dole, i dopiero to zatopiło statek. Auror, który był przed nami, próbował jej pomóc i został tu uwięziony. Nie próbuję wracać. Idę dalej z małą.
A potem przykucnęła, spoglądając na dziewczynkę – Maddie, choć sama nie znała jej imienia. Zastanawiała się, czy ta była czarodziejką – to mogłoby wyjaśnić, dlaczego ona nie upadła, gdy upadli to wszyscy inni… i dlaczego uwięziona była ona i ten „Sutherland”. Auror, którego widziała? Gerry…? Brenna mimowolnie drgnęła, bo pomyślała o Geraldine.
Wybuch na samym dole statku więc zatopił to miejsce, a ciemna energia sprawiła, że wszyscy zasnęli? Atreus wspominał coś o ciemnej energii, która oplotła jej brata… Poza tym wybuch? Ktoś działał w zmowie, żeby zniszczyć statek? Brenna nie była w stanie domyśleć się całej historii – miała o wiele za mało elementów układanki i o wiele za mało wiedziała o nekromancji.
– Chyba widziałam Sutherlanda. Wszedł na statek jak ja, prawda? – powiedziała łagodnie. Serce tłukło się jej szaleńczo w piersi, bo chyba dopiero teraz w pełni dopuściła do siebie tę oczywistą myśl: istniała bardzo duża szansa, że skończy tak jak to dziecko, że wszyscy tak skończą. Uwięzieni na dekady na przeklętym statku… To było gorsze niż śmierć: za którą, jak od niedawna podejrzewały, czekał ogień i wyciągnięta ręka ukochanych. Ale… przecież… – I tak spróbuję, skarbie. Zawsze trzeba próbować – zapewniła, zmuszając się do uśmiechu, w odruchu dorosłego, który chce pocieszyć dziecko: choć to było martwe dziecko, które przyszło na świat tyle lat przed nią. – Poprowadzisz mnie tam, gdzie pojawiła się ta ciemna energia? A jeżeli stąd nie możemy się tam dostać… to chodźmy tam, gdzie coś wybuchło – poprosiła, podnosząc się. Wyciągnęła ku dziecku rękę w kolejnym bezwarunkowym odruchu, na moment zapominając, że ten przecież nie może wziąć jej za dłoń, że najwyżej jedna z nich poczuje przez moment ciepło, a druga zimno, jakby zanurzyła palce w lodowatej wodzie.
– Był bal, ktoś użył na nim magii, wszyscy zasnęli, na balu i niżej też – oświadczyła, podnosząc głos, by Bulstrode i Mavelle na pewno ją usłyszeli. – Dziewczynka mówi o ciemnej energii, Bulstrode, ty też o niej wspominałeś. Czy jeśli się rozejrzysz, wszędzie jest jednolita? Potem był wybuch, na samym dole, i dopiero to zatopiło statek. Auror, który był przed nami, próbował jej pomóc i został tu uwięziony. Nie próbuję wracać. Idę dalej z małą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.