Stanley był zawzięty do tego, aby rozwiązać tę sprawę i przede wszystkim pomóc biedaczce. Może lekarz mógłby coś zadziałać w tej sprawie? Nie był pewien. Nie znał się na tym za bardzo - nic więc dziwnego, że wolał po kogoś pójść.
Pemberton zdziwił się, co nie miara, kiedy Persefona poprosiła aby Burkes nigdzie nie szedł. Ten w końcu chciał chyba tkwić przy dziewczynie, próbując zrobić cokolwiek aby jej pomóc. Czy matka Marianne doznała takiego szoku, że zaczęła reagować nieracjonalnie? Brzmiała jakby w ogóle się nie przejmowała tym co tutaj się wydarzyło. O tak, już dobrze, dobrze... To nie brzmiało jak najbardziej przejęty rodzic na świecie...
Nie miał jednak czasu, aby się zbytnio nad tym zastanawiać. Musiał działać, dbać o dobrą opinię "Perły Morza", dbać o swoją przyszłość. Młody oficer wypadł z kajuty i już miał się kierować na górę, kiedy to zamiotło nim na bok. Momentalnie poczuł się gorzej, trochę słabo. Z tego wszystkiego musiał się złapać ściany. Stanley tak jak reszta pasażerów też był człowiekiem, a jak to wiadomo - człowiek jak wielbłąd, napić się musi. Nie przypominał sobie jednak, aby mocno wczoraj przegiął z ilością spożytego alkoholu, wszak zawsze starał się trzymać jakiś fason i kończyć wieczór po jednym, maksymalnie dwóch drinkach. Był też święcie przekonany, że wczoraj postąpił tak samo, chociaż to co się wydarzyło przed chwilą, dało mu do myślenia czy aby na pewno tak było...
To nie było najgorsze - wizja, która go zaatakowała znienacka, była dużo gorsza, wręcz tragiczna w skutkach. Dlaczego ze wszystkich statków, które akurat pływały po otwartych zbiornikach wodnych, to "Perła Morza" miała zostać stracona? Nie rozumiał tego. Nie wiedział też dlaczego to akurat on miał mieć tę wizję. Czy to był początek jego końca? Na szczęście to była tylko wizja, a przynajmniej wszystko na to wskazywało - pod nogami nie było żadnych hektolitrów wody, a po za migotaniem światła, elektryka zdawała się działać poprawnie - Do diaska... Co to było... - zapytał sam siebie, przyglądając się całemu korytarzowi. O ile w swojej pierwotnej wizji chciał biec ile sił w nogach, tak teraz podszedł do ściany i przy jej wsparciu ruszył dużo wolniejszym krokiem na górę. Obraz zalewanego statku spowodował, że ten utracił trochę pewności siebie, bojąc się, że to rzeczywiście może się stać.
Zanim się oddalił, usłyszał słowa pani Fawley dotyczących Howarda. Kim on był aby jej odmówić, zwłaszcza kiedy ten zdawał się być kimś ważnym dla panienki Marianne. Zgodnie z zaleceniem, prośbą, a może nawet rozkazem Persefony, udał się w priorytecie po sir Jamesa. Dopiero później chciał powiadomić resztę załogi o tym co miało miejsce na pokładzie drugiej klasy.
Docierając do kajuty tego dostojnika, zapukał czym prędzej do jego drzwi. Robił to nerwowo i szybko, zupełnie jakby się paliło - Panie Howard! Panie Howard! - nawoływał trochę błagalnym tonem - Jeżeli jest pan w środku, proszę otworzyć drzwi. Pani Persefona Fawley prosi aby pan czym prędzej udał się do jej kajuty - wytłumaczył przez drzwi, nie wiedząc czy ten się w ogóle tam znajduje. Pemberton postanowił zaczekać tam minutę, może dwie i ruszyć dalej, jeżeli nie otrzymał żadnego znaku życia ze środka.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972