01.09.2023, 23:30 ✶
Przez kilka długich sekund Ulyssesowi wydawało się, że ciemne nici sięgną do serca Cathala i ten umrze. Klątwa w takim miejscu powinna być śmiertelna lub przynajmniej szalenie dokuczliwa. W przeciwnym razie nie miała większego sensu. Myśl o śmierci jedynego prawdziwego przyjaciela, bo za takiego uważał Shafiqa, nie była przyjemna i we wzroku młodego Rookwooda pojawiło się sporo niewidocznej nigdy wcześniej paniki.
Stał nieruchomo, jeszcze bardziej spięty niż normalnie. Zacisnął nawet usta i posłał Lecie pośpieszające ją spojrzenie. Rób coś. Działaj. Jesteś klątwołamaczką. I zależy ci na nim pewnie tak samo, jak mi, jeśli nawet nie bardziej. Obserwował ją, jak coś tam kombinowała z ręką Cathala. Ale skoro żartowała to znaczyło, że udało jej się chyba przełamać klątwę. Bo przecież na tym polegała podstawowa różnica między tym, co już chwilę wcześniej próbowali zrobić. On tylko rozpraszał magię, ona przełamywała klątwę.
- A ludzie myślą, że to ja jestem dziwny – wymamrotał pod nosem, zanim wreszcie odwrócił się ku modelowi astronomicznemu.
Zbliżył się do niego, a potem zaczął mu się z uwagą przyglądać. Obracał go w głowie, próbując przypasować to widział do konkretnego czasu, w którym wiedza astronomiczna była w podobnym stanie, by mógł zostać wykonany.
Ducha, który gdzieś tam pojawił się w pobliżu Sebastiana, rozmyślnie ignorował. Nie chciał go pamiętać. W tym miejscu i tak wszystko było nowe a umysł Rookwooda pracował na wyższych niż normalnie obrotach. Po cóż było przeciążać go jeszcze duchem? I tak niewiele o nich wiedział.
Stał nieruchomo, jeszcze bardziej spięty niż normalnie. Zacisnął nawet usta i posłał Lecie pośpieszające ją spojrzenie. Rób coś. Działaj. Jesteś klątwołamaczką. I zależy ci na nim pewnie tak samo, jak mi, jeśli nawet nie bardziej. Obserwował ją, jak coś tam kombinowała z ręką Cathala. Ale skoro żartowała to znaczyło, że udało jej się chyba przełamać klątwę. Bo przecież na tym polegała podstawowa różnica między tym, co już chwilę wcześniej próbowali zrobić. On tylko rozpraszał magię, ona przełamywała klątwę.
- A ludzie myślą, że to ja jestem dziwny – wymamrotał pod nosem, zanim wreszcie odwrócił się ku modelowi astronomicznemu.
Zbliżył się do niego, a potem zaczął mu się z uwagą przyglądać. Obracał go w głowie, próbując przypasować to widział do konkretnego czasu, w którym wiedza astronomiczna była w podobnym stanie, by mógł zostać wykonany.
Ducha, który gdzieś tam pojawił się w pobliżu Sebastiana, rozmyślnie ignorował. Nie chciał go pamiętać. W tym miejscu i tak wszystko było nowe a umysł Rookwooda pracował na wyższych niż normalnie obrotach. Po cóż było przeciążać go jeszcze duchem? I tak niewiele o nich wiedział.