Nie pytał już o nic więcej i nie zamierzał dopytywać, czy da radę wrócić do domu, czy chce tu zostać czy nie chce. Jedyną Brennę, jaką Laurent znał dobrze, to ta z Hogwartu. Ta, która istniała dzisiaj... znał ją. Nie była mu obojętna. Ale by wiedzieć, że nie pija alkoholu, że to wykraczało poza normę? Nie. Tego nie wiedział. Więc i zupełnie niczego mu ta wzmianka nie mówiła, poza tym, że kobiety musiały mieć chyba dobry czas imprezując ze sobą wzajem. Pomógł jej się podnieść, delikatnie ją prosząc też o to, żeby wstała i powoli poprowadził ją w kierunku swojej sypialni. Owszem, mógł ją zaprowadzić do pokoju gościnnego, ale na jej miejscu nie chciałby być sam. Choć... nie, nie wiedział nawet, co by na jej miejscu zrobił. Zbyt wiele ich różniło, nawet jeśli znali siebie całkiem dobrze. W tym przypadku chyba "całkiem dobrze" było jednak niedomówieniem. Kroczek po kroczku dotarli więc do zacienionej sypialni, gdzie Laurent pomógł jej przy lustrze oporządzić swoją twarz z pomocą chusteczki, położył ją, nakrył i sam zresztą też położył się tuż obok. Zawołał jeszcze tylko Migotka, żeby poprosić go o sprzątnięcie, odstawienie świec w bezpieczne miejsce i pozamykanie domu. Zamierzał z nią tu zostać, zasnąć, nawet jeśli była taka chłodna. Nie musiał przecież być w nią całkowicie wtulony, a dodatkowo podzieliła ich pościel. Wszędzie było zupełnie cicho, gdy już Migotek przestał się kręcić. Byli tylko oni.
Tak kreowała się noc, gdy słońce jeszcze długo malowało promieniami granat. Jak to nad morzem o tej porze roku - niemal słońce w ogóle nie gasło, bo gdy zasnęło, zaraz potem budziło się na nowo. Nocą jednak mewy milczały. Z lasu, gdyby otworzyć okno, słychać byłoby czasem dochodzące odgłosy tego, co tam żyło i budziło się po zmroku. I niekoniecznie było straszne i przerażające. Tak jak życie nie musiał przerażać, niezależnie od tego, jak prowadzone. Ani to przyszłe Laurenta, ani to przyszłe Victorii. Gdy jednak trzeba uciekać to strach nie przemijał. Oj nie, ucieczka nie była sposobem na życie. Może pasowała do niego, na pewno za to nie pasowała do Victorii.
Ugłaskał ją do snu, a wczesnym rankiem Migotek przygotował śniadanie z kawą, mocną kawą, żeby Victoria była gotowa na trudy dzisiejszego dnia. Bo przecież, pomimo wszystko, musiała się stawić w pracy. A i on miał dzisiaj bardzo ciężki dzień, nawet pomimo tego, że ten wczorajszy wieczór wcale nie był łatwy.